reklama

Grosz do grosza

Kolekcje

Nie wszystkie trzeba było rozbijać młotkiem. Niektóre otwierały się same, ale dopiero, gdy właściciel zebrał wymarzoną sumę.

Potrząsamy skarbonką, żeby te papierki się tam jakoś poodwijały. Próbujemy nożem. Nic. Godzina trzecia zbliża się nieubłaganie. Skarbonka jest solidna. Na nieszczęście. Co robić? – pisał w jednym z opowiadań Tadeusz Różewicz. Na pewno każdemu z nas przypominają się chwile z dzieciństwa, gdy próbował dobrać się do skarbonki. Jeśli nie miała dodatkowego otworu do wyjmowania pieniędzy, byliśmy raczej na straconej pozycji: pieniążka raz wrzuconego odzyskać się nie dało. W tym miejscu pojawia się zatem pierwszy skarbonkowy podział: na jednorazowe i takie, z których możemy wybierać pieniądze. Archeologiczne znaleziska dowodzą, że najstarszych używano wielokrotnie.

Na datki i dla bóstw
Najpierw pojawiły się oczywiście pieniądze, a wraz z nimi pomysł, żeby oszczędzać. Początkowo gotówkę trzymano w sakwach przypominających współczesne portmonetki albo w glinianych garnuszkach. Najstarszy znaleziony egzemplarz pochodzi z greckiego miasta Priena, z ok. 200 r. przed Chrystusem. Prawdopodobnie był przeznaczony na świątynne datki. To ceramiczny pojemnik w kształcie świątyni ze szczeliną do wrzucania monet umieszczoną nad drzwiami. Z tyłu jest otwór – najpewniej do wyciągania jałmużny. Około dwustu lat młodsza jest ceramiczna skrzyneczka z terenów starożytnej Babilonii. W 1990 roku pokazało ją Narodowe Muzeum Irackie w Bagdadzie. Dziś o jej losie nic nie wiemy.

Równolegle ze zdobnymi pudełeczkami (odkrytymi na przykład w ruinach Pompejów) upowszechniały się pojemniki prostsze – dzbanki, urny czy gruszki – toczone na kole garncarskim i trzymane w domach. Prawdopodobnie goście zostawiali w nich drobne datki dla domowych bóstw. Były dość pękate (by pomieścić więcej monet) i miały niedużą szczelinę do wrzucania pieniędzy. Wiele z nich zdobiły sceny bitew czy wydarzeń mitologicznych. Jedna z teorii mówi, że uzbieraną w nich gotówkę przeznaczano też na wszelkiego rodzaju uczty, święta i festiwale.

Świński interes
„Wziął więc młotek i rozbił skarbonkę. Istotnie, była to skarbonka i zawierała skarb bezcenny”. W ten sposób Cyprian, bohater „Gwiazdy Południa” Juliusza Verne’a, dobrał się do zawartości glinianego pojemnika i wydobył ogromny diament. Szkoda, że znajdowane dziś zabytkowe skarbonki z gliny czy ceramiki to zwykle kupka skorup – właściciele zdążyli opróżnić swój skarbczyk, rozbijając go w drobny mak. Te, które jakimś cudem przetrwały, mają kształt ula, cebulki lub – dziś najpopularniejszy – świnki.

Ale dlaczego akurat tego zwierzaka? W średniowiecznej Anglii gliniane dzbanki czy garnki wyrabiano z pomarańczowej gliny zwanej „pygg”. Jej nazwa kojarzy się ze słowem „pig”. A że w naczyniach trzymane były pieniądze, to z czasem garncarze zaczęli nadawać im kształt świnek. Zwyczaj rozpowszechnił się zwłaszcza w Europie, czego dowodzi XIII-wieczna skarbonka z Turyngii. Od lat siedemdziesiątych stała sobie w muzeum Weimaru i dopiero rok temu naukowcy zbadali, czy zawiera jakieś monety. Zwyczajowe potrząsanie nie wyjaśniło sprawy, więc prosiaka prześwietlono. Niestety, był pusty.

Ale świnki-skarbonki znajdziemy też w odległej o tysiące kilometrów Indonezji, wystarczy wybrać się z wizytą do Muzeum Narodowego w Dżakarcie. Powstały z terakoty w XIV-XV wieku, z tym że nie przedstawiają świni, lecz dzika zwanego po jawajsku „celeng”.

I tu pojawia się inne wyjaśnienie „świńskiej tajemnicy”. Zwierzak ten w wielu kulturach kojarzony jest ze szczęściem, dobrobytem i płodnością. W Europie tradycyjnie bito świnie na zimę, by zapewnić sobie jedzenie na czas niedostatku. Była więc rodzajem banku „żywnościowego”. I stąd zapewne pomysł na świnki-skarbonki.

