reklama

Siła detali: szklany dom po duńsku

Nowoczesne

Nowoczesna aranżacja, do której kluczem była skromność i surowość. To detale nadają przyjemny klimat temu domowi, w którym nie brakuje także wielu luksusowych przedmiotów. Mieszka tu Agnieszka Jensen, która przeszła w Kopenhadze niezłą szkołę dizajnu. Jej dom urządzony jest bez fanaberii, szaleństw i epatowania luksusem.

Klucz do nowoczesnej aranżacji: surowość, skromność, mocny detal

Agnieszka jest trenerką jogi i projektantką ubrań (założyła firmę Agi Jensen) – ale przy meblowaniu domu, choć miała mnóstwo pomysłów, poprosiła o pomoc architektkę wnętrz Magdalenę Maciejewską. – Kocha słuchać. Zrobiła mi dom, showroom z ubraniami i moje studio jogi.

Klucz był jeden: surowość, skromność. Nawet przedmioty luksusowe nie przytłaczają formą. Klimat nadają detale. Dizajnerskie lampy włoskiej firmy Flos, industrialne, betonowe od holenderskiej It’s about RoMI albo metalowe klosze HK Living. – Wyglądają jak dopiero co zdjęte z jakiejś mleczarni – śmieje się Agnieszka. Kocha szarości, ale gdy czasem brakuje jej energetycznego koloru – sięga po pomarańcz i... rozpala ogień w kominku.

Nowoczesne budownictwo, kameralny klimat

Wtopione w zieleń Mokotowa osiedle zaprojektowała pracownia JEMS Architekci. Jest nowatorskie – pionowe deski z cedru kanadyjskiego, które można ustawiać pod różnym kątem, zastępują tynkowane ściany. Są jak drewniane parawany, tworzą kameralny klimat szklanych domów.

Duński styl, czyli szacunek dla przedmiotów

Męża, Duńczyka Sørena, Agnieszka poznała w Warszawie. – Miałam już bilet do Australii. Zamierzałam zostać tam na stałe, ale wróciłam po dwóch miesiącach. Zamieszkaliśmy w Kopenhadze, potem w Irlandii. Spodobały jej się zwłaszcza duńskie domy, szacunek dla przedmiotów, powściągliwość, zamiłowanie do naturalnych materiałów oraz funkcjonalne wzornictwo. – Chociaż Duńczycy są nowocześni, troszczą się o swoje stare miasta, szanują antyki.

Kiedy w naszym kopenhaskim domu odpadł 200-letni kafelek, nie mogliśmy tak po prostu go wymienić. Musieliśmy iść do wspólnoty mieszkaniowej, żeby nam wskazała, gdzie możemy kupić identyczny. Żadnej samowolki. Mają takie słowo – hyggeligt – czyli coś na kształt naszego „przytulnie”. Kupują mnóstwo świeczek, ozdabiają lampionami okna. W Danii jest mało słońca, więc wszyscy dbają, by jak najwięcej światła wpadało do wnętrz.

Mniej znaczy więcej: duńska aranżacja wnętrz

Agnieszka starała się, żeby w mokotowskim domu także było hyggeligt. W duńskim wydaniu wygląda to nieco inaczej niż u nas. Tam prostota jest niemal religią, a epatowanie zbytkiem świadczy o złym guście. – Mąż narzekał na przykład na klimatyzatory schowane w szafach. Nawet to był dla niego zbyteczny luksus – mówi Agnieszka. – Przekonał się do nich dopiero podczas upałów.

Ona z kolei nie mogła zrezygnować z toaletki pełnej pędzelków i kosmetyków do robienia makijażu. – Zajmowałam się tym zawodowo, do dziś wpadają moje klientki na malowanie.

Tekst: Joanna Halena; Stylizacja: Szymon Zgorzelski; Zdjęcia: Michał Mrowiec

Kontakt do projektantki: MAGDALENA MACIEJEWSKA, www.concept35.pl; Dekoracje: Noblemen’s Events & Flowers, www.nobleflower.pl

reklama