Z malarką - Joanną Karpowicz, rozmawia Staszek Gieżyński.

 

Opowiedz mi o Ameryce.


Nigdy tam nie byłam! (śmiech). Moja ostatnia wystawa miała tytuł „L.A. Woman”, to takie echa komiksu, nad którym pracowałam. „Anastazja” dzieje się właśnie w Los Angeles. Magda Lankosz, scenarzystka, opowiadała mi o świetle, jakie tam jest, zupełnie jak niewidomemu. I to jest takie moje wyobrażenie. Nie przeszkadza mi, że ktoś zobaczy nawiązania do amerykańskich malarzy. Hopper, Hockney, Wyeth – oni są mi bliscy.

 

Świat popkultury też.


Jestem dzieckiem filmów s.f. Potrafię w sposób impresjonistyczny namalować lądowanie UFO. Statki obcych, hołdy dla „Gwiezdnych wojen” pojawiały się w moich pracach. Ale namalowałam też plakat artystyczny do filmu Joanny Kos-Krauze „Ptaki śpiewają w Kigali”. To jest siła malarstwa – masz milion możliwości. Wyobraźnia szaleje, nie możesz się zdecydować, co wybrać. Takie malowanie po dziecięcemu, ale ja się tego nie wstydzę. W sztuce staram się nie gubić zabawy. Oczywiście bywa też tajemnica i niepokój.

 

Stąd twoja seria obrazów z Anubisem?

 

Zaczęłam je malować po śmierci ojca. Te obrazy są dla mnie osobiste, ale okazuje się, że także dla moich klientów. Zaczynają się otwierać, jedni widzą w nich stratę, inni otuchę.

 

reklama

 

Jesteś bardziej malarką czy autorką komiksów?

 

W języku malarskim mówisz jednym kadrem i fajne jest to, że widz sobie dopowiada. Komiks to ciąg obrazków. Historię opowiadam wedle czyjejś recepty. Kiedyś wydawało mi się, że to dwa różne światy, ale one się jakoś zeszły. Ludzie, którzy kupowali moje obrazy, zaczęli się interesować komiksem. I na odwrót. Szybko rozwija się rynek oryginalnych plansz komiksowych. Powiem wręcz, że ceny takich oryginałów kształtują ceny moich obrazów.

 

Nie boisz się, że twoje malarstwo nie będzie traktowane jako „poważna” sztuka?

 

Wiele osób mówiło mi, że dzięki moim pracom zaczęło interesować się sztuką. Ja robię obraz, z którym można być blisko. Wieszasz go na ścianie i wchodzisz do tego świata. To nie może być coś, co jest obce. Z „wielką” sztuką z muzeów trudno żyć na co dzień. Nie nadaje się do mieszkań. Moje obrazy stają się współlokatorami, z czasem przyjaciółmi, a nawet członkami rodziny. Czy może być większy sens w tworzeniu sztuki?

 

Joanna Karpowicz skończyła ASP w Krakowie. Malarstwo to kontuzjogenny zawód, więc dla kondycji biega, pływa i chodzi po górach. Przy pracy asystuje jej kocica Dante.

 

Kontakt do artysty: joannakarpowicz.pl
Zdjęcia: archiwum artystki