Kiedy będzie trzeba zmieszać ogień z wodą, Kasi na pewno się uda. W swoim domu w Bochni projektantka zmiksowała dwa na pierwszy rzut oka niepasujące style, skandynawski minimalizm i strojne w etniczne zapożyczenia boho. Są tak efektowne, że kadry z jej codziennego życia podgląda na Instagramie już ponad piętnaście tysięcy par oczu.

 

 

Gdy kilka lat temu rodzice kupili 130-letnią kamienicę, zaczęli od generalnego remontu. Elewacja z wieżyczką wymagała mnóstwa pracy, tym bardziej że chcieli zachować jak najwięcej starych elementów. Wnętrzami miała zająć się córka. Kasia Maćkowska jest projektantką, postanowiła rzucić się na głęboką wodę. Na początek wyremontowała poddasze i od razu tam zamieszkała. Było w tym coś z kafkowskiego absurdu – aby dostać się do ukochanego apartamentu, musiała za każdym razem przemierzyć kilka pięter szalonego placu budowy. Właściwie nie było szczególnego planu ani pomysłu na pozostałe trzy mieszkania w kamienicy, więc dla eksperymentu postanowiła wystawić na wynajem swoje poddasze i zobaczyć, czy w Bochni będzie zainteresowanie urządzonymi pod klucz apartamentami. Skutek był taki, że miała dwa miesiące na wyprowadzkę, bo już czekał niecierpliwie nowy lokator.

 

Remont kamienicy ruszył z prędkością światła, choć pora była absolutnie niesprzyjająca. Kuba, partner Kasi, zajmuje się ogrodami, trudno wcisnąć latem w jego grafik choćby źdźbło. Po sezonie planuje wakacje. Tym razem miał to być Wietnam. Bilety kupili wcześniej, więc nie zrezygnowali z wyjazdu. Kasia nie znosi wplatania w święty czas urlopu służbowych zadań, ale tym razem spuściła z tonu. Była cały czas pod telefonem, nie psiocząc nawet na różnicę czasu. W końcu chodziło także o jej nowy dom. Miał to być stumetrowy apartament na parterze.

 

Boho w kolorze białym

 

Z wakacji przywiozła lampiony nad jadalniany stół, wyszukane w Hô.i An podczas Festiwalu Pełni Księżyca. Pewnie trudno uwierzyć, ale wśród tysięcy kolorowych lamp niełatwo było znaleźć białe jak śnieg egzemplarze. Decydując się na boho, wiedziała, że problem kolorów będzie powracać. Orientalne dekoracje są barwne, jak z marokańskiego suku czy hinduskich straganów. Zanim na studiach ogarnęła ją miłość do skandynawskiego designu, kolorym wnętrzem już się nacieszyła. W czasach gimnazjalno-licealnych urządziła swój pokój niczym orientalny butik z materacem pośrodku podłogi. Czego tam nie było... To z tamtego okresu pochodzi parawan w sypialni, kiedyś mahoniowy, dziś biały. – Biały od czasu do czasu – śmieje się Kasia, bo trzeba go bielić kredową farbą regularnie, gdyż orientalne drewno ma swoje prawa i czarnobrązowy odcień przebija się czasem nawet przez solidnie kryjące podkłady.

 

Meble odkryte na nowo

 

Drewniany stół w jadalni to jeden z mebli, o które najczęściej ludzie pytają w sieci. Mocny, surowy, o fakturze niechłonącej brudu jest najtańszą wersją ideału, którego szukała. Wypatrzyła go w Poznaniu, w Woodenfactory. Generalnie Kasia nie lubi ekskluzywnych, zazwyczaj kosztownych mebli, bo kocha zmiany i często coś kupuje. Śmieje się, że to ciągłe urządzanie doprowadzi ją do bankructwa.

 

Jej konikiem jest wyszukiwanie powszechnie dostępnych mebli, które zagrają we wnętrzu lepiej, niż mogłaby na to wskazywać marka. Ilu to już znajomym musiała przysięgać, że witryna w kuchni to Ikea. Kanapy do salonu znalazła w najnormalniejszym sklepie. Regulowane lampy do kuchni przyniosła z Leroy Merlin. Także kominek to projekt ekonomiczny, tym bardziej że nie do końca była przekonana do kamienia. Bała się, że przytłoczy wnętrze. Nie chciała też, by konkurował z odsłoniętym spod warstw tynku i odrestaurowanym sufitem z cegły w wykuszu salonu. Prosta bryła z gipsowymi zdobieniami sprawdza się idealnie. Już nie może się doczekać jesiennych wieczorów, gdy będą wygrzewać się z Kubą przy ogniu. Choć pewnie to zabrzmi jak banał, palenisko to dla niej symbol domu, ciepła i bezpieczeństwa. Pamięta, że dopiero kiedy w surowym jeszcze apartamencie pojawił się kominek, poczuła się jak u siebie.

 

Skandynawski styl inaczej

 

Cieszy się, gdy widzi, że dziewczyny w sieci inspirują się jej domem, chcą trochę innego skandynawskiego stylu. To dla nich założyła galerię internetową z meblami i dekoracjami, których zdarzało się jej szukać bez końca. Nazwała ją tak, jak określa swój styl: boho-scandi. Metalowy stolik, donice, pufy, rogacza nad sofą w salonie przytaszczyła właśnie ze swojego sklepu.

 

Aż wierzyć się nie chce, jakie plany będą snuć przy kominku w nowym domu tej zimy. Marzy im się działka ze starymi drzewami i rzeką albo przynajmniej miejscem na staw. Trudno o taką, ale wiedzą, że w końcu ją znajdą. Wtedy postawią na niej dom.

 

Zobacz także: Styl skandynawski: wnętrza Tatiany

 

Tekst i stylizacja: Alicja Radej

Zdjęcia: Dariusz Radej

reklama