#zostańwdomu czytaj e-wydanie - tylko 8,99 zł
reklama

W domku lalek

Kolekcje

Panna Julia mieszka w kamienicy z lat 30. Lubi solidne, ręcznie malowane meble, ma słabość do kryształowych żyrandoli i bibelotów. Co tu dużo mówić – nieźle zagraciła dom. Wazoniki z kwiatami, koronkowe serwetki, haftowane poduszki, pudła ze skarbami i wszędzie porozrzucane damskie fatałaszki. Na sprzątanie przyjdzie czas, póki co plotkuje z przyjaciółką w saloniku, popijając herbatę z zielonej porcelany. Służąca, która krząta się po niewielkiej kuchni, za chwilę poda też ciasto. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ta urocza brunetka w trochę niemodnej sukni z plisami mierzy zaledwie 15 centymetrów i mieszka w domku dla lalek.

Remont u Panny Julii

Swoje luksusowe życie zawdzięcza Anecie Popiel-Machnickiej, która z zawodu jest reżyserem filmowym i scenarzystą, a prywatnie złotą rączką i kolekcjonerką nietypowych zabawek. Posiadłość dla panny Julii kupiła i całkowicie wyremontowała.


Rezydencja była podniszczonym współczesnym domkiem, który dla wnucząt zrobił pewien dziadek-stolarz. Aneta położyła kafle, wytapetowała ściany i skompletowała drobiazgi. – Zbieram przeróżne szpargały, bo wszystko może się przydać. Koralik okazuje się idealną podstawą lampy, biały guzik po zaklejeniu dziurek – talerzykiem, a z korkowej podstawki można zrobić blat stołu – Aneta opowiada, w jaki sposób patrzy na drobne przedmioty. Nieraz to patrzenie trochę ją przeraża – no bo jeśli zastanawia się nad kupnem perfum tylko dla intrygującej zakrętki, czy to nie oznacza, że zaszła za daleko? Musi pomyśleć więc o innym kryształowym żyrandolu dla swojej podopiecznej.

Mebelki wynajduje na serwisach aukcyjnych, a potem je odnawia. Zaczyna od gruntownego czyszczenia: maluje, dobiera tkaninę i tapiceruje. Jeszcze wydzierga włóczkowe narzuty, uszyje zasłony, poduszki i zapełni szuflady babskimi fatałaszkami, na wieszaku powiesi zrobioną z pluszu torebeczkę, parasolkę, korale. Kuchnię ozdobi nawet wyhaftowaną makatką z napisem "Dobrego Apetytu".

Trudno sobie wyobrazić, ile pracy wymaga jeden tylko domek, a Aneta ma ich dwadzieścia (do obejrzenia na wystawie "La Belle Epoque" w Muzeum Zabawek i Zabawy w Kielcach), kolejnych piętnaście remontuje.


Elektryka w skali mikro

Zaczęła niewinnie, od spełnienia marzeń z dzieciństwa. – Jak byłam mała, bawiłam się mebelkami zrobionymi ze zwyczajnych pudełek, które ustawiałam na półce w regale. Kiedy urodziła się moja córka, pomyślałam, że sprezentuję jej prawdziwy domek. Ślęczałam nad nim półtora roku. Nazwałam go na cześć małej "domkiem Rózi" – wyjaśnia.


Szybko jednak doszła do wniosku, że to i owo zrobiłaby lepiej. A że nakupowała za dużo mebli, wylicytowała na e-bayu aptekę. Była z 1910 roku i oczywiście do remontu. Na początku Aneta bała się za nią zabrać, żeby czegoś nie zepsuć. Przyznaje, że nie miała jeszcze doświadczenia. Zaczęła wertować książki o historii sztuki i wystroju wnętrz, podszkoliła się z historii mody i materiałoznawstwa, nauczyła stolarstwa, przyklejania kafli, a nawet elektryki w skali mikro, bo jej lalki nie siedzą po ciemku. Do pracy włączyły się dzieci – córeczka została specjalistką od malowania dachów, kominów i ścian, a synek jak zawodowiec kładzie podłogi. Najważniejsze, że mają wtedy czas tylko dla siebie, rozmawiają o tym, jak kiedyś żyli ludzie, co robili i czym się zachwycali.


Zabawa w pogrzeb

O tym, że domki mogą uczyć, było wiadomo już na początku domkowej manii, czyli gdzieś około XVII wieku. Wtedy to pewien francuski kardynał sprezentował księżniczce d’Enhien... pokój położnicy! W komplecie z kilkoma lalkami – rodzącą, akuszerką, mamką, nianią, babcią i niemowlęciem. Zabawa w poród miała dziewczynkę oswoić z sytuacją, w której w przyszłości się znajdzie. Niezwykłe jest też to, że uświadamianiem zajął się ksiądz. I to trzysta lat temu!

Wiek później w krajach mocno katolickich ruszyła produkcja małych kościołów, kaplic i zakonów z lalkami przedstawiającymi klaryski, bernardynki, biskupów czy świętych. Dzieciaki bawiły się w nabożeństwa, udzielały ślubów, celebrowały pogrzeby. Rodzice mieli nadzieję, że dzięki temu latorośl zostanie kiedyś duchownym.

