Malował portrety i pejzaże, ale też obrazki na szkle, zaprojektował stację metra. Jednak prace Jana Sokołowskiego najlepiej odkrywać, spacerując po Warszawie.
 

Pierwsza wystawa odbyła się w rodzinnym domu – willi Ornak w Zakopanem. Artysta miał lat piętnaście, pokazał rysunki, akwarele i portrety najbliższych namalowane olejem na tekturze. Z artystycznych zdolności był już znany. Miał słuch absolutny, sam nauczył się grać na cytrze, gitarze i fortepianie. Zapisu nutowego nie znał. Do tego dochodziło zacięcie techniczne. Skonstruował telefon łączący dwa piętra domu, a z pudełka po cygarach zbudował aparat fotograficzny.
 

Miłość do sztuki przeważyła, więc po maturze wybrał studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kierunek: historia sztuki. To był kompromis, rodzice wyrażali niechęć wobec studiów czysto artystycznych. Ojciec – leśnik, profesor lwowskiego uniwersytetu. Matka – góralka z Zakopanego, ukończyła niegdyś w Wiedniu szkołę koronkarską i prowadziła na Podhalu kursy. W stanie tego kompromisu Jan wytrwał równo rok. Potem przeniósł się na malarstwo na ASP. Początkowo uczył się u Władysława Jarockiego, by w końcu trafić do pracowni Felicjana Szczęsnego Kowarskiego.

reklama


 

Krakowskie środowisko artystyczne było w owym czasie wyraźnie podzielone. Z jednej strony zgromadzeni wokół towarzystwa Sztuka malarze fascynowali się impresjonizmem, sztuką ludową i narodową. Tu brylowali Mehoffer, Sichulski, Pautsch czy Weiss. Po przeciwnej stronie stali formiści uwiedzeni przez ekspresjonizm i szukający czystej formy. Kowarski pozostawał w tym układzie niezależny. W pracy ze studentami kładł duży nacisk na rysunek, pokazywał impresjonistów, ale też Matisse’a czy Picassa, zwracał uwagę na architekturę i dekorację. Jan co prawda zapisał się do Sztuki, ale jego twórczość długo pozostawała pod wpływem Kowarskiego. W jego pracowni został po studiach asystentem i razem z nim pojechał uczyć do Warszawy.
 

Do Paryża na motocyklu

W stolicy zamieszkał przy Chmielnej, gdzie pracownie mieli też między innymi Wacław Taranczewski, Karol Larisch i Mieczysław Ruszkowski. Czas płynął na dyskusjach o sztuce, urządzano zabawy zwane baliami, wreszcie artyści utworzyli grupę Pryzmat. Program: brak programu, powinowactwo tylko przez studia u Kowarskiego.

Sokołowski był już malarzem dojrzałym. Miał na koncie państwową nagrodę za plakat, brał udział w rekonstrukcji fresków na Jasnej Górze i odnawianiu polichromii na Wawelu. By poznać europejską sztukę, wyruszył wraz z bratem w 1932 roku na motocyklową wyprawę. Trasa Warszawa–Zakopane–Paryż wiodła przez Czechosłowację, Austrię i Szwajcarię. Rok wcześniej wziął ślub z Ireną Piekarską, także uczennicą Felicjana Kowarskiego. Jan i jego profesor tworzyli zgrany duet twórczy. Razem zrobili polichromie na Wawelu, ozdobili sale gmachu Ministerstwa Spraw Zagranicznych, wykonali plafon rotundy polskiego pawilonu na wystawę w Paryżu. Sokołowski malował też na płótnie, głównie pejzaże i portrety w niewielkich formatach. Chętnie jeździł na plenery do Krasiczyna.
 

Góralszczyzna przez duże G

Okupacja przyniosła poszerzenie twórczych zainteresowań malarza. W 1942 roku pojechał do Zakopanego. Zainteresował się sztuką ludową. Robił tradycyjne obrazki na szkle, toczył talerzyki z drewna. Nad autentycznością wzorów i motywów czuwała mama artysty. Dekorował ściany budynków, tworzył mozaiki i piece z kafli. Chętnie malował górskie pejzaże, wzniosłe i surowe. Chciał uciec od tradycyjnego kiczu tatrzań- skiego z Giewontem i krokusami. Góry kochał mocno, jak cała jego rodzina. Wraz z rodzeństwem dużo się wspinał. Mówiło się wręcz o okresie sokołowszczyzny w historii polskiego taternictwa.
 

Zaraz po wojnie pojechał do Warszawy, objął profesurę na ASP. W 1946 roku w Zakopanem urodził się syn Jan, pojawiły się zatem motywy dziecięce w malarstwie Sokołowskiego. Jego prace ozdobiły odbudowywaną właśnie Warszawę. Na trasie W-Z stworzył mozaiki i sgraffita, razem z Zofią Kowalską projektował sgraffita, zegar i fontannę na Rynku Mariensztackim. Podczas odbudowy Starówki był koordynatorem prac malarskich. Zaproponował nawet projekt domu w całości krytego mozaiką, ale nie został zrealizowany. Razem ze współpracownikami miał opracować koncepcję architektoniczną i dekoracyjną stacji metra Targowa. Temat: oswobodzenie przez Armię Czerwoną.
 

Dużo jeździł do Zakopanego, planował „Epos góralski”, czyli szereg obrazów z góralami, przewodnikami i taternikami. Ostatnią jego pracą był nadzór nad dekoracją stropu schroniska w Chochołowskiej. Zachorował nagle i mimo starań lekarzy zmarł 2 grudnia 1953 roku. Zgodnie z życzeniem pochowano go w Zakopanem, na Pęksowym Brzyzku.
 

Tekst: Staszek Gieżyński