Wystarczyło zamienić beż na zielenie, by spokojny apartament w willi na starym Mokotowie zmienił się nie do poznania...

Kolor ma moc!

 

Małgorzata Glińska przekonała się, ile może kolor w domu, gdy postanowiła coś zmienić w swoim apartamencie. Jeszcze niedawno tonął w delikatnych beżach, kremowej bieli i écru. Spokojnych i wyważonych. – Było bardzo elegancko, bo w oknach wisiały piękne tkaniny Williama Morrisa, ale... ciut zachowawczo – mówi właścicielka.

 

Zawsze pociągały ją klasyka i eleganckie materiały. Miała kiedyś firmę, która projektowała i szyła ubrania. Po tkaniny jeździła do Indii, Chin, Japonii, skąd zwoziła jedwabie, szantungi, żakardy, brokaty, tafty. – W niespotykanych w latach 80. kolorach – opowiada. – Na ulicach królowały mocne barwy, a my lansowałyśmy pudrowe róże i oliwki. Kupowała je nawet Moda Polska. To wtedy zakochałam się w tkaninach. Do dziś, gdy widzę ładną taftę na zasłony, wyobrażam ją sobie jako suknię lub płaszcz.

 

reklama


 

Kolorystyczny spokój z odrobiną szaleństwa

 

Beżowy spokój postanowiła zamienić na odrobinę szaleństwa, kiedy zobaczyła ostatnie kolekcje Designers Guild. Angielska firma słynie z nowoczesnych interpretacji klasycznych oraz etnicznych wzorów. Inspiracją dla właścicielki i dyrektor artystycznej Tricii Guild są, podobnie jak dla pani Małgorzaty, podróże. Kierunek gwarantujący, że polowanie na ornamenty i kolory będzie udane – Daleki Wschód, zwłaszcza Indie. Jednak gdybyśmy weszli do typowego hinduskiego sklepu, na półkach leżałyby setki poduszek haftowanych w słonie, błyszczących od cekinów, w ostrych kolorach – mówi pani Małgorzata.

 

– Tricia Guild zdejmuje z tego przepych, uszlachetnia odcienie. To wyrafinowane, nowoczesne pomysły na klasykę, czerpiące garściami z antycznych wzorów, malowideł, ornamentyki pałacowej.

 

Po mocne wzory i barwy: szmaragdy, indygo, błękity, granaty

 

Pod jej wpływem ośmieliła się i sama sięgnęła po mocne wzory i barwy: szmaragdy, indygo, błękity, granaty. Mięsiste, cieniowane. – Wystarczyło, że zamieniłam beżowe zasłony w salonie na zielone tafty i na niebiesko obiłam thonety i ławkę z lat 30., a od razu poczułam, że zmieniło się moje nastawienie do życia – mówi.

 

Kolory dały mi moc, energię do pracy. Poza tym świetnie pasują do modernistycznej willi z lat 30., otoczonej ogrodem. To był genialny czas dla naszej architektury – zachwyca się. – Panuje tu harmonia, która wynika z doskonałych proporcji: otwarta przestrzeń, wielkie okna. Światło wpada do salonu z czterech stron i aż lśni na tkaninach. Swoje robi też wysokość – dobrze ponad trzy metry.

 

Fabryka Wnętrz: luksus ręcznie robiony

 

Trudno tę przemianę domu nazwać eksperymentem. Urządzanie wnętrz to żywioł pani Małgorzaty. Stworzyła i prowadzi od lat Fabrykę Wnętrz, która słynie z luksusowych, ręcznie robionych kuchni i zabudów w stylu angielskim oraz mebli – drewnianych i tapicerowanych – projektowanych na zamówienie.

 

Aranżacja apartamentu jest dziełem jej firmy. Wszystko wykonano na wymiar, głównie z patynowanego dębu. Do tego antyczne dekoracje, które przywiozła z zagranicy albo znalazła w Brocante na Mazurach lub w Desie: kute żyrandole z kryształkami, gąsiory z lanego szkła, wazon Émile’a Gallé z początku XX wieku. Największe wrażenie robi jednak wapienny kominek z 1806 roku. – Kupiłam go od znajomej, która sprowadzała z Francji kamienne elementy architektoniczne ze starych pałaców – opowiada. – Waży dwie tony, musieliśmy wzmacniać strop. Ten kominek i dębowa biblioteka, pełna albumów o historii wnętrz, to ulubione meble pani Małgorzaty.

 

– Duchowość domu bierze się z tego, jakiego rodzaju rzeczami człowiek się w nim otacza – mówi. – Dla mnie są to książki.

 

Tekst: Joanna Halena

Stylizacja: Agata De Virion

Zdjęcia: Rafał Lipski

Kontakt do właścicielki: www.fabrykawnetrz.com.pl