Dom powstał w duchu „mniej znaczy więcej”. Proste, nowoczesne wnętrza ocieplają drewniane elementy, zielone dodatki  i szczypta fantazji właścicieli. 

 

 

Zawsze dużo czasu zajmuje mi szukanie projektanta, także w pracy – tłumaczy pan Paweł, doktor nauk ekonomicznych oraz przedsiębiorca branży turystycznej. – Ale kiedy wybiorę, to ufam mu bez zastrzeżeń. – Dostałam wolną rękę we wszystkim – potwierdza projektantka Justyna Kwaśnik-Pajewska. – Jedyne, co miało być na pewno w domu, to lustro w sypialni. A także szare, stonowane kolory i drewno. Taki był początek powstawania wnętrza domu na warszawskim Mokotowie. To opowieść na dwa głosy: właściciela i projektantki wnętrz.

 

Wnętrze marzeń - nowoczesne i przytulne

O projekcie, a także o miłości do modernizmu i guzików, akwariach, starych meblach i drzwiach po sam sufit. Z miłością jest tak: właściciel zawsze uwielbiał projekty Miesa van der Rohe. Na Słowacji widział wymyślony przez niego dom i zapewnia, że mógłby się tam od razu wprowadzić. Wnętrze było jednocześnie nowoczesne i przytulne. – Podobają mi się proste kształty, naturalne materiały: kamień, drewno – opowiada. – Wszystko zgodnie z powiedzeniem Miesa van der Rohe, że „mniej znaczy więcej”. Taki właśnie dom postanowił stworzyć dla siebie i rodziny: żony Kasi i dzieci Kamila, Hani i Kalinki.

 

– Miało być współcześnie, a zarazem ciepło – dodaje projektantka. – Żeby to osiągnąć, w wysokie wnętrza wprowadziliśmy sporo drewna. Do tego ściany naokoło schodów kryją szare panele zrobione ze wzbogaconego filcu. Dom ma 400 metrów kwadratowych. Parter zajmuje salon z kuchnią i jadalnią. Wyżej są cztery sypialnie, dwie łazienki i gabinet. W piwnicy kino domowe dla dzieci, pomieszczenie, gdzie można spokojnie i, nie przeszkadzając nikomu, przyjmować gości oraz sauna. Ta ostatnia to, jak śmieje się pan Paweł, namiastka bycia nad Morzem Śródziemnym.

 

Dom przenika się z ogrodem

Przy domu jest ogródek i pergola, brakuje tylko plaży oraz morza. Pojawił się nawet pomysł, by zamontować w domu wielkie akwarium. Właściciel stwierdził jednak, że jest zbyt kłopotliwe w obsłudze. Zamiast niego nad schodami jest zielona ściana – żywa, zrobiona z roślin. Wymagała stworzenia specjalnego, prostego systemu hydraulicznego i elektrycznego, ale na pewno mniej z nią roboty niż z akwarium. Żyjąca ściana to część większego projektu. Dom miał przenikać się z ogrodem. W osiągnięciu tego efektu pomagają przeszklone ściany na parterze, ale też posadzone wzdłuż nich – już w środku – rośliny. Rynienki z zielenią są nawet w kuchennym blacie. Zieleń idealnie pasuje do szarych tkanin i drewna. Drewniane akcenty pojawiają się też na zewnątrz – część elewacji jest pokryta płytami marki Prodema. Co zabrałem ze starego mieszkania? – zastanawia się pan Paweł. – Chyba tylko żonę i dzieci! – żartuje.

 

Po dłuższych rozważaniach okazuje się, że mała sofa przy wejściu to spadek po praprababci. I że w pokojach dzieci są dziadkowe fotele. – Gdybym mieszkał w starym domu, chciałbym mieć stare sprzęty – mówi. – W nowym domu ma być nowocześnie. Większość mebli zaprojektowała Justyna Kwaśnik-Pajewska. Jej pomysłu jest kuchenna zabudowa, stół w jadalni, krzesła i hokery, a także łóżko w sypialni. Wymyśliła, aby konstrukcyjny słup na środku parteru zakryć biblioteczką. I jeszcze jej znak firmowy – drzwi do sufitu. Uwielbiam je, bo dają wrażenie przestrzeni – opowiada projektantka. A właściciel dodaje, że na gościach zawsze robią piorunujący efekt. On sam do wystroju wnętrza dorzucił modułową kanapę, stolik kawowy i dwa fotele, oczywiście projektu Miesa van der Rohe.

 

Guziki w miejscu wieszaka

Wiszą w korytarzu, tuż przy wejściu. Są duże i, jak tłumaczy projektantka, to taki zabawny element i uśmiech w stronę dzieci. Ale mają też praktyczne zastosowanie – służą gościom do powieszenia kurtek. Zimą, żeby było w domu przytulniej, otwieramy drzwi od kominka – opowiada pan Paweł. – Miło jest poczuć to ciepło. Gdy przychodzi wiosna, lubi usiąść w ogrodzie z herbatą. A z przeszklonych ścian domu najbardziej cieszy się suka Luna. Siada na krześle w jadalni i obserwuje, co też dzieje się na ulicy.

 

Tekst: Staszek Gieżyński
Stylizacja: Eliza Mrozińska
Zdjęcia: Hristov Yassen

reklama