Takiej kolekcji antyków nie powstydziłoby się niejedno muzeum, ale dom Joli i Allana muzeum nie przypomina. Wszystkiego używa się tu na co dzień. 

 

Mówi się, że to co dobre, rodzi się z czasem. Tak było z domem Joli i jej męża Allana. Wszystko zaczęło się 18 lat temu. Właśnie wrócili z Anglii, gdzie ona spędziła 9 lat, a on większość życia, i chcieli zamieszkać po… brytyjsku. Szukali więc domu, a świeżo zbudowana pod Warszawą kolonia niewielkich willi otoczonych ogródkami na skraju Puszczy Kampinoskiej wydała się idealna. Ciekawe sąsiedztwo – niedaleko stara XVII-wieczna plebania i dworek Sienkiewicza – a za płotem las. I to powietrze, inne niż w mieście, aż przyjemnie odetchnąć po powrocie z pracy. To wtedy, gdy zaczynali się urządzać, Jola wyszperała w sklepie ze starociami swój pierwszy antyk – biedermeierowską komodę z marmurowym blatem. I złapała bakcyla...

 

Więcej przeczytasz i zobaczysz w kwietniowym numerze Werandy. 

 

Tekst: Agnieszka Wójcińska

Zdjęcia: Igor Dziedzicki

Stylizacja: Ewa Kanach 

 

reklama