Banalna kostka z lat 60. miała szczęście. Niczym brzydkie kaczątko wyrosła na pięknego łabędzia – intrygującą miejską willę. Teraz design, natura i sztuka żyją tu w zgodzie.
 

Trzy minuty i jesteś nad jeziorem. Możesz popływać kajakiem, a nawet mieć własną łódkę! To była kusząca perspektywa dla rodziny, która z Mazur przenosiła się do Warszawy. Kupili więc dom nad Jeziorkiem Czerniakowskim, w spokojnej, zielonej części stolicy, gdzie można poczuć się jak na wakacjach. Potem zaprosili Elę Kuźniacką i Przemka Lisieckiego, aby obejrzeli inwestycję. Ona dekoratorka, zwolenniczka miksowania stylów, on zdyscyplinowany architekt, modernista i minimalista. Ogień i woda. Wystarczy popatrzeć na żółtą wstęgę schodów – piękna forma i szalony kolor.
 

Największe wyzwanie... Mury pachniały wilgocią, w piwnicy stała woda, tynk odłaził, a w ogrodzie leżały zwalone drzewa. – Dom łatwiej byłoby wyburzyć i postawić nowy – śmieje się Przemek. Ale Miasto-Ogród Sadyba rządzi się swoimi prawami. Każdy budynek to skarb, nad którym pieczę trzyma konserwator. Ela i Przemek postanowili ten skarb ratować i musieli się nieźle nagłowić, żeby ze 110 metrów powierzchni zrobić 250. Tyle potrzebowała czteroosobowa rodzina. Pomysły rodziły się nawet podczas lunchu, rysowane na papierowych serwetkach. Przemek postanowił dobudować szklany kubik na tarasie i zagospodarować piwnicę. Zrobił nawet makietę domu.
 

Najciekawsze pomysły... By je zrealizować, trzeba było wszystko skuć, wypruć, wyrzucić. Wtedy pokazały się na przykład cegły rozbiórkowe, każda inna, dające efekt niesamowitej struktury. Fachowcy chcieli wyjść przed szereg i je zatynkować. Tymczasem wystarczyło pomalować ścianę na biało. Do nierównej faktury idealnie pasowały stalowe belki, które pojawiły się, kiedy architekt postanowił otworzyć przestrzeń. Zagrały też betonowe fragmenty schodów i grzejniki Chesterfield Zehndera, które wyglądają, jakby ktoś zapomniał je pomalować.
 

Salon kompletnie się zmienił, kiedy na tarasie wyrosła przeszklona kostka. Idealna, aby ustawić tu stół – na rodzinne śniadania, podglądanie ptaków przy kawie albo przyjęcia.
 

Najlepsze rozwiązanie... Ponieważ właściciel uwielbia gadżety, Przemek wymyślił mu inteligentny dom. – Cały sterowany smartfonem. Jednym kliknięciem zapalimy światło, podniesiemy rolety, odblokujemy drzwi, włączymy wentylację, i to z dowolnego miejsca na świecie – wylicza. Ela chwali nietypowe szafki w kuchni. – To właściwie spiżarnia na całą ścianę, odsuwasz drzwi i masz wszystko pod ręką, żadnych szuflad, szukania – pokazuje. Sprawdza się też wyspa-stół. Na połowie jest blat z odzyskanego drewna, na drugiej szczotkowany granit.
 

Największe szaleństwo... było zupełnie niespodziewane, przybrało także niespodziewane kolory. Na początku architekt chciał ratować lastrykowe schody, ale miały ubytki. Pomysł z drewnem upadł, bo żadne nie pasowało. – Pokryjemy je żywicą, jak całą podłogę – powiedział Przemek. – Żółtą, schody będą jak wstęga przez cały dom – dodała Ela. Teraz goście nie mogą się nadziwić. Z niedowierzaniem patrzą też na kąpiel w sypialni. Przebąkują, że to takie niewygodne, a to jest wanna do wylegiwania!

reklama


 

Najbliższa przyszłość... przyniesie zmiany. Dom ze swoimi białymi ścianami i prostą podłogą jest bazą do tworzenia idealnych stylizacji. Ela wybierała szare dodatki i odrobinę żółci. Zagrało. Stylistka Kasia Sawicka zaproponowała błękitnoturkusowy dywan, mnóstwo poduszek, kwiatów z przebarwionymi liśćmi i jest świetnie. Teraz Ela namawia właścicieli na wprowadzenie kilku artdecowskich mebli. Uważa, że doskonale się tu odnajdą. Pojawią się też kolejne obrazy młodych malarzy.
 

Tekst: Beata Woźniak
Zdjęcia: Rafał Lipski
Stylizacja: Katarzyna Sawicka
Dekoratorka: Elżbieta Kuźniacka
Architekt: Przemysław Lisiecki