Nauczyciel braci Gierymskich, Wojciecha Gersona i Leona Wyczółkowskiego. Rafał Hadziewicz - znakomity akademik zapatrzony w Rafaela.


Zwiedzać będzie ciągle galerye, muzea antyków i prywatne kolekcye obrazów, notując spostrzeżenia swoje i robiąc z celniejszych obrazów małe szkice” – takie zalecenia wystosowała „Deputacya” do oceniania wystawy sztuk pięknych, wysyłając młodego malarza Rafała Hadziewicza na zagraniczne stypendium. Jego obrazy „Mariusz na ruinach Kartageny” i „Święty Mikołaj” zebrały na tyle przychylne recenzje, że zainwestowano w rozwój twórcy. „Dobrodziejstwo to zachęci go niewątpliwie do podwojenia pracy i gorliwości” - brzmiała konkluzja. Zgodnie z dalszymi wskazówkami powinien „kilka głów i innych części ciała, jako to: rąk z Wandyka (van Dycka), nóg z Rafaela, Dawida innych, troskliwie przekopiować”.

 

Rafał Szymon Tadeusz był synem szlachcica Marcina Hadziewicza i Julianny de domo Dekańskiej. O dzieciństwie twórcy wiadomo niewiele. Musiał mieć wrażliwość i talent, bo w domu rodzinnym nauczał go malarz obrazów kościelnych, niejaki Taraszkiewicz. W szkole w Szczebrzeszynie uczęszczał na lekcje rysunku. Wreszcie trafił na Oddział Sztuk Pięknych Uniwersytetu Warszawskiego. Tu na zajęciach rysował z wzorów gipsowych oraz modela przy świetle dziennym i lampie. Były także zajęcia teoretyczne „z osteologyi i miologii” oraz wykłady z mitologii.

reklama


 

Zaopatrzony w urzędowe błogosławieństwo młody twórca ruszył najpierw do Drezna, potem do Paryża. Zgodnie z wolą nauczycieli ćwiczył rysunek w galeriach Luwru. Niewiele jednak wiadomo o szczegółach jego pobytu nad Sekwaną. W 1831 roku pojechał do Włoch. Trasę wyznaczają zachowane szkice, rysunki i studia olejne: Rzym, Genua, Parma, Neapol. W Wiecznym Mieście trafił do pracowni wybitnego duńskiego rzeźbiarza Bertela Thorvaldsena. Nauka u niego wywarła wielki wpływ na sztukę Rafała. We Włoszech zakochał się w malarstwie renesansu, szczególnie Paola Veronesego.

 

Tymczasem wybuchło i upadło powstanie listopadowe, rząd wstrzymał stypendium. Pieniądze wypłacono po roku. W końcu wrócił do kraju, anonsowany przez warszawskie i krakowskie gazety. W ramach represji zamknięto w Warszawie jego macierzystą uczelnię. Pojechał do Krakowa. Tutaj trzydziestojednoletni malarz poślubił pannę Anastazję Głowacką „lat dziewiętnaście liczącą rodem z Krakowa”. Anastazja była siostrą malarza Jana Nepomucena. Hadziewicz malował teraz obrazy o tematyce patriotycznej i historycznej, zainteresowały go także tematy religijne. Podjął pracę w Szkole Rysunku i Malarstwa, ale już po roku jako poddany rosyjski został wezwany do Moskwy. Tam wykładał na uniwersytecie.

 

„Wzrost średni, włosy jasne, twarz owalna, oczy szare” – tak brzmiał opis wyglądu malarza „Gadziewicza” z formularza paszportowego. Po kilku latach pobytu w Moskwie wysłano go do Warszawy. Zawodowe résumé wzbogaciło się o wpis: „karany nie był, nagradzany nie był, awansowany nie był”. W Warszawie malował bardzo dużo, do przyjaciela pisał, że „bazgrze ciągle”. Tworzył głównie portrety i obrazy sakralne na zamówienie kościołów.

 

Uczył w Szkole Sztuk Pięknych aż do jej zamknięcia po po- wstaniu styczniowym. W reaktywowanej po paru latach uczelni Hadziewicz wprowadził swoje zasady: uczniowie najpierw studiowali rysunek, kopiując kształty antycznych posągów. Później dopiero pracowali z modelem. Wprowadził zajęcia z historii sztuki i wpajał studentom pokorę. „Wobec Rafaela czymże jesteśmy, Pigmeje” – powtarzał. Jego uczeń Wojciech Gerson pisał, że wywierał bardzo silny wpływ na sposób malowania studentów. Trudno im się było z niego wyzwolić. Na dodatek „nie szedł z postępem, ani samodzielnemi badaniami nie wzbogacał wiedzy swej teoretycznej”.

 

W wieku 68 lat malarz przeszedł na emeryturę, ale dalej dużo tworzył. Ostatnim jego obrazem, namalowanym przed śmiercią w 1886 roku, była nieistniejąca dziś „Wieczerza Pańska” dla kościoła św. Krzyża w Warszawie.

 

Tekst: Staszek Gieżyński
W artykule wykorzystano tekst Joanny Kaczmarczyk, kuratorki ekspozycji „Rafała Hadziewicza twórcze życie. Wystawa monograficzna”. Wystawa w MN w Kielcach.