reklama

Tulipany, powojniki i szałwie między altanami

Ogrody małe i duże

Nazwa Wollerton zwyczajnemu śmiertelnikowi nie mówi nic, ale jeśli fascynują go ogrody, zapewne zaświecą mu się oczy. To malutka wioska gdzieś w połowie drogi między Liverpoolem a Birmingham, a w niej jeden z piękniejszych brytyjskich ogrodów.

W 1980 roku zjawili się tu Lesley i John Jenkinsowie. Kupili XVI-wieczny dom i cztery hektary ziemi. Chcieli spełnić marzenie życia i założyć ogród, jakiego nikt jeszcze nie widział. Ona, od zawsze zaintrygowana kolorem, perspektywą, zwracająca uwagę na proporcje, studiowała wcześniej sztuki piękne. Ulubione rośliny? Rubinowe dalie ’Chat Noir’ i pierwiosnki. On, fizyk z wykształcenia, zwolennik porządku, linii prostych, wielki miłośnik szałwii i powojników.

Dlatego ogród jest w przeważającej części geometryczny ze zdecydowanymi plamami koloru i bajkową perspektywą. Zresztą to uporządkowanie harmonizuje ze starym domem z kremową elewacją poprzecinaną czarnymi belkami.

Zaczęli od przywrócenia do życia skrawka ziemi przy domu (Old Garden). Kamienną ścieżkę otoczyli perfekcyjnym trawnikiem, obsadzili szpalerem laurów portugalskich i poletkami rumianków. Potem zajęli się kolejnymi kawałkami. Wykopali strumień, ujarzmili go kamiennymi płytami, a finezji dodały bukszpany przycięte w kopuły. Między roślinami ustawili terakotowe donice z białymi tulipanami, które po przekwitnięciu ustąpią miejsca hortensjom ’Unique’. W tej części ogrodu (Rill Garden) rosną też róże, szałwia, irysy i pelargonie. Ciut dalej zachwycą nas dębowe altany, a wokół morze floksów i dalii (Sundial Garden). Jenkinsom pasował tu jeszcze zegar słoneczny, wstawili też ławeczki, aby delektować się widokiem.

Z czasem przybywało kolejnych roślinnych pokoi. Jest ich szesnaście, ale to nie koniec.

Przespacerujmy się więc aleją obsadzoną lipami szerokolistnymi i czerwonymi dębami (Lime Allee). Między nimi kwitną tulipany i hiacynty, latem heliotropy. Dalej jest ogród angielski (Main Perennial Border), gdzie na tle granicznego muru dalie sąsiadują z liliowcami. Odpoczynkiem od koloru są poletka żonkili i krokusów (Font Garden), które potem zastąpią stokrotki, magiczne szachownice i trawy.

Od niedawna goście mogą też podglądać warzywnik (Salad Garden). To pomysł syna Johna, Edwarda, który od lat pasjonuje się pracami Charlesa Dowdinga, znanego ekologicznego ogrodnika. Własne warzywa trafiają do niewielkiej restauracji na terenie posiadłości. Na koniec goście idą do sklepiku po sadzonki, by podpatrzone w Wollerton pomysły przenieść do własnego ogrodu.

Opracowanie: Beata Woźniak
Tekst i zdjęcia: Joe Wainwright Photography
Więcej o Wollerton Old Hall Garden na: www.wollertonoldhallgarden.com

reklama