Akurat wróciła z Los Angeles, gdzie skończyła pracę nad pełnometrażową animacją, mogła więc oddać się drugiej pasji. Została scenografem w swoim domu.

 

Do urządzania mieszkania Justyna Pawlak podeszła jak do realizacji filmu. Z zawodu jest producentem i jej codzienność polega na zgraniu prac wielu osób. – Na planie filmowym nie ma miejsca na prowizorkę, wszystko musi być zorganizowane z wyprzedzeniem – opowiada. Dlatego zanim zaczęła remont, projekt miała już przemyślany w detalach, policzyła nawet, ile będzie kosztował.

 

INSPIRACJA PROSTO Z SOHO

 

Pomysł na tak nietypowe wnętrze narodził się w West Hollywood. Odwiedziła tam należący do światowej sieci klubów producentów filmowych Soho House, w którym spotykają się oni na prywatne projekcje, aby porozmawiać o nowych filmach czy wypić drinka z kolegami z branży. Kluby te są bardzo domowe, ze ścianami obłożonymi boazerią, deskami na podłodze i skórzanymi kanapami.

 

Drugą inspiracją była warszawska restauracja Der Elefant, a szczególnie jej Fish Bar. To tam Justyna podpatrzyła białe płytki na ścianach, niezwykłą podłogę z biało-czarnych kafli i loftowe lampy typu barn. Potem dowiedziała się, że projektem dziedzińca restauracji zajmował się podziwiany przez nią oscarowy scenograf Allan Starski. Długo rozmyślała, jak te przeróżne pomysły przenieść do swojego domu. Tak się akurat złożyło, że skończyła pracę nad scenariuszem pełnometrażowej animacji i czekała na kolejny film.

 

ARANŻACJA W SZAROŚCIACH I DUŃSKIM BŁĘKICIE

 

Justyna dokładnie wie, czego chce, i jest wytrwała zarówno podczas robienia filmów, jak i urządzania domu. – Potrafię godzinami wybierać kolory i szukać odpowiedniego odcienia – opowiada. Ciemne niebieskości i grafit od dawna chodziły jej po głowie. Wystarczy popatrzeć na większość szaf w salonie, ściany w holu i meble w sypialni. Ciekawy kolor ma też drewniana podłoga, łączona z szaro-niebieskimi płytkami. – Jest w niej coś z sera pleśniowego – śmieje się Justyna. Całość rozjaśniła bladą szarością drzwi, szaf, obudowy kaloryferów i białymi płytkami na ścianach. Wystrój wnętrza zaplanowała, zanim jeszcze odebrała klucze.

 

Ale gdzie umieścić wszystkie gniazdka, ile milimetrów przeznaczyć na fugi, jaką funkcję powinna mieć każda szafa, czy kinkiety powiesić wyżej czy niżej... – te i inne pytania nie dawały jej spokoju. Poprosiła więc o pomoc swoją siostrę i zarazem projektantkę Joannę Głażewską. – Moją zasługą jest to, czego nie widać. Walczyłam o każdy centymetr – opowiada Joanna. Aby zyskać miejsce na szafę ze sprzętem hi-fi i schować telewizor, przestawiła ścianę o 10 centymetrów. Zadbała o to, aby wszystkie rzeczy miały swoje miejsce. Przewidziała nawet przy stole płytkie szuflady na podkładki pod talerze, lodówkę ukryła w salonie, a za panelami w korytarzu znalazła miejsce na odkurzacz. Zrealizowała zamówienie upartej siostry – „żadnych kabli na wierzchu”. – Jesteśmy Ślązaczkami, może stąd wynika nasze zamiłowanie do porządku – zastanawia się Joasia. O siostrze producentce mówi jak o najwspanialszej klientce, konkretnej, zorganizowanej i... ze zmieniającymi się upodobaniami. Każde z jej mieszkań jest inne, zupełnie inne. Poprzednie było romantyczne, w pastelach i kwiatach, w tym mógłby zamieszkać rasowy facet.

 

– Zaskakuje mnie i to w niej lubię – mówi Joanna. Wady? – Nieraz chciałaby zjeść ciastko i mieć ciastko – śmieje się. Prosiła na przykład, aby kuchnia zajmowała mało miejsca, ale żeby było w niej dużo blatów. Joanna bardzo lubi takie wyzwania i to z pozoru niemożliwe życzenie udało się spełnić.

 

MEBLE NA SPECJALNE ZAMÓWIENIE

 

W czasie kiedy powstawały meble, Justyna przeczesywała internet w poszukiwaniu dodatków. Wielkim odkryciem była dla niej amerykańska firma Restoration Hardware. Zamówiła więc w niej 13 lamp, dwa fabryczne stoły z drewnianymi „zniszczonymi” blatami, sześć krzeseł, szafeczki do sypialni, zegar. Kiedy zakupy płynęły przez Atlantyk, przyszedł czas na montaż zamówionych mebli. – Panowie z Fabryki Wnętrz uwijali się przez trzy tygodnie, a ja nadzorowałam prace z chorym kręgosłupem, kuśtykałam więc o kulach. Takiej upierdliwej zołzy to oni nie widzieli… – przyznaje Justyna. Najważniejsze, że skomplikowane do zrobienia meble wyszły wspaniale, co do centymetra.

 

Justyna jest dumna z komody w sypialni, którą praktycznie sama zaprojektowała. Wymyśliła fronty z podłogowych desek, wybrała kolor, fabryczne uchwyty i kółka. Mebel wpasował się idealnie, tylko ściana nad nim wydawała się taka pusta… Do czasu. Kiedy gospodyni zaprosiła gości na premierę swojego nowego domu, zobaczyła siostrę w drzwiach z dużym pakunkiem. – Namalowałam coś z myślą o niej, specjalnie do sypialni – opowiada Joanna, szczęśliwa, że prezent się spodobał. To była wisienka na torcie.

 

Od tego czasu minęły trzy lata. Justyna nacieszyła się już nowym miejscem i wystawiła apartament na sprzedaż. – Mam na oku segment, który stoi niedaleko domu mojej siostry. Już wiem, jak go urządzę – opowiada. Będzie niespodziewanie.

 

 

Właścicielka: Justyna Pawlak – producentka filmowa. Pracowała przy produkcjach na pięciu kontynentach, od projektów charytatywnych po megaprodukcje Spielberga. Obecnie – w butikowym domu produkcyjnym Watchout Productions.

Projektantka: Joanna Głażewska – ceni każdy styl, pod warunkiem że ma wakacyjny klimat. Funkcjonalność to dla niej słowo magiczne. Dlatego uwielbia łamać sobie głowę nad najlepszym zagospodarowaniem przestrzeni.

 

 

Tekst: Beata Woźniak

Zdjęcia: Jola Skóra / Jam Kolektyw

Styliżacja: Anna Olga Chmielewska / Jam Kolektyw

reklama