drugie życie zakopiańskiej willi

Okno na Giewont – drugie życie starej zakopiańskiej willi

Rustykalne

Trudno się dziwić Małgosi, wychowanej w Zakopanem, że nie ciągnie jej do „płaskiego świata”. Ta willa pod Tatrami jest powrotem do szczęśliwego dzieciństwa. 

reklama
willa elżbiecina zakopane
W WILLI NALEŻĄCEJ PRZED WOJNĄ DO WOJCIECHA KORFANTEGO TERAZ GAZDUJĄ MAŁGOSIA I KRZYSZTOF.

Zima w Elżbiecinie bywała trudna

Z jednej strony malownicza, bo czapy śniegu otulały ogród, potok był zamarznięty, lśniły w słońcu sople. Z drugiej jednak strony trzeba było uważać na śnieg zsuwający się z dachu, nosić węgiel i palić w piecach. Do tego w jadalni na raz wchodziło trzy czwarte wiaderka węgla. Ni mniej, ni więcej, jak mawiała moja babcia – wspomina Małgosia, która w Elżbiecinie spędziła dzieciństwo. – Mrozu się nie baliśmy, sanki zawsze były pod ręką, a śniegu mieliśmy pod dostatkiem. Wieczorami urządzaliśmy sobie wycieczki do Kuźnic i zjeżdżaliśmy pod sam dom – dodaje. – Nikt wtedy nie sypał solą. To była prawdziwa sanna!

Chętnie zagląda do Muzeum Tatrzańskiego, Czerwonego Dworu oraz do zakopiańskich galerii. Czerpie inspiracje z oglądania starych witkiewiczowskich wnętrz, snycerki, kilimów, ceramiki, kocha malarstwo. Urządzanie stylowych domów jest jej pasją.

Krzysiek to warszawiak zakochany w górach po uszy. Ma też „charakter gazdy”. W czasie pierwszych zimowych wyjazdów w Tatry na początku lat 80. odwiedzał legendarny szałas „Babki” na Rusinowej Polanie. Uwielbia długie piesze wędrówki po graniach, szczególnie zimą, kiedy jest mało ludzi. Jeździ na nartach, choć przyznaje, że woli biegówki i rakiety śnieżne. Gdy pogoda dopisuje, oboje z Małgosią wyskakują na dłuższy spacer na Halę Kondratową, nad Czarny Staw Gąsienicowy lub w którąś z dolinek tatrzańskich.

– Choć urodziłam się w Zakopanem, nie jestem góralką. Mój dziadek, Emilian Siegel, bliski współpracownik Wita Macieja Rzepeckiego – ojca polskiej szkoły chirurgii płuc – przyjechał tu ze Lwowa tuż po wojnie. W ramach kwaterunku zamieszkał na parterze Elżbieciny, piętro zajmowali krewni państwa Korfantych – wyjaśnia Małgosia. Gdy pod koniec ubiegłego wieku dom zmienił właścicieli, jej rodzina opuściła Podhale. Małgosia przyjechała do Warszawy, studiowała na Politechnice. Wtedy poznała Krzysztofa i została w stolicy na dobre. Mają dom w podwarszawskim Józefowie. Ale „płaski świat” nie jest dla niej ciekawy. Tęskniła do czasów, gdy za oknem miała Giewont. – Mamy wielu znajomych i przyjaciół wśród górali. Oboje jesteśmy zafascynowani ich muzyką i śpiewami na głosy.

> Zobacz także: Gwiazdka w górach: przytulne święta w drewnianym domu <

góralskie dekoracje do domu
góralskie wnętrza aranżacje
Wszystkie lampy to antyki. Pani domu zbierała je przez kilka lat, a potem wspólnie z mężem odnowiła.

Drugie życie starej zakopiańskiej willi

Tymczasem Elżbiecina popadała w ruinę.– Ciężko było nam na to patrzeć, więc zaczęliśmy się starać, żeby ją odkupić i przywrócić do dawnej świetności – wspomina Krzysiek. Pomimo że willa była od 1922 roku własnością państwa Korfantych i formalnie nie należała do dziadków Małgosi, to jej rodzina mieszkała tam najdłużej, bo ponad 50 lat. W 2015 roku udało nam się odkupić udziały w nieruchomości. I tak Elżbiecina – nazwana tak na cześć żony pierwszego pana domu – wróciła do Małgosi, która o podpisywaniu aktu notarialnego dowiedziała się akurat w swoje urodziny. – By dom nie stał pusty, odrestaurowaliśmy go i przebudowaliśmy w taki sposób, by móc wynajmować gościom – dodaje Krzysztof.

