Do pamiątek trzeba dojrzeć. Dziś EDYTA KRASSOWSKA, producentka jednego z najpopularniejszych teleturniejów, nie mogłaby żyć bez simmlerowskich foteli czy ukochanych serwantek.

 

Kiedy byłyśmy małe, strasznie z siostrą wstydziłyśmy się tego, że mamy w domu tyle antyków – wspomina pani Edyta. – Zazdrościłyśmy koleżankom, u których rządziła kolorowa Cepelia. Co było robić? Regularnie tłukłyśmy bezcenne wazy, które mamusia z nabożeństwem kolekcjonowała. „Kiedyś przez was odejdę na zawał” – mówiła i pędziła na Krakowskie Przedmieście do pana Gracjana Lepianki, który nawet z porcelanowego pyłu potrafił wskrzesić jakąś figurkę.

 

Rodzina pani Edyty miała szczęście – mieszkała­ w Katowicach w pięknej secesyjnej kamienicy. Ominęła ją wojenna zawierucha i wszystkie rodzinne pamiątki ocalały. Podobnie u jej teściów ze znamienitego rodu z warszawskiego Grochowa, większość zbiorów się zachowała. Po latach dawna sabotażystka antyków pokochała je i przenosi się z nimi do kolejnych mieszkań. Gdy więc kupiła nowy dom pod Warszawą, urządzenie go miała już w głowie. – Potrzebowała w zasadzie tylko nowej kuchni i, jak się wyraziła, „odpałowych łazienek” – mówi Bożena Kocój, która razem z synem Maciejem zajęła się projektem.

 

Właścicielce spodobał się urządzony przez nich dom, który pokazywany był na łamach „Werandy Country”. Kuchnia miała być klasyczna, z witrynkami i ozdobnymi frontami. – Żeby nie dociążać jej antykami, których i tak jest moc w salonie, zaproponowałam nowocześniejsze lampy w prostych, geometrycznych kloszach – mówi pani Bożena. – Z kolei w łazience wybrałyśmy kolor ciemny, grafitowy. Spośród wszystkich antyków pani Edyta najbardziej dumna jest z dwóch serwantek pełnych platerów i porcelany, którą zbierała mama, oraz z zestawu wypoczynkowego. Fotel i sofa wyszły ze słynnego warsztatu Simmlera uznawanego na największego rzemieślnika XIX-wiecznej Warszawy. W sypialni, przy łóżku, wciąż gra oryginalne radio z lat 30., jest też trochę cudów przywiezionych z podróży, których autorka teleturnieju „Randka w ciemno” odbyła bez liku (była tym znanym głosem z offu podsumowującym uczestników, kręciła także filmy z wycieczek, na które jeździli laureaci). Zdarzało się, że na pchlim targu w Nowym Jorku trafiała na świeczniki z Polski. Na spodzie miały wygrawerowane orzełki. Pewnie ktoś w czasie wojny je wywiózł. Teraz, odzyskane przez przypadek, są ozdobą kominka. 

 

Tekst: Beata Majchrowska
Zdjęcia: Mariusz Purta
Stylizacja: Bożena Kocój

reklama