W Niemczech z kolei furorę robiły kuchnie – pokoiki wyposażone we wszystko, co potrzebne do gotowania, od ceramicznych naczyń, po komplety sreber. Panienki z dobrego domu uczyły się prowadzić lalkowy dom, by sprawdzić się potem w roli gospodyni i matki. Dzieci tak samo jak dziś lubiły bawić się w sklep, szkołę, aptekę czy lekarza. Pani Aneta poszła jeszcze dalej. – Zrobiłam kiedyś klinikę weterynaryjną z lat 30. Ze wszystkimi narzędziami medycznymi, stolikiem zabiegowym, parawanem… Zaprojektowałam nawet etykiety na leki. W klinice przyjmuje lekarz, a pacjenci z pupilami czekają na swoją kolej, mogą też zrobić zakupy w sklepiku. Pomysłów na urządzanie ma mnóstwo. – Ich realizacja w skali 1 : 1 byłaby niemożliwa. W skali 1 : 12 nic mnie nie ogranicza – śmieje się Aneta. – W weekend mogę przemeblować cały dom.




Domek prestiżowy

Paradoksalnie większość domków nie służyła zabawie. No bo jak na przykład w dziecięce nieuważne rączki oddać miniaturowy pałac, nad którym przez cztery lata ślęczało siedemdziesięciu artystów? Idealny jest natomiast na prezent dla dorosłej królowej.

Mowa tu o najbardziej spektakularnej "zabawce" – replice XVIII-wiecznego pałacu. Poddani podarowali go królowej Marii, czyli babci obecnie panującej Elżbiety II. Rezydencja miała 2,5 metra długości i 1,6 szerokości, a w środku było to, co władczyni do życia potrzebne. Z kranu leciała nawet ciepła woda, działały cztery windy, w garażu stały królewskie samochody, w piwniczce piętrzyły się butelki z prawdziwym alkoholem, a w bibliotece ponad trzysta woluminów (z tytułami na grzbietach). Działał nawet miniaturowy gramofon, choć w kółko grał jedną tylko melodię – hymn. Oczywiście pieczołowicie odtworzono meble, żyrandole, tapety. Replikę zobaczymy na zamku Windsor.

Eleganckie domki zamożni ustawiali w salonie. W ten sposób chwalili się przed gośćmi bogactwem i pokazywali pokoje dostępne tylko dla rodziny. Bywało, że w miejskiej rezydencji stawała replika wiejskiej i na odwrót – były niczym album ze zdjęciami. Nieraz miniaturowe pokoje urządzano w specjalnie do tego zrobionych kredensach: jedna półka – jeden pokój. Mieszkały w nich wytworne lalki z woskowymi rękami, porcelanowymi buziami, ubrane w jedwabne suknie, pod którymi kryły się koronkowe pantalony. Dziewczynki z podmiejskich domów bawiły się inaczej. Ich lalki były szmaciane z patyczkami zamiast rąk i nóg. Żyły w podmiejskich ubogich domkach w pokoiku z kuchnią. Wytworne zabawki robili najczęściej rzemieślnicy od normalnych sprzętów: stolarze rzeźbili meble, garncarze lepili ceramikę, ludwisarze odlewali komplety malutkich cynowych naczyń.

Poetka w furii

Domki święciły największe triumfy w XVII i XIX wieku, ale w Polsce nie cieszyły się zbytnią popularnością. Może dlatego, że w tamtych czasach zajmowała nas bardziej polityka, a kiepska sytuacja gospodarcza nie sprzyjała drogim zakupom. Dlatego Wojciech Kossak, by uszczęśliwić swoje córki, Magdalenę Samozwaniec i przyszłą poetkę Marię Pawlikowską-Jasnorzewską, sprowadził domek aż z Wiednia. Siostry codziennie bawiły się w teatr. Aktorkami były lalki mieszkające na dwóch piętrach odmalowanych przez ojca. Ale historia nie skończyła się dobrze, rozzłoszczona na Magdę Maria kopnęła z całej siły w szafę, która zachwiała się i runęła na domek. Misterne wyposażenie rozbiło się w drobny mak.

Niewiele dzieci mogło się bawić jak Kossakówny, ale z czasem ruszyła masowa produkcja i więcej rodziców stać było na zabawki. Ale były one już zupełnie inne – plastikowe, bez duszy. Nawet jeśli szły z duchem czasu. Kilka lat temu japońska firma zabawkarska zamontowała w domku prawdziwy telewizor. Był wielkości znaczka pocztowego, a odbierał pięć kanałów. Tylko czy o to chodzi?

– Dawne domki są dla mnie eleganckie, urocze i solidne – wylicza Aneta. – Niektóre tak "wybawione", że żal je odnawiać, inne zniszczone przez czas. Ale wszystkie niezwykłe. Zastanawiam się, jaki gust będą miały dziewczynki, które bawią się różowymi wytworami domopochodnymi.

Dlatego z taką pasją ratuje zabawki z przeszłości. O tym, że robi to dobrze, świadczy przesyłka, którą niedawno dostała. W paczuszce były malutkie meble i kartka "U Pani będzie im lepiej". Do dzisiaj nie wie, od kogo przyszła, choć zamazany stempel pocztowy studiowała nawet pod lupą.

Tekst: Beata Woźniak
Zdjęcia: Aneta Popiel-Machnicka
Wykorzystałam: „Dom lalki – rzeczywistość w miniaturze”, Muzeum Historii Katowic, Katowice 2011.
Więcej: na stronie Anety Popiel-Machnickiej: www.belleepoque.pl
A Także w Muzeum Zabawek i Zabawy w Kielcach, gdzie zobaczymy wystawę „La belle epoque” – czynna do 31 grudnia.

Nr 9 (117/2012)  

reklama
reklama
reklama