Rozmowa z Jolantą Johnsson, malarką, doktor sztuk pięknych, która prowadzi pracownię grafiki na Europejskim Wydziale Sztuk w Akademii Finansów i Biznesu Vistula.


Pani nazwisko wymawia się... 

Przez „j” i bez „h”. Mąż jest Szwedem. Mieszkam w Polsce, ale lato spędzam zazwyczaj w Skandynawii. Tam pracuję na papierze, potem powstają obrazy olejne. To moja ukochana technika. Nigdy nie dałam się namówić na malowanie na przykład akrylem. Za szybko schnie, nie wygrałabym z nim wyścigu. 

Co jest w Szwecji ciekawego dla malarki? 

Niezwykłe wieczory z długimi, zaczarowanymi cieniami. Chmury, których tutaj nigdy nie zobaczę. O wiele klarowniejsze niebo. Wszystko wydaje się bardziej intensywne, bodźce są silniejsze, a to zaleta dla malarza.  

Fascynuje panią światło. 

Północne różni się od naszego. Jest taki etap rozwoju młodego artysty, że nie wie, co w nim dobre, a z czym ma walczyć. Mnie uświadomiono, że mam światło jako narzędzie plastyczne. Ono jest we mnie.  

reklama



I maluje pani pejzaże.

Pejzaż to wielki dar dla człowieka; zachwyt nad nim mnie inspiruje. Mój pejzaż jest odrealniony, szukam syntezy. Każdy obraz to wędrówka, bez niej powstaje fałsz. Jeśli jakieś płótno mi się uda, to chcę powtórzyć ten efekt, jestem do tego zdolna. A mimo to, nawet jeśli miewałam takie pokusy, nic z tego nigdy nie wyszło! 

Wyjazdy pomagają w poszukiwaniu inspiracji? 

Malarzowi zawsze dobrze robi oglądanie nowych pejzaży. Nie jestem tak przejęta wielkością mojej sztuki, że ustawiam swoje życie w taki sposób, by ona rosła. Szukam inspiracji tam, gdzie jestem.  

Forma to… 

…wszystko! Obraz to zderzenie form i kontrasty. Do dobrych płócien dochodzi się latami. Niektórzy mówią, że w sztuce już wszystko było. Nieprawda. Zrobić na prostokącie płótna coś ciekawego to cholerna sztuka.  

Zajmuje się też pani grafiką komputerową.

To praca, którą wykonuję z pasją. Jakbym tylko malowała, zamęczyłabym się swoją sztuką. Dobrze, że inne dziedziny życia mnie zajmują, tworzą takie napięcia, że dążę do malowania.  

A poza malowaniem co pani jeszcze robi?

Nie nie, ja maluję… nieustannie. To jest jak oddychanie. Stoi obraz i coś mu jest, trzeba go poprawić… (śmiech).


rozmawiał: Staszek Gieżyński 
zdjęcia: archiwum prywatne artystki
kontakt: www.jolantajohnsson.eu