Sycylijskie korzenie Bartka i południowy temperament Dominiki. Co z tego wyniknęło? Gorące klimaty. Nie tylko w ich wspólnym domu.

Bartek jest półkrwi Włochem, rodzina ojca pochodzi z Bagherii pod Palermo, jego dziadkiem był słynny poeta Ignazio Buttitta, który tworzył poezję śpiewaną w dialekcie sycylijskim. A i Dominika, choć rodowita Polka, ma włoską duszę oraz mocno południowy temperament: – Śmiejemy się, że w poprzednim wcieleniu musiałam żyć w Italii, bo jestem bardziej włoska od Bartka – opowiada.

Historia ich spotkania nadaje się na scenariusz filmowy. – Parę lat temu wynajmowałam mieszkanie do spółki z koleżanką, której ukochany przyjaźni się z Bartkiem – wspomina Dominika. – Mnóstwo o sobie słyszeliśmy, ale tak się składało, że nie mieliśmy okazji się spotkać.

On wpadał do naszego mieszkania, kiedy mnie akurat nie było. Aż pewnego razu przed domem przyjaciół zobaczyłam starego kumpla. Rzuciłam mu się na szyję, wycałowałam i wykrzyczałam, jak cudownie znowu go spotkać. Ale za chwilę okazało się, że wyściskany przeze mnie facet nie był tym, za którego go wzięłam. To był Bartek Buttitta. Mocno zdziwiony grzecznie zapytał: „Czy my się znamy?”.

reklama


Bartek nie tylko się nie obraził, ale od razu zakochał. Dwa miesiące później wspólnie z Dominiką już szukali domu. Oczywiście na warszawskiej Saskiej Kępie, bo to było od zawsze jej marzenie. Jak się szybko okazało, wcale nie takie łatwe do spełnienia. Wywieszała ogłoszenia, zaczepiała ludzi na ulicy, pukała do drzwi i nic. Aż kiedyś znajoma agentka nieruchomości powiedziała jej o domu, który ktoś dopiero zamierzał wystawić na sprzedaż.

Po pół roku negocjacji stał się tym wymarzonym. Dominika przeprowadziła remont błyskawiczny. W trzy miesiące wymieniono podłogi i okna, powstały nowe łazienki i kuchnia. Wszystko zaprojektowały wspólnie z przyjaciółką, architektką Klaudią Wagner, a z pracą genialnie uwinęły się ekipy stolarzy, szklarzy i parkieciarzy, choć łatwo nie było. Dominika stawiała przed nimi czasem dość karkołomne zadania. Gdy okazało się, że przez kilka tygodni nie będzie można chodzić po cementowych płytkach (z Art De Vivre) ułożonych w holu, poprosiła o zbudowanie wymyślnego rusztowania, które pozwoliło po nich nie deptać.

 

Potem kupiła misternie rzeźbione tralki do schodów i uparła się, że mają być białe. Pomalowanie ich wymagało nie lada precyzji i cierpliwości. – A na koniec zamówiłam wielkie lustro do łazienki u szklarza,
a stolarza wysłałam do lasu po drewno na ramę. Stolarz znalazł kawał pięknej spatynowanej sosny i to w nią oprawiliśmy szkło – śmieje się Dominika. Tak powstała Casa Buttitta, jak nazywają swoje cztery kąty.

 

Dwa miesiące temu zamieszkał w niej trzeci lokator – synek Leo. O ukochanych Włoszech przypomina im jednak nie tylko południowy klimat domu, na honorowym miejscu stoją tomiki poezji dziadka – Ignazia Buttitty, który pisał o Sycylii. Ciekawe, czy w Warszawie też znalazłby natchnienie?

Tekst i stylizacja: Kasia Mitkiewicz
Zdjęcia: Michał Skorupski
Kontakt do pani Dominiki: tel. 501 505 553
Za pomoc w sesji dziękujemy firmom: Inne Meble, Decolor, Belbazaar.