Był rok 1984, kiedy student architektury krajobrazu trafił do pracowni znanego jubilera Jarka Westermarka, a marzył już o tym od dawna. – Poszedłem na spotkanie, posiedziałem ze dwie godzinki i dostałem palnik, aby sprawdzić, czy nie wypada mi z ręki. Kiedy okazało się, że rokuję, następnego dnia rzuciłem szkołę – tak Jan Suchodolski opowiada o swoim przeznaczeniu.

Doskonale pamięta pierwszy pierścionek, który zrobił: miedziany, a zamiast oczka miał guzik z masy perłowej. Pamięta też pierwsze klientki zwabione innością. – Wtedy wszystko było polerowane na amen, a ja zaproponowałem miedź czy srebro jakby zatarte ściernym papierem, dodawałem też kolory – opowiada. Spodobało się i nagle osiągnął sukces.

Niewątpliwie przyczyniły się do tego kulki. Robi je... sam nie wie, od kiedy. Ale ciągle zmienia, podążając za modą. Naszyjniki bywają w kolorach eko, by w następnym sezonie mienić się turkusami czy pomarańczem. Nieraz dodaje fakturę, bawi się ich wielkością. Aby się nie zanudzić, wymyśla nowe wzory. Biżuteria koronkowa jest repliką w srebrze starych koronek wyszperanych na targach staroci. Lubi też proste ozdoby, stąd projekty pierścionków, broszek na motywie koła, trójkąta i kwadratów. To pomysły nieprzemijające.

Jan Suchodolski biżuterii nie nosi z wyjątkiem rodowego pierścionka ze stalowym oczkiem. Kiedyś z wybrakowanych kulek zrobił sobie bransoletkę, ale sprzedała się na pniu. Niech tak zostanie.


Tekst: Beata Woźniak
Fotografie: archiwum artysty
Kontakt z Janem Suchodolskim: www.suchodolski.pl

reklama