#zostańwdomu czytaj e-wydanie - tylko 8,99 zł
reklama

Boże Narodzenie w manuskryptach

Kolekcje

Pamiętacie film „Imię róży”, kiedy franciszkanin Wilhelm z Baskerville (genialny Sean Connery) trafia do opactwa, żeby rozwiązać kryminalną zagadkę? Aby tego dokonać, musi poznać życie mnichów. Zaglądamy więc m.in. do skryptorium, w którym cisza aż brzęczy w uszach, a skupieni benedyktyni pochylają się nad przepisywanymi księgami.

Mrok rozjaśnia wpadające przez okna światło. Wilhelmowi towarzyszy młodziutki zakonnik Adso (równie genialny Christian Slater), który podziwia skrybów i efekty ich pracy – malowane księgi. Mogły one powstawać tylko w klasztorze, gdzie nie dochodził zgiełk świata, a życie ograniczały surowe reguły. Dlatego przez wiele godzin dziennie mnisi oddawali się przepisywaniu ku chwale Boga. Wydajność? Mniej więcej książka na rok, czyli w ciągu życia kopista przepisywał ich 40, o ile wcześniej nie stracił wzroku przy zbyt słabym świetle! Często kilku mnichów pracowało nad tym samym dziełem – jeden specjalizował się w literach, drugi w iluminacji, czyli malowaniu inicjałów, trzeci robił miniatury, a jeszcze inny zdobił karty bordiurami czy roślinnymi i zwierzęcymi motywami.

Popatrzmy na ilustracje Bożego Narodzenia. Najstarsze pochodzą z VI wieku! Pokazują zazwyczaj leżącą na posłaniu Marię, a Dzieciątko w żłóbku. Są osobno. Czułość pojawia się dopiero 800 lat później, kiedy Matka tuli Syna, a on dotyka rączką jej twarzy. Żłóbek bardziej przypomina grobowiec, a pieluszki otulają dziecko jak pośmiertny całun.

Matka może też klęczeć, dając sygnał, kto tu jest Bogiem. Józefa na najdawniejszych ilustracjach nie zobaczymy, ale kiedy już się pojawiał, to z zafrasowaną miną, wiedział przecież, co czeka dziecko. Wreszcie trzej mędrcy – starzec, który przynosi złoto (należne królom), dojrzały mężczyzna daje kadzidło (znak bóstwa Jezusa), młodzieniec – mirrę zapowiadającą mękę. Przybywają też pastuszkowie, anioł i zwierzęta. Wół symbolizuje Żydów, osioł, jako zwierzę nieczyste, pogan. Jednym słowem wokół szopki powoli robi się tłok.

No i Betlejemska Gwiazda. Kpiarze twierdzili, że jest legendą. Niedawno astronomowie przeanalizowali niebo sprzed dwóch tysięcy lat. Narodziła się wtedy gwiazda, mniej więcej między konstelacjami Orła i Koziorożca. Ale... było to w 5 roku p.n.e. Spokojnie, wszystko się zgadza. To mnich Dionizjusz, który kilkaset lat poźniej zajął się sprawą, miał kłopoty z liczeniem!
Obraz tych narodzin mamy zakodowany w wyobraźni od dziecka. Ale czy potrafimy odczytać ukryte w nim symbole? Często umknęły albo straciły dla nas znaczenie. Tymczasem w jednym obrazku zapisano fascynującą opowieść. Teraz jest czas, aby ją przemyśleć.

Tekst: Beata Woźniak
Zdjęcia: Getty Images/FPM, East News, atalogi galerii i muzeów, archiwum własne, Wikipedia

reklama
reklama
reklama