Grudzień pocukrzy szronem i przymrozi, a kiedy słońce na chwilę przedrze się przez chmury, wszystko tutaj zamienia się w bajkową krainę. Szadź podkreśla niezwykłe kształty traw i purpurowe odcienie wierzb, dereni oraz paproci.
 

Anglicy na punkcie przydomowych ogrodów mają kompletnego bzika. Tak było 300 lat temu, tak jest i dziś. Zajmują się nimi biznesmeni, bankowcy, podróżnicy. Założyciel Wisley pod Londynem – George Fergusson Wilson – był chemikiem i wynalazcą. Zajmował się przede wszystkim oczyszczaniem łoju, z którego powstawały wówczas niezbyt miło pachnące świece (dzięki niemu coraz mniej śmierdziały), a w wolnych chwilach koił nerwy w ogrodzie. Wreszcie poświęcił się swojej pasji bez reszty. Kupił 60 akrów ziemi w hrabstwie Surrey na południe od Londynu i w 1887 roku założył modny w czasach wiktoriańskich ogród eksperymentalny pełen roślin niezwykłych, w Europie niespotykanych, bo bardzo trudnych w uprawie w naszym klimacie. Wszyscy podziwiali jego dzieło – kolekcje goryczkowatych, irysów japońskich, pierwiosnków, roślin wodnych i lilii. Oddał im całe serce i trudno się dziwić, bo pachniały znacznie lepiej niż wciąż niedoskonałe świece. Najstarszą część, znaną jako Oakwood, można oglądać do dziś. Ale to tylko niewielki wycinek tego niezwykłego miejsca.
 

Po śmierci założyciela w 1902 roku rodzina wszystko sprzedała zamożnemu kwakrowi Thomasowi Hanbury’emu, który podarował posiadłość Królewskiemu Towarzystwu Ogrodniczemu (RHS). Pod tym znakiem Wisley stało się potęgą. Ogrodnicy z całego świata ciągną tu jak muzułmanie do Mekki. Twierdzą, że to miejsce trzeba zobaczyć choć raz w życiu. I nie ma w tym ani krztyny przesady. My wybraliśmy się na spacer zimowy, ale pora roku tak naprawdę nie ma znaczenia. Ogród zawsze zachwyca. I bogactwem roślin, i wielkością, bo zajmuje prawie 100 hektarów (cztery razy więcej niż przed stu laty) i wśród zieleni można się zagubić na kilka dni.

reklama


 

Są tu ogrody skalne ze strumieniami i wodospadami, są ogromne warzywniki, są morza roślin cebulowych z łanami kwitnących wiosną czosnków, jest ogród różany dedykowany królowej Elżbiecie II, ogrody chiński, wiejski i ziołowy, kolekcje wrzosów, rododendronów i iglaków, ogrody alpejskie i pionowe skalniaki. W oranżerii, która przypomina kształtem gotycką katedrę, pysznią się ciepłolubne orchidee, palmy i paprocie. Zimą najbardziej zachwycają olbrzymie trawy pampasowe, rozwichrzone czupryny prosa rózgowatego i trzcinnika, wybarwiające się na niebiesko rozłożyste jałowce, subtelne i wielokolorowe cyprysy, wreszcie – ogniste pędy dereni oraz szkarłatnych wierzb (Salix alba var. vitellina ‘Yelverton’). Ciekawie wygląda drobnolistna lipa ‘Winter Orange’, która, podobnie jak derenie, traci na zimę liście, za to jej gałązki, kora i pąki w mroźnym powietrzu niemal świecą na czerwonopomarańczowo. Obok równie ognistą barwą przyciąga wzrok sofora japońska ‘Flavirameum’, dalej błyszczą w blasku słońca klony jesionolistne ‘Winter Lightening’. Delikatnym zapachem i frędzelkowatymi płatkami wabią kwitnące właśnie oczary wirginijskie i omszone. Pod nimi – grube dywany wielobarwnych ciemierników i cyklamenów.
 

Wisley to najlepszy przykład, że zimowy ogród nie musi być nudny! Ten każdego zaczaruje kolorami. Znajduje się godzinę drogi od Londynu, na południu hrabstwa Surrey, o tej porze roku można go oglądać w godzinach od 10 do 16.30, a w soboty, niedziele oraz święta od 9 do 14.30. Zwiedzanie tego raju kosztuje 11,70 funta (cena online).
 

Ogród Wisley: www.rhs.org.uk/gardens/wisley
Tekst: Joanna Halena
Zdjęcia: Joanna Kossak/Botanypress.co.uk