Zawsze chcieliśmy mieszkać za miastem, otoczeni zielenią i ciszą – mówi hiszpańska dekoratorka wnętrz Elena Jimenez, otwierając drzwi na taras. – Jednak dopóki syn był mały, trudno nam było zerwać z Barceloną.

 

Wiadomo – szkoła, zajęcia, klub piłkarski, stadion Camp Nou, na którym oglądaliśmy mecze... – Wieś nie dałaby nam takiej adrenaliny, jak widziane na żywo gole Messiego – śmieje się. – Trzeba było trochę poczekać, syn się usamodzielnił, a nam wystarczy transmisja w telewizji. Minęło 20 lat, zanim spełniły się ich marzenia.

 

Nie był to jednak czas stracony – Elena jest cenioną w Hiszpanii projektantką wnętrz  – wciąż w rozjazdach, bo ludzie chętnie powierzają jej urządzanie swoich domów – więc o atrakcyjnych działkach do wzięcia w Katalonii mogła po paru latach opowiadać godzinami. Wpadła jej w oko jedna, ze starym domem w miasteczku na dalekich przedmieściach Barcelony. Już zielono i dziko, ale można spokojnie wyskoczyć do teatru czy na dobry mecz. I te widoki – z pagórka, na którym stoi dom, widać morze.... Więcej przeczytasz w marcowej Werandzie. 

 

Tekst: Joanna Halena

Zdjęcia: S. Rotger /RBA Images

reklama