Smakują nam od jakichś... 4 tysięcy lat. To chiński wynalazek. Tak samo ważny jak papier, porcelana, jedwab czy proch.

W Bibliotece Kongresu pieczołowicie przechowywany jest dokument napisany przez Thomasa Jeffersona. Nie dotyczy on Deklaracji Niepodległości, jak można byłoby się spodziewać po tym mężu stanu i pieczątce widniejącej na dole. To przepis na ulubione lody waniliowe. Prawdopodobnie spróbował ich we Francji i spisał recepturę. Desery te uwielbiał też George Washington. W lecie 1790 roku wydał na nie 200 dolarów, co w tamtych czasach było kwotą ogromną.

Śnieg z sokiem
Chińskie elity zajadały się sokami owocowymi z miodem albo, to w innym wariancie, ryżem rozgotowanym w mleku z przyprawami. I jedną, i drugą masę kucharze schładzali w śniegu, który znosili z gór i przechowywali w dołach ze słomą. Persowie natomiast zajadali się śniegiem z dodatkiem soków i miodu, czyli takimi prasorbetami (z włoskiego „sorbire” znaczy sączyć).

 

Wiadomo, że ich miłośnikiem był Aleksander Wielki. Lubowali się też w faludeh, czyli lodowatym makaronie ryżowym podawanym z wodą różaną, zresztą deser ten jest popularny do dziś. Z czasem wschodnie mrożone potrawy dotarły do Rzymu. Wielkim ich smakoszem był Neron; częstował nimi gości na swoich rozpustnych ucztach.


To zaskakujące, że śmietana i jajka trafiły do lodów dopiero w XVI wieku. Geniuszem, który po raz pierwszy połączył te składniki, był florencki architekt Bernardo Buontalenti. Trzeba było stu lat, aby ten nowy przysmak dotarł do Francji i Anglii – za sprawą Katarzyny Medycejskiej, która poślubiła przyszłego króla Henryka II. Wtedy to pojawia się pierwszy przepis na lodowe desery w głośnej książce kucharskiej Antonia Latiniego „Lo Scalco alla moderna”.

Zimny luksus
Przez wieki lody były czymś wyjątkowym. Ale jeszcze sto lat temu ich miłośnicy mieli ciężkie życie. Delektowanie się ulubionym deserem oznaczało mnóstwo pracy. Mówiono nawet: „Pół dnia pracy dla pięciu minut przyjemności”. W ruch szła maszynka przypominająca drewnianą beczkę, do której wsypywano lód posypany solą. Wolniej wtedy topniał. Wkładano do niego puszkę z ostudzoną lodową masą. W puszce była łopatka z dziurkami przyczepiona do korbki.

 

Topiący się lód chłodził masę przy ściance, łopatka ją zeskrobywała, potem kolejna warstwa się chłodziła i znowu trzeba było ją zeskrobać. Milimetr po milimetrze. Na koniec deser lądował w foremce. Jeżeli był jabłkowy, to w takiej w kształcie jabłka, truskawkowy w truskawce, ale niektóre gospodynie wybierały kształty wiewiórek, ryb, kiełbas czy łódek. Kiedy lody wreszcie wjeżdżały na stół, zawsze wzbudzały podziw. Niektórzy próbowali iść na skróty, podgrzewając i ciągle mieszając masę składającą się z mleka, żółtek i cukru. Wlewano ją do miseczek, a te wstawiano do pojemnika z lodem. Oczywiście to nie było to samo.


Miłośnicy lodów odetchnęli w roku 1850, kiedy powstała pierwsza na świecie fabryka lodów. Uruchomił ją Amerykanin Jacob Fussell. Powód był prosty. Ten mleczarz z zawodu nie wiedział, co ma zrobić z nadmiarem śmietany.


Aż do 1878 roku ludzkość nakładała lody szpatułką (Włosi używają jej do dziś). Nieźle się przy tym męczyła. Profesjonalny czerpak zrodził się w głowie Williama Clewella z Pensylwanii. Był to metalowy stożek z pokrętłem na końcu, które wystarczyło przekręcić, aby porcja lodów wypadła na talerzyk. Potem stożek zastąpiono półkulą, a pokrętło odchylaną blaszką.

Kolor na patyku
Ameryka Południowa, jak żaden inny obszar na ziemi, gustowała w lodach na patyku. Wystarczy popatrzeć na meksykańskie paletas, czyli owocowy sok z ziołami i cukrem zamrożony w charakterystycznej, prostej foremce.
Lodowym wafelkom stuknęła natomiast setka. A wynalezione zostały przez przypadek. Oto na Wystawie Światowej w St. Louis w 1904 roku na jednym ze stoisk sprzedawano lody. Naród tak się na nie rzucił, że wkrótce zabrakło czarek. Zdeterminowany właściciel budki złapał wafelek, skręcił w tutkę i nałożył gałkę. Nowy patent bardzo się wszystkim spodobał. Po jakimś czasie ów pan założył Missouri Coin Company, pierwszą fabrykę, gdzie pieczono okrągłe wafelki, a specjalne maszyny skręcały je w stożki.
W sklepach lody pojawiły się przed II wojną światową, a maszynki na korbę trafiły do lamusa. Szkoda, że dzisiaj "kręcenie lodów" kojarzy się z... nieuczciwie zarabianymi pieniędzmi.

 

POLECAMY TAKŻE: Najlepsze lodziarnie w Polsce oraz Przepis na granitę owocową - szybki lodowy deser na upał

Tekst: Beata Woźniak
Zdjęcia: BE&W, Spl/East News, Stockfood/Free, Shutterstock, Wikimedia

reklama