werandacountry.pl werandaweekend.pl
reklama

Stare mapy

Kolekcje

Bez dobrej mapy nie ma wakacji! Te współczesne spakujmy do walizki, stare możemy powiesić na ścianach. Niech przypominają o romantycznych czasach geograficznych odkryć.

Bohater Odysei przez dziesięć lat plątał się po morzach i odległych krainach, żeby w końcu szczęśliwym trafem dotrzeć do swej ukochanej Penelopy. Być może zajęłoby mu to mniej czasu, gdyby miał ze sobą przyzwoitą mapę, na której trasę z Troi do Itaki dałoby się wyznaczyć. O tym jednak, niestety, Homer nie wspomina. Natomiast czytając zapis podróży dzielnego męża, można by pokusić się o sporządzenie mapy terenu, po którym się tułał.

Rysunek taki byłby z pewnością bliski pierwszym kartograficznym tworom. Tak to bowiem wyglądało: śmiałek wyłaził z rodzinnej osady, wędrował bliżej lub dalej, wracał, po czym opowiadał wszystko licznie zgromadzonym ciekawskim. I – być może – kijkiem w piasku gryzmolił swoją marszrutę. O żadnej skali czy siatce kartograficznej mowy być nie mogło. Prawdę rzekłszy, taki właśnie system mapowania świata „na oko” trwał przez wiele wieków.

Ptolemeusz, pierwszy kartograf

Ojcem współczesnej kartografii jest bez wątpienia grecki uczony Klaudiusz Ptolemeusz, autor dzieła „Geografia”. W jego czasach wiadome było (jeszcze!), że Ziemia jest okrągła – wiedza to pozornie banalna, jednak w rysowaniu map niezbędna.

Praca Ptolemeusza nie była pozbawionym skali bazgrołem. Przyjął on pierwszy system projekcji kartograficznej. Wyznaczył południki w pięciostopniowych interwałach, zbiegające się na biegunie północnym. Równoleżniki z kolei wyznaczył stosownie do najdłuższego dnia w roku, w interwałach co pół godziny i godzinę na północ od równika.

System daleki od doskonałości, miał jednak podstawową zaletę – był jednorodny. Na tej podstawie powstała mapa świata, na której znajdowały się także tereny Europy Wschodniej, włącznie z dzisiejszą Polską. Ptolemeusz zmarł około 175 roku n. e. Z jego prac korzystali chętnie uczeni arabscy. Europejczycy odkryli „Geografię” dopiero w 1409 roku, gdy Jacopo d’Angolo przełożył ją na łacinę.

Brak naukowych podstaw w tworzeniu map nie przeszkadzał europejskim uczonym. Podstawowym problemem był brak wiarygodnych danych. To jasne, że jeden człowiek nie jest w stanie przejechać całego kontynentu i zobaczyć wszystkiego na własne oczy. Polegano przede wszystkim na powstałych już obrazach kartograficznych, a także relacjach naocznych świadków. Ci ostatni, jak wiadomo, mają to do siebie, że lubią łgać. Stąd też liczne pomyłki nie tylko w skali czy odległościach między punktami, ale także w umieszczeniu całych pasm górskich i rzek.

Polska pojawia się w XIII wieku

Mapy wczesnego średniowiecza, tzw. mappae mundi, były raczej obrazkami niż rzetelnie wykonanymi obrazami znanego świata. Tym bardziej że autorzy opierali się przede wszystkim na antycznych traktatach i Piśmie Świętym. Z czasem jednak obrazy kartograficzne stawały się coraz bardziej szczegółowe.

Najsłynniejszymi zabytkami tego okresu są dwie mapy: herefordzka i ebstorfska. Na tej ostatniej, wykonanej przez Gerwazego z Tilbury, znaleźć można na przykład Odrę, Wisłę, Niemen czy Dźwinę, wszystkie oczywiście źle rozlokowane. Błędy te powiela, dodając jednak garść nowych miast i miejscowości, anonimowe dzieło zwane „Atlasem katalońskim”. Natomiast nazwa „Polska” po raz pierwszy pojawia się na wykonanej w XIII wieku mapie Mateusza z Paryża.

