Malarstwo Bettiny Bereś wyznacza cykl pór roku. – Pracuję sezonowo. W lecie uprawiam ogródek. W zimie maluję – mówi artystka. Tak więc pomysły z wiosny i lata muszą poczekać na chłodne, szare dni, zanim trafią na płótno, bo dopiero wtedy malarka zasiada do sztalug.

Nieprzyjazne zimno za oknem i nostalgiczna pora roku sprawiają, że domowe zacisze przykuwa jej uwagę. Skupienie się na tym, co bliskie, przyszło jednak Bettinie Bereś z czasem. – W latach osiemdziesiątych moje obrazy były ekspresyjne, egzotyczne, bujne i w formie, i w kolorze, często dowcipne, z anegdotą. Tak reagowałam na ówczesną szarzyznę – opowiada. – Dziś czasy się zmieniły, a ja nagle się zorientowałam, że nie lubię agresji, która zapanowała, że świat oblepiony reklamami wcale mi się nie podoba.

Dlatego w malarstwie zaczęłam szukać wyciszenia. Odeszłam od figuracji, redukowałam motywy, aż na obrazach został tylko jeden przedmiot i często niezamalowane partie płótna – tłumaczy. Już post factum uświadomiła sobie, że to była jej reakcja na wszechobecny zgiełk. – Ale ta przemiana przyszła intuicyjnie – dodaje artystka.

Dom to jej świat. Jak dobra gospodyni robi obchód swoich włości i znajduje bohaterów obrazów. W kuchni przygląda się miskom, kwiatkom w doniczkach, butelkom, garnkom i syfonom, w łazience rurom, kurkom, umywalce, wannie, piecykowi gazowemu, pralce. Nawet odprowadzanie dzieci do szkoły ma głębszy, malarski sens: rzędy haczyków na worki z kapciami w szatni albo blaszane wózki na stołówce, a na nich dzbanki z kompotem.

W obrazach Bettiny Bereś jest tajemnica – nie widać na nich ludzi, ale wiadomo, że ktoś za chwilę rozwiesi pranie na sznurku, przypnie klamerkami bieliznę, wyłączy gaz pod czajnikiem, weźmie kąpiel w wielkiej wannie. Artystka pokazuje świat, w którym żyjemy, a którego urody często nie dostrzegamy, bo tak do niego przywykliśmy.

Przedmioty na jej obrazach są pospolite, zgrzebne, wyciągnięte z lamusa – Czasem łapałam się na myśli, że nie pamiętam, jak wygląda na przykład sklepowa waga – tłumaczy malarka. – Szłam do sklepu, a tam już nie było starej wagi, tylko nowa, elektroniczna. Malowanie tych przedmiotów to trochę ocalenie świata, który tak szybko się zmienia – dodaje.

W dzisiejszym chaosie dobrze jest odnaleźć równowagę i poczucie bezpieczeństwa w tym, co nam dobrze znane. Malarstwo Bettiny Bereś jest takim właśnie poszukiwaniem spokoju, afirmacją codzienności. A proste formy, monochromatyczne barwy, oszczędnie kładziona farba na jej obrazach przywodzą na myśl ciszę i skupienie zimowych dni, kiedy świat na chwilę zwalnia.


Tekst: Małgorzata Czyńska
Fotografie: archiwum artystki

reklama