Kiedy ćwierć wieku temu Adam Stańczak zakładał swój ogród, miał jedno marzenie: aby była w nim woda gdzieś blisko domu.

 

– Zacząłem od niedużego oczka z malutką wyspą i dnem wyłożonym papą wysmarowaną lepikiem – opowiada. Z czasem korzenie przerosły papę i woda zaczęła uciekać. To był idealny moment, aby pomyśleć o prawdziwym stawie. Pogłębił dno i wyłożył otoczakami. Z drugiej strony domu zaprojektował ekologiczną oczyszczalnię, czyli zarośnięty trzcinami stawik, z którego czysta już woda kaskadą spływa do większego zbiornika. Jest nie tylko romantycznie, ale i wygodnie. Przede wszystkim zwierzakom.


STAW I ŚCIEŻKI
 

W stawie pływają dwaj szczęściarze – liny złowione przez brata pana Andrzeja, które miały trafić na patelnię. Towarzyszą im karasie i złota orfa, samotna, bo rodzeństwo porwała czapla. – Od czasu do czasu się u nas stołuje – ubolewa pan Adam. – Mam jednak zamiar stadko odnowić, bo to silna ryba i wprowadza ruch – tłumaczy. W stawiku kąpią się corgi Buka (dla przyjaciół Bunia) i Inka oraz kundelek Mrówka. A w upały spokojnie służy on całej rodzinie. Na dwóch tarasach jest mnóstwo miejsca, by rozłożyć leżaki.

 

Zielonym zakątkiem kierował przypadek. – Robiłem ogrody innym, a kiedy zostawały rośliny, znajdowałem im miejsce u siebie – opowiada właściciel. Z czasem zaczął coś dosadzać, dobierać kolory, pokroje, uzupełniać cieniolubne okazy. Zrobił też wymyślne ścieżki – główną z drobnych otoczaków obramowanych betonową kostką. Przez wodę przechodzimy z kolei po potężnych kamiennych blokach, które były kiedyś krawężnikami. Widzimy też kostkę granitową i egzotyczne drewno.

 

LEŚNE DRZEWA I ROŚLINY BAGIENNE

 

Ponieważ za ogrodzeniem jest las, więc i u siebie posadził drzewa: świerki serbskie, katalpę, choinę kanadyjską, metasekwoję, buk i dwa modrzewie. Jeden jest pokiereszowany przez burzę, więc teraz, przycinany, ma pokrój japoński. – Niższe piętro to tuje, kilka cisów, świerki gwiazdkowe i karłowe, cyprysik, grupa rododendronów. I jarząb szwedzki z omszałymi liśćmi, które ładnie wyglądają na tle ciemnej zieleni – pan Adam wylicza zasłużonych jak na gali Oscarów, uważając, by żadnej roślinki nie pominąć.

 

Niedawno zaczął wprowadzać byliny, bo ożywiają ogród w lecie. Są też rośliny bagienne – pałki wodne, kilka odmian turzyc, kaczeńce, a w drugim rzędzie trawy, hosty, paprocie i rodgersje. Rośliny opanowały nawet dach nad werandą. Zobaczymy tu rozchodniki, floksy, trochę tulipanów i dwie sosenki. – Skoro wyrosły, to niech rosną, ale trochę je poskramiam. Niewiele tu ziemi, więc łatwo zniszczyłyby dach i system nawadniania, który jest tutaj konieczny – mówi gospodarz. Interweniuje też na balkonie, gdzie milin amerykański wpycha się pod dach i wypuszcza tak długie baty, że można się przestraszyć. Przycina bukszpany nad potokiem i kształtuje buk z czerwonymi liśćmi. A najbardziej jest dumny z pieczołowicie formowanego klonika japońskiego, który trafił do niego od znajomych w opłakanym stanie. Najwyraźniej spodobało mu się nad wodą. – Lubię takie japońskie kształty, ale tylko gdzieniegdzie. Poza tym ogród robi to, co chce – śmieje się.


Tekst: Beata Woźniak

Zdjęcia: Liliana Sokołowska


 

reklama