Najwcześniejsze produkcje kartograficzne malowane były ręcznie, przez co, oczywiście, osiągały ogromne ceny. Jasne jest też, że nie służyły bynajmniej wczasowiczom udającym się „do wód”. Mapa zaspokajała ciekawość naukowców, była jednak przede wszystkim narzędziem politycznym, a co za tym idzie, również wojennym. Zachowały się przekazy o poselstwie polskim, które z namalowaną na suknie mapą udało się w 1421 roku do Rzymu. Mapa przedstawiała państwo krzyżackie wraz z przyległościami i miała udowadniać, że ziemie chełmińska i pomorska należą do Korony. Niestety, nie zachowała się do dziś, jak zresztą wiele innych wczesnych map.

Ponowne odkrycie prac Ptolemeusza ożywiło działalność kartograficzną. „Geografia” była wielokrotnie wznawiana, za każdym razem z uaktualnionymi mapami. Byki ciągle jednak się zdarzały. Na terenie obecnej Polski, na przykład, z uporem godnym lepszej sprawy umieszczano Las Hercyński oraz Góry Ryfejskie, które biegły równo przez środek północnej części naszego kraju.

Błąd ten powtarza mapa świata biskupa Mikołaja z Kuzy, przy której tworzeniu współpracował jakiś Polak. Niektórzy badacze skłonni są uwierzyć, że był to Jan Długosz, bo na karcie zaznaczone jest jego rodzinne miasto – Brzeźnica. Niestety, mapa owa także przetrwała do naszych czasów wyłącznie w postaci o wiele późniejszej przeróbki.

Góry Ryfejskie znajdziemy także na mapie Bernarda Wapowskiego, niekwestionowanego ojca polskiej kartografii. Wydał on w pierwszej połowie XVI wieku całą serię map Korony i przyległych państw. Ponownie – nie zachowały się oryginały, najprawdopodobniej z powodu pożaru w warsztacie drukarskim. Mapy Wapowskiego stały się jednak podstawą późniejszych prac kartograficznych, na przykład Wacława Grodeckiego, którego sztychy trafiły do księgi „Polonia” Marcina Kromera.

Przodownicy Holendrzy

Na rozpowszechnienie się sztuki kartograficznej wpływ miały dwa czynniki. Pierwszym był wynalazek druku, drugim zaś rozwój astronomii i sztuki nawigacji, które pośrednio spowodowały erę wielkich odkryć geograficznych. Pierwsze drukowane mapy były drzeworytami, z czasem wyparł je miedzioryt. Technika była o wiele droższa, jednak pozwalała na odbicie większej ilości kopii (około trzech tysięcy). Co więcej, przy ostrożnym obchodzeniu się można było miedzianą płytę klepać, a następnie nanosić na nią poprawki. W XVI wieku skodyfikowano także kolory używane do oznaczania wód, lasów i pasm górskich.

-Wielkie odkrycia geograficzne zaowocowały przede wszystkim rozwojem morskiej kartografii. Mapy morskie, zwane portolanami, stały się niezbędne, gdy żeglarze przestali trzymać się linii wybrzeża. Portolany były początkowo pięknie kaligrafowane, głównie przez włoskich i katalońskich artystów. Umieszczano na nich róże wiatrów, porty oznaczano flagami informującymi, do jakiego państwa należą. Dobre egzemplarze wskazywały także miejsca niebezpieczne dla żeglarzy. Co najważniejsze – portolany zaopatrzone były w sieć linii rumbowych, które ułatwiały płynięcie ku wybranemu portowi.

W wytwarzaniu map morskich (i nie tylko) przodowali Holendrzy (Gerard Merkator, Abraham Ortelius, rodzina Blaeu) i Francuzi, choć produkcje ich ciągle były obarczone błędem Ptolemeusza, który rozciągłość Morza Śródziemnego wyznaczył na 62 stopnie, podczas gdy w rzeczywistości wynosi ona 41. Pierwszą drukowaną mapę morską świata znajdziemy w dziele Martina Waldseemüllera „Carta Marina Navigatoria” z 1516 roku. Było to dwanaście arkuszy drzeworytów.

Sekstans na pomoc

Kres czasowi geograficznych błędów i wypaczeń położył dopiero solidny rozwój astronomii i stworzenie urządzeń takich jak sekstans. Technikę obserwacji astronomicznych z dobrym skutkiem zastosował Guillaume Delisle, który w 1725 roku stworzył pozbawioną pomyłek w skali mapę Europy.