Odbudowa zakopiańskiej willa była trudna, trwała ponad trzy lata

Wszystkie prace zostały przeprowadzone pod nadzorem konserwatora zabytków. Konieczne okazało się rozebranie i wymiana konstrukcji dachowej oraz północno-wschodniego skrzydła parteru. Sufity, sosręby (belki pod nimi) oraz ściany z ogromnych świerkowych płazów zostały dokładnie oczyszczone i wypiaskowane. Drewniane podłogi zdemontowano i zastąpiono ocieplonymi konstrukcjami betonowymi, pokrytymi szlachetną dębową klepką oraz kamiennymi okładzinami. Choć główną kalenicę podniesiono o dwa metry, oryginalny obrys budynku niemal się nie zmienił.

– Nad projektem tej przebudowy czuwali Anna i Rafał Rafaczowie z zakopiańskiego Biura Architektonicznego Amar. Dzięki tej współpracy udało nam się zachować i odrestaurować w Elżbiecinie wiele cennych elementów architektonicznych – mówi Krzysiek. Projekt wnętrz powierzyli Agnieszce Burzykowskiej-Walkosz, właścicielce i głównej projektantce Studio Formy z Zakopanego.

Wnętrza urządzone z góralskim charakterem

Choć od początku wiedzieli, czego chcą, potrzebowali kogoś, kto pomoże im te pomysły zrealizować. – Ustaliłam z właścicielami wyraźny podział pomiędzy elementami typowo użytkowymi i dekoracyjnymi. Meble w pokojach dla gości są współczesne, lecz mają wyraźny góralski charakter. Zrobił je zakopiański artysta Stanisław Walkosz-Jambor. Jego dziełem są piękne zagłowia do łóżek, szafy i szafki nocne – repliki nakastlików (jak nazywano je dawniej) Wojciecha Brzegi wykonanych dla Stanisława Witkiewicza, a także zabudowa kuchni.

drewniana sypialnia w góralskim stylu

 

Wyszukiwaniem antyków zajęła się pani Małgosia. – To jej pasja – wyjaśnia projektantka. – A potem zastanawialiśmy się wspólnie, do jakich pokojów wstawić kanapy, stoliki i fotele. Szczególnie dużo czasu właścicielka poświęciła lampom. Właściwie każda, którą widzimy w Elżbiecinie, to zabytek. Małgorzata i Krzysztof sami je odnawiali – rozbierali, czyścili, wymieniali okablowanie. Pan domu zaprojektował system inteligentnego sterowania budynkiem (oboje z żoną są inżynierami elektronikami, więc doskonale wiedział, jak się do tego zabrać). – I tak połączyliśmy atmosferę z początku ubiegłego wieku z najnowszymi technologiami, wprowadzając nasz zabytkowy dom w XXI wiek – mówi z dumą.

> Zobacz także: Zimowe aranżacje: przytulne, drewniane wnętrza <

Chociaż urządzanie willi już się skończyło – dzień przed sylwestrem montowany był okap w kuchni – wolnych chwil wciąż mają jak na lekarstwo. Nieustannie coś udoskonalają i modyfikują. Czasem tylko Małgosia zaszyje się na kuchennej werandzie z drutami lub szydełkiem, a Krzysiek wyciągnie gitarę, żeby trochę pograć. Po takim wieczorze kładą się spać na antresoli. Mogą wtedy patrzeć na Śpiącego Rycerza, nie podnosząc głowy z poduszki. Bladym świtem wygląda pięknie, ma na sobie uroczą różową chmurkę.

Zobacz więcej zdjęć drewnianych wnętrz willi w galerii

Kontakt do właścicieli: willa-elzbiecina.pl
Architektka: Agnieszka Burzykowska-Walkosz, studioformy.pl

TEKST I STYLIZACJA: AGNIESZKA WRODARCZYK / HAPPY PLACE
ZDJĘCIA: MICHAŁ SKORUPSKI