Kufle, krasnale i walizki
Plebejska i mało atrakcyjna glina ustąpiła miejsca w zamożnych domach delikatnej porcelanie, majolice i fajansowi. W produkcji wszelkiego rodzaju ozdób i przedmiotów użytkowych przodowali Holendrzy, Niemcy, Austriacy i Czesi. W manufakturach robiono również skarbonki solidniejsze. Tworzyli je złotnicy, najczęściej ze srebra, a później z posrebrzanego mosiądzu: skrzynki i puzderka, koszyczki, beczułki. Kiedy panował styl biedermeier, dużą popularnością cieszyły się wytwarzane przez wiedeńskich jubilerów skarbonki w kształcie kufla z uszkiem. Kufel czy kielich na pieniądze stał się zwyczajowym prezentem z okazji chrzcin.

Kubków używano już wcześniej, zbierano w nich ofiary. Zwyczaj kwestowania z takim naczyniem po raz pierwszy pojawił się w Niemczech w XVII wieku. Czasem do kubka przyczepiona była kartka z informacją, na co pójdą pieniądze. Do takiego naczynia zbierał zapewne „datek na kościół” niecny Julien z powieści „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta, gdy „potrząsając skarbonką”, przypominał księdzu odwiedzającemu jego lupanar o obowiązującej opłacie. Warto przy okazji zauważyć, że najstarsza wzmianka o skarbonkach dotyczy właśnie składania datków. W biblijnej Drugiej Księdze Królów czytamy, że król Joasz wystawił w świątyni jerozolimskiej skrzynkę z otworem, by ludzie wrzucali do niej ofiary.

Najbardziej fantazyjne kształty przybierały skarbonki metalowe: pojawiały się postaci dzieci i dorosłych, mnichów i krasnali, a nawet kościoły czy synagogi. Te ostatnie były najczęściej drobnymi prezentami cegiełkami na budowę świątyni. Jak w przypadku katedry w Kolonii. Kamień węgielny pod nową budowlę wmurowano co prawda w 1248 roku, ale jeszcze 650 lat później wciąż nie była gotowa. Pod koniec XIX wieku hojność ofiarodawców podsycano, wręczając im małe skarbonki w kształcie kościoła. Zwyczaj ten przejęły z czasem banki, które zaopatrywały skarbonki w sentencje w rodzaju: „Bądź dbały i oszczędzaj” czy „Kto oszczędza, ten podróżuje”. Tę ostatnią można było przeczytać na skarbonce-walizce.

Bankier w domu
W drugiej połowie XIX wieku pojawiły się skarbonki mechaniczne. Łączyły funkcje prostej zabawki z pojemnikiem na pieniądze. Po wrzuceniu pieniążka (i czasem pociągnięciu dźwigni) wygrywały melodyjki albo poruszały figurkami. Popularnym modelem były ludzkie główki – monety kładziono im na ręce lub języku, po uruchomieniu mechanizmu główka połykała swój łup.

Do tego rodzaju skarbonek należały też tak zwane „kasy oszczędnościowe”. Miały zamontowany licznik monet, który pozwalał sprawdzić, jak dużo zostało nam jeszcze oszczędności. Ale to nie wszystko – mechanizm zamka nie otwierał się, dopóki nie zebrano całej sumy. Przedmioty te zwykle były własnością banków, które wstawiały je do domu klientów. Gdy zebrała się określona suma, bankier otwierał skarbonkę i zabierał pieniądze – albo na spłatę długu, albo by wypłacić odsetki.

Dziś nikt o takich sposobach zarządzania finansami nie myśli, choć zniknęły ledwie czterdzieści lat temu. Możemy za to kupić urządzenie działające na wprost przeciwnej zasadzie. Na japońskim rynku kilka lat temu pojawił się mechanizm, który co kilka godzin głośnym piszczeniem domaga się wrzucenia monety. Jeśli jej nie dostanie, rozpada się na kawałki, rozsypując całą zawartość.
Tymczasem zwykłe skarbonki stały się głównie prezentem dla najmłodszych (mają uczyć oszczędzania, choć ekonomiści mówią, że to zły nawyk, bo zamiast chować, lepiej inwestować). Albo gratką dla kolekcjonerów – niedawno na aukcji w Wielkiej Brytanii 650-letnią skarbonkę z Jawy sprzedano za prawie 10 tysięcy dolarów. Żeliwną wiktoriańską skarbonkę kupimy za 400 funtów, a gliniane i glazurowane cacuszka znajdziemy choćby w słynnym Tiffany’s. I zapewne dopóki „prawdziwe” pieniądze nie znikną zupełnie, kolejne pokolenia będą wydłubywały nożem monety z glinianej świnki, a potem rozpaczały, gdy przyjdzie ją rozbić.


Tekst: Stanisław Gieżyński
Zdjęcia: Be&W, Fotochannels, Getty Images, Shutterstock, Viktoras Neliubinas i Oleg Seveliov/Muzeum Historii w Trokach
wystawę kolekcji skarbonek zamku w trokach na Litwie można oglądać do końca września w muzeum na zamku w kwidzynie.

reklama
reklama