Urządzenie domu marzeń to jak strojenie panny młodej. Amerykanie mówią: coś nowego, coś starego, coś pożyczonego i coś błękitnego.

 

Błękity pojawiają się w domu tylko tu i ówdzie. Brooke i Steve stawiają raczej na biele we wnętrzach, do tego kamienne szarości, naturalna barwa drewna. Wszystko ma być stonowane i wyciszające. Żyjemy w szalonych czasach, a dom to spokój. Ona projektuje wnętrza, on jest architektem. W okolicach San Francisco stworzyli dla swojej klientki zupełnie nowe miejsce. Dom jej marzeń: z czterema sypialniami, z basenem i salą kinową w piwnicy.

 

Inspiracją dla architekta były klasyczne domy z tego regionu – okładane drewnianymi deskami, z dzielonymi oknami wstawionymi w stalowe ramy. W takim klasycznym budynku rodzina gospodyni spędziła ostatnie trzydzieści lat. W nowym miejscu miało żyć jego wspomnienie.

 

We wnętrzu zaprojektowanym przez Brooke dominują naturalne materiały: drewno, płótno, skóra. Wśród nich kolekcja korali gospodyni, fotografie, książki i parę mebli ze starego domu. Do nich Brooke dodała meble: francuskie i belgijskie antyki. I jeszcze zieleń. Razem ze Steve’em wierzą, że najlepsze wnętrza to takie, które wpuszczają ogród do środka. Stąd mocno przeszklone ściany i dużo roślin w donicach.

 

Tak wygląda ich autorska mieszanka tego, co stare i nowe. A pożyczone? Lampy kuchenne. Kiedyś oświetlały kort tenisowy Elizabeth Taylor. Właścicielka domu uwielbia aktorkę.

 

Zobacz także: Dom na wzgórzu

 

Tekst: Staszek Gieżyński

Zdjęcia: Lisa Romerein

Stylizacja: Giannetti Home


 


 

reklama