Znajomi tak zachwycali się mieszkaniem Kasi, że otworzyła sklep z meblami. Może teraz czas na knajpkę? W końcu dzieci ciągle powtarzają, że mama pysznie gotuje.

 

Piękne mieszkanie w niepozornym domu

Szeregowiec na Ursynowie, w którym Kasia i Jacek z synami zamieszkali kilka lat temu, był niepozorny. Ona, zajęta pracą i maluchami, urządzała nowy dom – „ktoś przecież musiał”. Doświadczenie miała niewielkie, bo była prawniczką, a nie dekoratorką, ale za to zapał olbrzymi. Od lat przeglądała wnętrzarskie magazyny. Zasiadała nad nimi z nożyczkami i robiła wycinanki: a to wpadł jej w oko adres tapicera, a to wypatrzyła niezwykły mebel, to znów tkaninę. Nikt jednak nie spodziewał się aż takiej rewolucji. Kasia porzuciła zawód prawnika, razem z przyjaciółką otworzyła sklep Sweet Living i zaczęła urządzać domy innym.


Jacek przekonał się na własnej skórze, że choć żona obiecuje tylko drobne poprawki, kończy się na generalnym remoncie. Jak w dominie, jedna zmiana pociąga za sobą kolejne. Kasia ma słabość przede wszystkim do kolorów. Gdy po erze beżów i kremów przyszła pora na chłodne szarości, trzeba było wymienić meble. Ożywiła je odrobiną limonkowej żółci – na fotelu, kwiecistych poduszkach, w detalach.

 

Słoneczne mieszkanie: żółty detal rządzi


Kolor żółty wdarł się do ich domu przebojem. Pewnego razu Kasia wrzuciła do szklanej wazy z wodą kilka cytryn, żeby powolutku uwalniała się delikatna woń olejków zapachowych. Kiedy usiadła i przyjrzała się dziełu, uznała, że właśnie żółty będzie genialnym kontrastem dla perłowoszarych odcieni mebli i ścian. Nie pomyliła się – salon wygląda tak, jakby zaświeciło w nim południowe słońce. Na dokładkę jest modny, cytrynowy odcień króluje ostatnio na wybiegach.

 

Piękne tkaniny: plusze i jedwabie


Dom ubrały też tkaniny. Mięciutkie, kobiece plusze (fotele i kanapy) i mięsiste angielskie jedwabie (zasłony). Ale wcale nie przytulność była najważniejsza, tylko funkcjonalność. Kasia uważa, że najładniejsza nawet tkanina zdaje egzamin dopiero wtedy, gdy jest w stanie przetrwać „soczysty” potop z dziecięcej butelki i ugniatanie lepkimi łapkami. Tych łapek nie boi się nawet w reprezentacyjnej francusko-holenderskiej jadalni, chociaż na co dzień jadają w kuchni – chłopcy na krzesełkach przy stole, rodzice w pośpiechu na stojąco – ale nie narzekają, ważne, że są razem.


Kasia lubi zajmować się domem i mieć idealny porządek. Tu pucharki do lodów, tam kieliszki do wina, obok lampki do szampana. Sztućce do ryb w jednej przegródce, te do ciasta w innej. Serwetki "codzienne" tu, wykwintne tam. Wszystko na swoim miejscu. Ale robi to z wyczuciem, żeby nie zatruć życia rodzinie.
Jak na perfekcyjną panią domu przystało, smacznie gotuje. – Mamo, jakie to pyszne, powinnaś otworzyć restaurację! – wołają dzieciaki, zajadając się truskawkowymi naleśnikami. Dania są zawsze ładnie podane. Specjalnie dla synów ze wstążeczek i cukierków Kasia wymyśla obrączki na serwetki.


Chciałaby robić dużo więcej, ale brakuje czasu. Właśnie zastanawia się, gdzie wcisnąć lekcje hiszpańskiego. – Od wielu lat wakacje spędzamy na Majorce. Te kolory, kuchnia, domy robią wrażenie. Chciałabym nauczyć się języka, może udałoby się sprowadzić jakieś meble – zastanawia się. Czyżby w domu szykowała się kolejna rewolucja?

Tekst: Michalina Kaczmarkiewicz
Zdjęcia i stylizacja: Aneta Tryczyńska

reklama