Obrotowa taca, palnik pośrodku, kamienne podstawki na gorące brytfanki – stół zmienia się nie do poznania. Już nie wystarczy, że jest duży, solidny i wygodny.

Może to moda na slow life albo powrót do tradycji, kiedy to domownicy obowiązkowo spotykali się przy stole co najmniej trzy razy – na śniadania, obiady i kolacje? Tak czy inaczej – stół zrobił się ważny. Nie zadowolimy się już jamnikami czy innymi meblami, przy których trzeba się zwijać w paragraf, żeby sięgnąć do talerza.


– Cieszę się, że znowu doceniamy jadalnie. Kupujemy duże stoły, dobieramy oświetlenie – mówi Kinga Mostowik, architekt wnętrz. Skąd taka zmiana? – Bo ludzie rzadziej oglądają telewizję. I przychodzą do domu, żeby spędzić czas z rodziną, zjeść coś razem, porozmawiać. Coraz mniej wydajemy na komplety: kanapa i stolik-ława, przy którym w pośpiechu pochłaniamy pizzę. Niektórzy moi znajomi urządzają wspólne gotowanie. I to nie tylko kolacje czy odświętne obiady, ale nawet zwykłe śniadania w weekendy. Zapraszają przyjaciół na wspólne smażenie jajecznicy. Dlatego tak ważny jest stół.


Wokół powinno być miejsce, aby można było do niego podejść z każdej strony. Jeśli nie mieści się w małej kuchni, otwórzmy ją albo wstawmy stół do salonu. Kącik jadalniany w pokoju dobrze jest jakoś wyróżnić. – Proponuję kolorem – mówi Agnieszka Tepli, stylistka wnętrz. Ściany mogą tu wyglądać inaczej niż reszta mieszkania. Bezpiecznie jest pomalować je na pastelowo, ale ja dla kontrastu wybieram ciemniejsze barwy. Lubię brązowy – czekoladowe odcienie dają poczucie ciepła, sprzyjają relaksowi. Dobrze działa żółty, poprawia humor i dodaje energii, pomarańczowy podobnie, w dodatku pobudza apetyt. Unikajmy jednak ostrych kolorów, na przykład intensywnej czerwieni, bo sprzyja kłótni. Nie polecam też błękitów czy zieleni – usypiają. Miejsce, w którym jemy, możemy podkreślić innym kawałkiem podłogi pod stołem, np. deskami. Albo położyć dywan – będzie przytulnie.


Jakich stołów szukamy? Długich. Minimum na sześć - osiem osób. Przy porządnym rodzinnym stole w Wigilię powinno się zmieścić nawet 12. Niektóre olbrzymy na co dzień wyglądają niepozornie, a od wielkiego dzwonu rozkładamy je na długość i szerokość. Dla jednej osoby powinniśmy przeznaczyć 60-75 cm, bo tyle potrzebujemy, żeby nie trącać sąsiada łokciem.


Jeśli kogoś bawi nie tylko wspólne jedzenie, ale i gotowanie, niech obejrzy stół ET firmy Hülsta – pośrodku ma płytę grzewczą. Ciekawym pomysłem jest Lazy Susan, ruchoma część stołu przypominająca tacę obrotową. Można na niej postawić zakąski, bo sięga do niej bez problemu każdy gość.
Szkło i metal do stołu nam jakoś nie pasują, chętnie wybieramy więc stoły antyczne albo z surowych desek. Często nie mają krzeseł od kompletu, ale dzięki temu możemy stworzyć własną kompozycję. – Fajnie sprawdzają się miksy: metal, plastik, drewno. Każdy siada na takim, które akurat mu się spodoba. Albo minimalistyczny biały stół plus odremontowane ludwiki czy wygrzebany na pchlim targu vintage z lat 60. – radzi Kinga Mostowik.


Warto też zadbać o dodatki. Stół i krzesła lubią towarzystwo półek z książkami, ładnych szafek, kredensów czy fotografii na ścianie. I sprawa kluczowa – światło, które buduje nastrój. – Jestem przeciwniczką górnego oświetlenia, ale nad stołem po prostu być musi – okazała, nisko wisząca lampa o regulowanej wysokości. Albo podłogowa z wysięgnikiem i kloszem zawieszonym na łuku. Ustawiamy je, gdy przychodzą goście – radzi Kinga.

Tekst: Joanna Halena, Małgorzata Rogala
Opracowanie: Urszula Bajorek
Zdjęcia: materiały prasowe firm
 

reklama