Willa na starym Mokotowie jak luksusowy londyński townhouse. Pomysły podpatrzone u znanych projektantów Toma Forda i Kelly Hoppen oraz... Bonda (tak, Jamesa Bonda) pomogły wykreować stylowe wnętrza modern classic. 

 

 

Jest taki odcinek przygód agenta Jej Królewskiej Mości, w którym wnętrze – luksusową suitę w fikcyjnym Gran Hotel Bolivar w Panamie – zrobiła włoska firma B & B Italia, a konkretnie jej luksusowa odnoga – Maxalto. Agnieszka i Marek nie są wprawdzie fanami 007, ale piękne meble, a także wysmakowane kolory – głębokie czernie, świetliste biele i złote dodatki zrobiły na nich wielkie wrażenie. To była inspiracja numer 1.

 

Podobał im się także londyński dom Toma Forda – bardzo luksusowy, ale nonszalancki, z rozmachem, miejscami ekstrawagancki, pełen aksamitnych mebli i przeszkleń. Na zewnątrz spokojna, klasyczna biała kamienica, w stylowych wnętrzach – designerskie szaleństwa, jak na słynnego projektanta mody przystało. Meble czarne, ściany grafitowe albo wyłożone metalowymi płytami. Niesamowite schody, które wyglądają jak rzeźba zawieszona w przestrzeni. Mocne, geometryczne kształty. To była inspiracja numer 2. Wreszcie Kelly Hoppen – projektantka luksusowych willi; jej spokojna elegancja często czerpie z tradycji etnicznych. Inspiracja numer 3.

 

STYLOWE WNĘTRZA MODERN CLASSIC

Styl, który architektka Joanna Żabińska zaproponowała dla starej willi na Mokotowie, określa sama jako modern-classic londyńskiego townhouse. Wspólnie z właścicielami postanowiła zastąpić nim „wczesnego Jaruzelskiego” z boazeriami, gipsowymi kasetonami, krętymi schodami, okratowanymi oknami, beznadziejnym wiatrołapem. – Największą zaletą była ogromna czereśnia w ogrodzie – opowiada Agnieszka. – Gdy pierwszy raz oglądaliśmy dom, właśnie kwitła. Tak nas oczarowała, że nie zważaliśmy już na nic.

 

Decyzja zapadła tego samego dnia. Ale żeby oddać domowi honor, czuć było, że ma duszę. – Tylko przytłoczoną – śmieje się architektka. – Trzeba ją było po prostu uwolnić. Przede wszystkim otworzyli się na ogród, który jest jednym z największych atutów. Wiatrołap wykorzystali jako przestronny hall rozświetlony kryształowym żyrandolem. Lekkie, zawieszone schody z przeszkleniami wzorowali na tych u Toma Forda; wyglądają jak rzeźba i wreszcie są dekoracją, a nie utrapieniem. Remont trwał ponad dwa lata. Joanna, która przygotowała wstępny projekt, wymyśliła kuchnię, sypialnię oraz salon kąpielowy. – Dzięki otwartości właścicieli na nowe rozwiązania oraz ich konsekwencji udało się stworzyć tak piękne stylowe wnętrza – podkreśla. Podobnie jak oni lubi czerń. – Jest trudna, ale charakterna, a jeśli się ją odpowiednio wykorzysta, wygląda bardzo szlachetnie – mówi. – Zwłaszcza zestawiona z czystą lśniącą bielą, złotymi elementami i biżuteryjnym oświetleniem.

 

GRAJĄ ŚWIATŁO I MEBLE

Światło to w tym domu bardzo osobny temat. Agnieszka wyszukiwała rozmaite perełki z takim wyczuciem, jakby skończyła wydział dekoratorski. Terzani, Flos, Zeitraum, DeLightful, kryształy z Murano – zgrabnie przemieszana klasyka z designem. Wspólnie z Joanną tworzyły sceny świetlne i... gdzie się dało, wymieniały LED-y na żarówki edisonowskie, bo dają miękkie, stłumione światło. Właściciele są prawnikami, nie mieli wiele czasu na oglądanie mebli w stylu modern classic i jeżdżenie po sklepach. Większość kupili... przez internet. W nielicznych wolnych chwilach Agnieszka wyszukiwała inspiracje w Architectural Digest i składała zamówienie. Nigdy nie była do końca pewna, jak będzie wyglądał mebel, który przyjedzie, ani czy będzie pasował do pozostałych. W dniu przeprowadzki rozpakowywała paczki z duszą na ramieniu – na szczęście wpadki nie było. Niektóre meble nawet sama projektowała. – Jeśli ktoś chce mieć naprawdę własny dom, powinien go sobie wymyślić. Żaden projektant, nawet obdarzony największym wyczuciem, nie jest w stanie tego zrobić za właściciela – mówi Agnieszka.

 

Tekst: Joanna Halena

Zdjęcia: Mariusz Purta

Stylizacja: Bożena Kocój

 

reklama