Nie ma Wielkanocy bez pisanek, ale czy wyobrażacie sobie taką za 18,5 mln dolarów? Tyle trzeba zapłacić za jajko od Carla Fabergé.

Był rok 1918, w Rosji szalała Wielka Rewolucja Październikowa. Trwało obalanie starego systemu i plądrowanie majątków burżuazji. Rabusie nie ominęli także pewnej firmy, która mieściła się pod numerem 24 przy ulicy Bolszaja Morskaja w Petersburgu. Sprzedawano tu luksusowe wyroby jubilerskie, choć z powodu wojny przedsiębiorstwo zajmowało się ostatnio produkcją sprzętu dla wojska.

Gdy do kamienicy weszli czerwonoarmiści, przywitał ich właściciel – ponadsiedemdziesięcioletni, brodaty starszy pan. Nie wdawał się w żadne dyskusje, poprosił tylko o dziesięć minut. Zabrał płaszcz, kapelusz i odszedł. Wkrótce opuścił Rosję i zamieszkał w Szwajcarii, w Lozannie. Zmarł dwa lata później. Tak skończyła się era Carla Fabergé i jego jubilerskiego imperium.

W łaskach u carycy

W najlepszym momencie kariery, czyli na przełomie XIX i XX wieku, Carl Fabergé zatrudniał prawie 600 pracowników i był znany w całej Europie. Sławę przyniosły mu dekoracyjne jaja wielkanocne, które robił na zamówienie samego cara. Każde było jedyne w swoim rodzaju i powstawało rok. Przez trzydzieści dwa lata, przed Wielkanocą złotnik osobiście dostarczał nowe cudeńko sztuki jubilerskiej na dwór.

Carl pochodził z rodziny francuskich hugenotów, którzy uciekli z ojczyzny w obawie przed prześladowaniami. Jego ojciec założył w 1842 roku mały zakład złotniczy w Petersburgu. Wkrótce zostawił go pod opieką wspólników i wyjechał do Drezna. Carl poszedł w ślady ojca i zaczął uczyć się jubilerskiego fachu. Studiował w Niemczech, Anglii i Włoszech. Wrócił do Petersburga i przejął rodzinną firmę. Dołączył do niego młodszy brat, Agathon. Produkowali zdobne ramki na zdjęcia, tabakiery, dzwonki i rączki do parasoli.

Przełom nastąpił w 1882 roku, gdy przedmioty Fabergé zostały pokazane na Panrosyjskiej Wystawie Przemysłowej w Moskwie. Carl otrzymał złoty medal, a jego prace zwróciły uwagę carycy Marii Fiodorowny, żony Aleksandra III, która kupiła spinki do mankietów w kształcie cykad. Trzy lata później Fabergé został oficjalnym dostawcą na dwór carski. Czekało na niego zadanie życia.

Niespodzianka z diamentami

Historię powstania pierwszego jaja skrywa tajemnica. Wiadomo, że zgodnie ze starym obyczajem Rosjanie obdarowują się na Wielkanoc pięknymi pisankami. Wiadomo też, że w 1885 roku przypadała 20. rocznica ślubu carskiej pary. Początkowo wierzono, że Fabergé sam zgłosił się do władcy z pomysłem prezentu, jednak zachowana korespondencja temu przeczy.

Sprawa wyjaśniła się po 1991 roku, kiedy upadł Związek Radziecki i odtajniono część archiwów. Okazało się, że zamówienie na pierwsze jajo złożył Aleksander za pośrednictwem wielkiego księcia Włodzimierza Aleksandrowicza. Jubiler dostarczył prezent, ale sam go nie wymyślił. Była to impresja na temat wczesnoosiemnastowiecznego jaja z zamku Rozenburg w Kopenhadze.

Taka inspiracja miała sens, bo Maria Fiodorowna to duńska księżniczka. Jajo pokrywała prześwitująca emalia, a otwierało się je za pomocą ukrytego przycisku. W środku błyszczało złote żółtko, w którym była złota kura, a w niej wisior z rubinem, umieszczony wewnątrz korony z diamentami. Ten ostatni element to jedyna różnica między jajem Fabergé a duńskim oryginałem, gdzie niespodzianką był pierścień z rubinem.

Pod skrzydłami złotnika

Chociaż powszechnie mówi się o jajkach Fabergé, jednak ich autorstwa nie należy przypisywać wyłącznie samemu złotnikowi. Carl zatrudniał najlepszych rzemieślników – grawerów, jubilerów i projektantów biżuterii i im zlecał wykonanie drogocennych przedmiotów. Powstawały w niezależnych, niewielkich warsztatach rzemieślniczych, a Fabergé firmował je swoim nazwiskiem. Pracowali dla niego m.in. Michaił Perchin, August Holmström, Juliusz Rappaport oraz Aleksandr Petrow, specjalista w kładzeniu emalii. Jego technika nie miała sobie równych w Europie i do dziś nie udało się jej skopiować.

Firma jubilerska znana jako „Dom Fabergé” produkowała bardzo dużo, według historyków nawet sto pięćdziesiąt tysięcy przedmiotów rocznie! Każdy był wyjątkowy, niepowtarzalny. Raz w roku organizowano wielką wyprzedaż, bo jak zaklinał się właściciel – co nie pójdzie, zostanie po prostu zniszczone. Znaczną część produkcji stanowiły zamówienia z carskiego dworu, gdzie zwyczajowo podczas wizyt obdarowywano gości prezentami z warsztatów Fabergé. Także zagraniczne wojaże były okazją do promowania kunsztu rosyjskiego jubilera. Przedsiębiorstwo świetnie zarabiało, a wyrób złotych jaj jubiler uznawał za prestiż, a nie finansową konieczność.

