werandacountry.pl werandaweekend.pl
reklama

Szopki kiedyś i dziś

Boże Narodzenie

Początkowo głosiły chwałę Bożego Narodzenia, z czasem zaczęły także wywoływać skandale.

Co mają wspólnego: anioł, lajkonik, smok wawelski, Lech Wałęsa, Piotr Skrzynecki i Agnieszka Radwańska? – Wszystkie te postaci pojawiały się w krakowskich szopkach – wyjaśnia Małgorzata Niechaj, kustosz z Muzeum Historycznego Miasta Krakowa.

Jesteśmy w jednym z budynków muzeum, Celestacie, miejscu ćwiczeń Bractwa Kurkowego. Na środku sali stoi duża szopka. Właśnie realizowano tu nagranie jasełek. – Kiedyś takie spektakle odbywały się w domach – opowiada kustosz. – Przy Rynku na pierzei między Sławkowską a Floriańską ustawiali się szopkarze, którzy oferowali swoje usługi. Bogate rodziny już wcześniej rezerwowały terminy przedstawień u najlepszych.

Wynalazca z asyżu

Zanim sprytni krakusi zaprzęgli do jasełek figury Wałęsy czy Jana Pawła II, szopki były domeną świętych. Św. Bonawentura notował, że św. Franciszek z Asyżu „przemyśliwał nad tym, jak odświeżyć pamięć narodzin Dzieciątka Jezus”. W końcu w miejscowości Greccio rozrzucił w grocie siano, wstawił żłóbek i sprowadził do niego osła i wołu. Następnie zwołał miejscową ludność i „klęczał nabożnie tuż przy żłóbku, zalewając się łzami i promieniejąc weselem”. Odczytał zgromadzonym Ewangelię i wygłosił kazanie.

Był rok 1223. Aby zorganizować swoją szopkę, Franciszek musiał uzyskać zezwolenie papieża Honoriusza III. Obawiano się, że przedstawienia takie mogą budzić u wiernych nazbyt silne emocje. I rzeczywiście – bożonarodzeniowe szopki miały w przyszłości stać się źródłem skandali.

Coraz dziwniejsze postaci

Wczesne szopki to grupa drewnianych figur pokrytych polichromią. Jedną z najstarszych jest ta z 1287 roku, z bazyliki Santa Maria Maggiore w Rzymie. Jest tu Maryja z dzieciątkiem, św. Józef, Trzech Króli oraz byk z osłem. We Włoszech w produkcji szopek wyspecjalizował się Neapol. A wszystko dzięki św. Kajetanowi z Thieny, który według legendy w 1530 roku w kościele Santa Maria della Stelletta stworzył postacie ubrane w stroje z epoki. Tutaj zaczęto też szopki rozbudowywać – obok osła i wołu pojawiły się kozy, psy i owce. – Neapolitańskie szopki przedstawiały nawet całe wsie czy miasteczka – zauważa Małgorzata Niechaj. – Do tego stopnia, że scena Bożego Narodzenia stawała się zaledwie jednym z wielu elementów pejzażu. Obok postaci biblijnych tętniło życie codzienne: szewcy naprawiali buty, kobiety prały, bawiły się dzieci. Podkreślało to, że Chrystus narodził się dla wszystkich: biednych i bogatych.

Dziwić może jedynie zwyczaj, przejęty z tradycji katalońskiej, umieszczania w szopce postaci zwanej caganer. Ów osobnik w czerwonej czapeczce… załatwia potrzebę fizjologiczną. Etnografowie do tej pory nie doszli do porozumienia, co miałaby oznaczać jego obecność. Jedni uważają, że ma rozładować powagę Narodzenia Pańskiego. Inni, że jest symbolem żyznej ziemi, równości wszystkich ludzi albo podkreśla człowieczeństwo Jezusa. Caganer zazwyczaj ukrywa się za jakimś drzewkiem, a tradycyjną zabawą małych Katalończyków jest szukanie go.
 
Figle i skandale

– Tradycja szopki i jasełek wyrosła wokół średniowiecznych misteriów – tłumaczy Małgorzata Niechaj. Stąd też diabły i turonie, rogate, włochate zwierzęta z kłapiącą paszczą. Ksiądz Jędrzej Kitowicz opisywał, jak to w szopkach warszawskich „braciszkowie zakonni rozmaite figle wykonywali” figurami. Poruszając kukiełkami, odgrywali scenki rodzajowe. Coraz mniej miały one jednak wspólnego z Bożym Narodzeniem. Zwykle były to kuplety przesiąknięte społeczną krytyką i prezentujące humor niezbyt wysokiego lotu. Również w Polsce bożonarodzeniowe zabawy stały się tak uciążliwe, że zaczęły irytować władze kościelne. W 1738 roku biskup poznański Teodor Czartoryski zakazał wystawiania jasełek w kościołach. Szopki wyniosły się więc na ulice, do domów i karczm.

Początkowo scenę narodzenia umieszczano w grocie, potem w ruinach świątyń pogańskich, by podkreślić zwycięstwo chrześcijaństwa. Zazwyczaj jednak była to stajenka. Do czasu, gdy pojawiły się szopki krakowskie, a stolarze i cieśle zaczęli inspirować się otaczającą architekturą.

Odrodzenie tradycji

Szopki krakowskie to wynalazek XIX wieku. Wzorowane są na charakterystycznych krakowskich budowlach: Sukiennicach, Wieży Ratusza czy kościele Mariackim. Obok sceny narodzenia pojawiały się figurki Lajkonika czy Pana Twardowskiego, biało-czerwone flagi, elementy wprawiane w ruch. Wiele podświetlano świeczkami.

Po I wojnie światowej zwyczaj budowy szopek podupadł. Działacze kultury postanowili ratować tradycję. – Jerzy Dobrzycki wpadł na pomysł, by organizować konkursy dla grup jasełkowych – opowiada Małgorzata Niechaj. Pierwszy odbył się 21 grudnia 1937 roku. Zwycięzcy dostali w nagrodę butelki wina i pęta kiełbasy. Najlepsze szopki muzeum odkupuje od twórców. – Staramy się, by szopkarze nie zniknęli z Krakowa – mówi kustosz. – Dlatego, choć do konkursu dopuszczamy tylko tradycyjne szopki krakowskie, na dorocznej wystawie pokazujemy też prace wykonane z koronki, słomy czy plastiku.

To właśnie ta różnorodność przyciąga kolekcjonerów. Trudno nie zachwycić się pochodzącą z Meksyku szopką wyrzeźbioną w jednej zapałce albo wydzierganą na drutach w Irlandii. Formy i kształty się zmieniają, choć temat jest zawsze ten sam: rodzi się Pan Jezus. Ludzie składają mu cześć, a zwierzęta – cytując księdza Jędrzeja Kitowicza – „klęczą i puchaniem swoim Dziecinę ogrzewają”.

Tekst: Stanisław Gieżyński
Zdjęcie: Photoshot/East News,

reklama
reklama
reklama