Wkrótce też opracowano technikę triangulacji polegającą na wyznaczaniu w terenie punktów odniesienia i łączenia ich ze sobą w trójkąty. Aby naszkicować dokładną mapę, trzeba było przeprowadzić żmudne i czasochłonne badania terenowe. Podjęli się ich Francuzi – pomiar kraju trwał blisko pięćdziesiąt lat! Efektem było opublikowanie „Carte Géométrique de la France”, jednak pomiar powtórzono (trwał następnych kilkadziesiąt lat) i dopiero w 1866 roku światło dzienne ujrzała doskonalsza „Carte Géographique de la France”.

Tymczasem rozwój polskiej kartografii nie pozostawał w tyle. Już w średniowieczu Maciej z Miechowa opublikował „Tractatus de duabus Sarmatiis”, w którym obalał tezę o istnieniu gór hiperborejskich oraz udowadniał, że rzeki nie muszą wypływać z gór. Przez wieki osoby takie jak Maciej Strubicz (kartograf Stefana Batorego) czy Stanisław Pachołowiecki pieczołowicie opisywały obszary Rzeczpospolitej. Wielki wpływ wywarł także Francuz, Guillaume le Vasseur de Beauplan, który był wojskowym inżynierem, brał udział w budowach twierdz Kudak i Bar. Swoją znajomość tych regionów zawarł w „Tabula geographica Ukraina”, czyli mapie ówczesnej Ukrainy.

Wielkim orędownikiem kartografii był Stanisław August Poniatowski – ufundował instytut kartograficzny oraz obserwatorium astronomiczne. Dzięki temu mapy mogli potem tworzyć Franciszek Florian Czaki, Maurycy Hanke czy Krzysztof Juliusz Henryk Kolberg. Współczesna kartografia to nauka ścisła, której pomagają najnowsze zdobycze techniki. Bezpowrotnie minęły czasy wypraw w nieznane, których efektem były pięknie wydawane mapy. Może niedokładne, ale pokazujące nowe i nieznane krainy. To one pozostały po dawnych odkrywcach i geografach. Warto podróżować wraz z nimi, choćby tylko palcem po mapie.

Zuzanna Migo-Rożek
współwłaścicielka antykwariatu Rara Avis


Na rynku antykwarycznym są mapy praktycznie ze wszystkich rejonów świata. Kolekcjonerzy najchętniej jednak zbierają te, które dotyczą naszego kraju, ewentualnie państw ościennych i takich okazów też jest na rynku najwięcej. W antykwariatach znajdziemy przede wszystkim mapy XVIII-wieczne z oficyny Homanna.

Powstały po roku 1740, były drukowane w atlasach i cieszyły się wielką popularnością. Całe atlasy pojawiają się rzadko. Raz, może dwa razy do roku można spotkać mapy-widoki miejskie, na przykład Warszawy czy Krakowa, pochodzące z końca XV wieku. Jeszcze trudniej znaleźć mapy morskie,
czyli portolany.

Kupując mapy trzeba zwrócić uwagę na nakład, stan zachowania miedziorytniczej płyty (czyli jakość odbitki), wariant mapy (kolejna, poprawiona wersja czy pierwotna) i wreszcie kolor. Powinien być oryginalny, położony w czasie, gdy mapa powstała. Jak to sprawdzić? Przyjrzeć się zieleni, bo jako barwnika używano grynszpanu, który przeciekał przez papier. Jeśli na odwrocie są zielone plamki, to znaczy, że kolor jest oryginalny. Z kolei w przypadku map drzeworytowych kolorowanych zwróćmy uwagę, jak farba została naniesiona. Na odbitce kładło się szablon i malowało. Dlatego zawsze warstwa farby wychodzi poza obrys z odbitki. Z jakimi wydatkami muszą się liczyć kolekcjonerzy?

Za atlas samochodowy Polski z 1937 roku zapłacimy od kilkudziesięciu do ok. 600 zł. Mapy XVIII- i XIX-wieczne kosztują ponad 1000 zł, np. mapa Polski Johna Speeda z początku XVII w. to wydatek ok. 6000 zł.


Tekst: Stanisław Gieżyński
Wykorzystano: „Zarys historii kartografii”, Mieczysław Sirko;
„Dzieje kartografii polskiej od XV do XVIII w.”, Karol Buczek
Fotografie: East News, BE&W, katalogi aukcyjne, archiwum

reklama
reklama
reklama