Złote kroniki

Każdego roku tuż przed Wielkanocą Fabergé osobiście dostarczał nowe cudo na carski dwór. Niestety, aż cztery z najwcześniej podarowanych zaginęły. Wśród nich na pewno były: jajo z cherubinem, drugie jajo z kurą (ten egzemplarz miał wisior z szafirem), jajo-przybornik z dwunastoczęściowym zestawem do manicure oraz tzw. trzecie jajo – co do jego zdobień historycy nie są zgodni. Na tych, które pozostały, widać pomysłowość twórców. Część była swoistą kroniką wydarzeń współczesnych i historycznych, upamiętniała miejsca i fakty ważne dla rodziny panującej.

W 1890 roku następca tronu Mikołaj wyruszył w podróż na Daleki Wschód na pokładzie krążownika „Pamiat Azowa”. Rok później jego matka otrzymała jajo z heliotropu, w którym po otwarciu pojawiał się model okrętu z białego i czerwonego złota oraz platyny, z diamentowymi wykończeniami. Miłym wspomnieniem rodzinnego domu Marii Fiodorowny było jajo poświęcone duńskim pałacom. Pod bogato zdobioną klejnotami skorupą kryły się namalowane na dziesięciu rozkładanych kartonikach miniatury miejsc miłych sercu carycy.

Po śmierci cara Aleksandra w 1894 roku jego następcą został carewicz Mikołaj. Choć nie był przygotowany do przyjęcia władzy, wziął ciężar na barki i wzorował się na ojcu. Podtrzymał też tradycję wielkanocnych prezentów. Odtąd Carl Fabergé wykonywał dwa jaja – jedno dla matki, drugie dla żony cara. Świeżo poślubiona Aleksandra Fiodorowna otrzymała jajo zdobione rubinową emalią i diamentami. W środku ukrywał się rozkładany pąk żółtej róży, a w nim wisior z rubinem. W rosyjskiej tradycji żółta barwa symbolizuje koniec romantycznej znajomości, jednak dla Niemców – a nowa caryca była Niemką – żółty kolor oznaczał szlachetność.

Fabergé nie ograniczał się do wielkanocnych „matrioszek”. Część jajek miała sprytne mechanizmy. Jeszcze zanim został carskim jubilerem, wiele czasu poświęcał na restaurację biżuterii i innych wartościowych przedmiotów w „Ermitażu”. Pracował społecznie, ale dzięki temu poznał kunszt dawnych jubilerów. Gdy zaczął produkować jaja, pomyślał o umieszczaniu w nich mechanicznych dodatków. Sam nie zajmował się ich produkcją, tylko wynajął fachowców z Niemiec i Szwajcarii. Dlatego niektóre niespodzianki są jednocześnie zegarami – np. błękitne jajo podarowane wdowie po Aleksandrze.

Na tym luksusowym prezencie umieszczono zegar, którego wskazówką jest język bogato zdobionego węża. Inny majstersztyk to jajo dokumentujące budowę kolei transsyberyjskiej. Skorupka kryła w sobie złoty model kolejki z 4 wagonami, który na dodatek był nakręcany kluczem i jeździł! Złotnik wykonał także jaja z mechanicznym pawiem, kogutem, słoniem i łabędziem.

Sen bogaczy

Dziś jaja Fabergé uznaje się za szczytowe osiągnięcie sztuki jubilerskiej XIX stulecia, ale w czasach kiedy powstawały, nie były powszechnie znane. Kilka z nich pokazano w 1900 roku w Paryżu, kilka na charytatywnej wystawie zorganizowanej przez barona von Dervis w Petersburgu. Jednak możni tego świata szybko się zorientowali, jakie cacka wytwarza dla cara wyjątkowy złotnik, i zapragnęli podobnych. Pierwszy był petersburski bogacz Aleksander Kelch.

Od 1898 do 1904 roku kupował po jednym wielkanocnym jaju. Wśród nich było takie z ukrytą bombonierą oraz inne w kształcie szyszki. W ślady Klecha poszli kolejni możni. Fabergé wykonał jaja „carskiej jakości” dla księżnej Marlborough (z zegarem) oraz dla Emanuela Nobla, siostrzeńca Alfreda.

Ostatnimi produkcjami „Domu Fabergé” było jajo z karelskiej brzozy oraz szklana sfera przedstawiająca układ gwiazd w dniu narodzin carewicza. Tego drugiego nie dokończono. Wykonano je w 1917 roku, wkrótce rewolucja zmiotła całą tradycję rosyjskiego mieszczaństwa, czyli klientów firmy Fabergé. Część jajek rozprzedano, część pozostała w Rosji. Niektóre zaginęły, inne mają anonimowi zbieracze.

Część kolekcji wróciła do Rosji, gdy biznesmen Wiktor Wekselberg wykupił zbiory od magnata prasowego Malcolma Forbesa. W 2007 roku sensacją stała się sprzedaż jaja Rothschildów, o którego istnieniu do tej pory nikt nie wiedział. Zaopatrzony w zegar przedmiot znalazł nowego właściciela za 18,5 mln dolarów. Co godzinę wyskakuje z niego miniaturowy kogut, który rusza się jak kukułka. Poszukiwanie oryginalnych carskich jaj Fabergé to rozrywka dla możnych tego świata, ale sporą popularnością cieszą się licznie produkowane repliki.


Tekst: Stanisław Gieżyński
Wykorzystano: „The Fabergé Menagerie at the Walters Art Museum”, Philip Wilson Publishers
Fotografie: East News, BE&W, katalogi muzealne

reklama