Słynął z portretów, ale gdy przyszło mu namalować „bajkę o szczęśliwym człowieku”, jej głównym bohaterem Antoni Michalak uczynił małe miasteczko nad Wisłą, znane przed wojną z artystycznych plenerów.
 

Antoni Michalak w Kazimierzu nad Wisłą
 

To była wyprawa w nieznane, rekonesans przed wyczekiwanym letnim wypadem. Studenci warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych – Antoni Michalak i Jan Gotard – zaokrętowali się na parostatku. Po trzech dniach dopłynęli do celu, podróż umilając sobie teoretycznymi rozważaniami o sztuce. Później miały stać się fundamentem doktryny malarskiego Bractwa św. Łukasza. Miejsce, do którego dotarli, Anatol Stern nazwał „miastem naszych snów”. Malarz Tadeusz Pruszkowski mówił „rajskie”, a poeta Józef Czechowicz przykazywał, by „nie otwierać innego raju”. Był to, mówiąc krótko, Kazimierz nad Wisłą. Tu miał się odbyć pierwszy z legendarnych plenerów Pruszkowskiego. Zauroczony miasteczkiem Michalak związał się z nim na całe życie.

 

Sztuka na Krymie
 

Gdy w 1922 roku Antoni zapisywał się do pracowni Prusza, był już artystą zaprawionym w rzemiośle. Kształty i kolory interesowały go od dziecka. Jako syn chłopa pasał gęsi i barany, mógł podpatrywać przyrodę, układać kompozycje z kamyków i szkiełek. Matka Maria zdawała sobie sprawę z wrażliwości dziecka, więc mały Antek został wysłany do wiejskiej szkoły i do progimnazjum w Warszawie. Potem zaś zdarzył się wypadek: zaraz po wybuchu I wojny światowej młody uczeń wracał na piechotę z Warszawy do domu. Głodny i spragniony zajrzał do opustoszałego domu. Pech chciał, że wylądował tam pocisk armatni. Rannego chłopaka znalazły sanitariuszki i przeniosły do sanitarnego pociągu. Zyskawszy sympatię dwóch rosyjskich księżnych, został wysłany z rannymi dziećmi na kurację do Odessy, gdzie trafił do szkoły rysunkowej, poznał też artystyczne środowisko miasta, między innymi młodych pisarzy Izaaka Babla i Borysa Pasternaka. W 1918 roku był już w Warszawie, uczył się rysunku u Miłosza Kotarbińskiego, kończąc czteroletni kurs w jeden rok.
 

reklama

 

Antoni Michalak i "Bajka o szczęśliwym człowieku"
 

Praca dyplomowa Michalaka nosiła tytuł „Bajka o szczęśliwym człowieku” i główną rolę grał w niej Kazimierz. Wśród bohaterów przewijali się malarze Antoni Łyżwiński i bracia Seidenbeutlowie, pan Frankowski – właściciel Kawiarni Zdrojowej i miejscowy żebrak, ślepiec Kozdroń. Ten ostatni pozował jeszcze do wielu obrazów, „grał” między innymi św. Franciszka i św. Izydora. Miasteczko nad Wisłą zupełnie pochłonęło warszawskich artystów. Na pierwszy plener Prusza przy- było ośmiu studentów. Później był tłum, a Hanna Mortkowicz pisała o „letniej stolicy Akademii”. Artystyczni przebierańcy mieszali się z polskimi i żydowskimi mieszkańcami. Malowano całymi dniami, z małą przerwą na posiłki i plażowanie. Młodzież dyskutowała o sztuce. Na zachowanych zdjęciach widzimy Antoniego na plaży przebranego za satyra lub króla na tradycyjny bal kończący plener. „Postawny blondyn o bujnej czuprynie i niebieskich, marzycielskich oczach” – wspominał go kolega. Kazimierz wibrował młodzieńczą energią, zdawał się istnieć gdzieś poza czasem. Impresja malarza: budynki, góry, drzewa pokryte „szarym pyłem i gnuśnością”. „Daleko, bardzo daleko pozostał ode mnie XX wiek” – mówił Antoni.

 

Co słychać w naszym historycznym Kazimierzu…
 

…pytał w liście do Antoniego Chaimek Japończyk, syn Jankiela Goldfarba. Dwudziesty wiek dogonił w końcu miasteczko i jego mieszkańców. Michalak został w nim na stałe w 1927 ro- ku. Dwa lata później wprowadził się do nowego domu przy ulicy Zamkowej. Był na stypendium w Paryżu, wystawiał w Europie i Stanach. Słynął z portretów – jeszcze jako student malował na życzenie ojca młodą Monikę Żeromską, obrazy zamówił też u niego zaprzyjaźniony Jarosław Iwaszkiewicz.

Gdy przez świat przetoczyła się wojenna zawierucha, Kazimierz już nie był taki sam. Zginął Prusz i mnóstwo innych mieszkańców. Michalak wędrował po zniszczonym miasteczku i drągami podpierał walące się fasady kamienic. Jednak tam pozostał. Razem z poślubioną w czasie okupacji Marią z Chylewskich wychowywał dwóch synów. Malował, podróżował. Gdy zmarł w 1975 roku, jego wystawę pośmiertną zorganizowano w willi Pruszkowskiego.

 

Tekst: Staszek Gieżyński