Prezent ślubny: na szczęście

 

Ślub powinien być najpiękniejszym dniem w życiu, ale przesądów z nim związanych jest tyle, że aż strach podejmować ryzyko. Zaczyna się już od daty – szczęśliwy miesiąc powinien mieć w nazwie „r”. Potem zabawa z uroczystymi strojami, kolorami, wybieraniem świadków. Zaproszeni goście też nie mają lekko. Sprawa prezentu jest delikatna. Nikt przecież nie chce kusić losu, zwłaszcza w dniu ślubu.

 

Upominki dla młodej pary powinny więc zapewniać powodzenie i nie sugerować, broń Boże, że oblubieńców nie czeka świetlana przyszłość. Mile widziane są pary: kieliszków, lamp do czytania, rowerów, żeby młodzi jak najwięcej rzeczy robili wspólnie, co dostarczy im tematów do wspomnień. Warto je związać jedną czerwoną wstążką (jak ksiądz dłonie młodych stułą w kościele). Dobrze wróżą subtelne motywy podków czy czterolistnych koniczyn i, oczywiście, ptaszyn, które spijają sobie z dziobków. Najważniejsze, by były dawane z serca, wtedy zadziałają i zostaną zapamiętane...


reklama


 

Czego nie dawać na ślubny prezent?

 

Nóż, choćby wysadzany perłami, podobnie jak inne ostre przedmioty, na prezent ślubny jest zakazany! Mówi się, że przecina relacje. Co można zrobić, gdy inkrustowany brylantami nożyk do otwierania listów już zamówiony u Cartiera? Upozorować transakcję – poprosić młodą parę o symboliczny grosik...

 

Tak samo z zegarem, który według ludowych wierzeń odmierza czas i wróży rychłą śmierć obdarowanego... Też zażądać grosika. Nie wolno młodej parze dawać chusteczek, nawet jeśli są jedwabne i haftowane, bo wywróżymy im życie we łzach. Nigdy nie należy komukolwiek podarowywać pustego portfela, bo to oczywiste skazywanie na niedostatek. I tutaj też z pomocą idzie symboliczny grosik. Wiadomo – lepiej dać młodym mocno wypchaną banknotami kopertę. Tak się jakoś w życiu składa, że kto dużo daje, tyle samo dostaje w zamian.


Opracowanie: redakcja
Zdjęcia: materiały prasowe