Ula, czyli Ushii, na swoim blogu: „Nie lubię przedmiotów, które zadowalają mnie tylko częściowo. To jak z facetem: musi być miłość od pierwszego wejrzenia i na sto procent!”.


 

Pastelowe mieszkanie na poddaszu

Wejść na blog Ushii to jak zapaść się w białoróżową watę cukrową. To jak powrót do najprzyjemniejszych wspomnień z dzieciństwa, wędrowanie od jednego pięknego przedmiotu do drugiego, od karteczek, notesików i dziewczyńskich ozdóbek do uroczo zaaranżowanych zakątków.

Wiem, bo sama spędziłam tam wiele godzin. Dałam się wciągnąć w magiczne opowieści o rzeczach, których na pierwszy rzut oka nie widać w tym pastelowym mieszkanku. Jednak i wizyta na poddaszu miała swoje plusy: poznałam Ulę oraz smak boskich babeczek z wiśniami.

 

Kobieca aranżacja: poddasze z duszą

Patrząc na to wszystko, myślę: w stu procentach babskie królestwo. I to żywcem przeniesione ze starych książek o „prawdziwych” kobietkach. A przecież widzę, że Ula wcale nie jest stereotypową kobietką. – Byłam mało dziewczynkowata. Żadnych lalek i wózków. Samochodziki i zabawy w kosmos – opowiada. – Na urodziny wolałam dostać młotek niż lalkę, a pierwszą miłością mego życia była wiertarka.

reklama



Już w dzieciństwie razem z tatą kompletowała narzędzia. Dzisiaj jej ubrania muszą dzielić garderobę z podręcznym warsztatem, i to takim, którego by się nie powstydził prawdziwy majsterkowicz. Swój „kraft kącik”, przy którym tworzy cuda z papieru, materiału, tasiemek, koronek i guzików, też zrobiła sama, to znaczy z pomocą narzeczonego, który wyremontował stolik – dorobił szufladki, nóżki i uchwyty. Ten bzik wyczarowywania nowych sprzętów ze starych i zużytych Ula ma po mamie. Odkąd pamięta, meble z duszą, odnawiane, przemalowywane, wędrowały po całym domu.


Ulubione przedmioty i motywy Uli to: domki, klatki dla ptaków, wstążeczki, koniki, ramki, dzbanki i wszystkie „staruszki”, czyli prawdziwe perełki vintage. No i foremki do pieczenia pyszności. Są tak ładne, że można nimi dekorować kuchnię. Wyszło mi, że mam co najmniej 24 rodzaje (nie sztuki!) różnych form do ciast i ciastek.

Wszystkich często używam. Oczywiście „normalnemu” człowiekowi, który nie ma takiego fisia jak ja, wystarczy ich o wiele mniej – pisze na blogu.

Takich szaleństw i bzików Ula ma jeszcze kilka. Składają się one na jej małe królestwo retro. Z bloga Ushii: Nie wiem, czy powinnam się przyznawać, bo to normalne raczej nie jest. :) Ale uwielbiam drewniane łyżki. Ilekroć widzę gdzieś jakieś, muszę je sobie pomacać, powąchać i ogólnie się nimi nacieszyć… Ale nie mam gigantycznego zbioru – wciąż te same, ukochane, towarzyszą mi od lat.

 

Drugie życie odnowionych przedmiotów

Ula wszędzie wypatruje potrzebnych jej przedmiotów. Wymyśli sobie coś, a potem tak długo szuka, aż znajdzie (na starociach, targowiskach, w dziwnych galeryjkach). A jeśli nie jest idealnie takie, jak sobie wymarzyła, to przerabia. Potrafi ze zwykłej – i niepięknej – rzeczy, kupionej w sklepie ze wszystkim po 5 złotych, zrobić cacuszko.

Można jeszcze zrozumieć, że w podniszczonej szafeczce sprzed pół wieku zobaczy jej przyszłe świetliste życie – w romantycznym, pobielanym, odnawianym stylu. Ale że okropny plastikowy segregator z suwakiem będzie umiała zamienić w czarodziejską księgę oprawianą w płótno, zdobioną magicznymi napisami – tego za nic nie da się pojąć!

 


Tekst: Michalina Kaczmarkiewicz
Stylizacja: Jolanta Musiałowicz
Zdjęcia: Aleksander Rutkowski
Adres bloga Ushii: ushiilandia.blogspot.com