Proszę państwa, drewniany strop to niemożliwe, to abstrakcja, tego nie da się zrobić – usłyszeli Agata i Maciej, gdy z gotowym projektem szukali architekta, który podpisałby się pod ich pomysłami. Dziesięć lat temu nikomu nie mieściło się w głowie, że stropy domu mogą być drewniane. Żelbet, beton jak najbardziej. Ale drewno?

Jednak po długich poszukiwaniach udało się znaleźć śmiałka i dom ich marzeń stanął pod Łodzią, a drewniana konstrukcja jest nie lada ozdobą. Bo dla Agaty i Maćka nie ma rzeczy niemożliwych. Kiedy sobie coś wymyślą, musi się spełnić. Ona pochodzi z rodziny architektów, on jest grafikiem i fotografem, więc bez problemu przelali wizję na papier. Sami zresztą też niejedno w domu zrobili.


Jak choćby ceglaną ścianę. – Długo szukaliśmy cegieł lekko spłowiałych i wyglądających na stare – wspominają. – Wertowaliśmy internet, pytaliśmy znajomych, aż w końcu jeden z nich przypomniał sobie o niewielkiej, rodzinnej cegielni pod Łowiczem. Maciej, nie namyślając się wiele, wsiadł do samochodu i pojechał. Gdy mistrz ceglarstwa z synem usłyszeli, czego szuka, zakrzyknęli: „Panie, wiemy, o co panu chodzi. Był tu niedawno taki sam wariat i mu piękne cegły zrobilim!”. I tak mamy ścianę z ręcznie robionych, wypalanych cegieł – śmieje się Agata.

 

Jeszcze więcej Maciek napracował się przy schodach na antresolę. Zrobił je z szyn i podłogowych desek. Są ażurowe, żeby nie zatrzymywały światła. Bo to ono jest w domu najważniejsze, jak na obrazach impresjonistów. Nie zatrzymują go ani meble, ani niepotrzebne bibeloty. Wszystkiego tu w sam raz. Gospodarze zachowują tylko rzeczy, które mają dla nich szczególną wartość. Jak fotel po babci (stoi przed kominkiem), w którym ta godzinami stawiała sobie i rodzinie pasjansy, skutecznie poprawiając bliskim humor. I coś w tych wróżbach było, bo Agata pamięta kilka, które się spełniły. Babcia nieraz przepowiadała, że wnuczka będzie miała ciekawe, choć trudne życie, ale znajdzie siłę i pokona problemy. I to wszystko się teraz sprawdza.
 

Zatrzymali jeszcze pianino, na którym dawniej grywali dziadek i tata Agaty. Obydwaj byli genialnymi samoukami ze słuchem absolutnym. Często zdarzały się im spontaniczne koncerty, na które natychmiast zbiegali się nie tylko domownicy, ale i tłumy sąsiadów, gdy brakowało miejsca w mieszkaniu, nawet pod okna. Dziś instrument też nie jest ozdobą. Grywają na nim Maciej z synem i, choć do talentu dziadków im daleko, ich bluesowe kawałki również potrafią poruszyć.

Zachowali także obraz namalowany przez przyjaciółkę Agaty, absolwentkę łódzkiej szkoły sztuk plastycznych. – To jej praca dyplomowa – zamyśla się gospodyni. – Podarowała mi go przed wyjazdem do Szwecji. Obie miałyśmy wrażenie, że żegnamy się na zawsze. W Szwecji zrezygnowała z malowania i została okulistką. Gdy odwiedziła nas po latach i zobaczyła swoje dzieło, nie mogła opanować wzruszenia.

Ale dla Agaty równie ważny co dom jest ogród. Mogłaby z niego nie wychodzić. Hoduje zioła, z których robi potem naturalne kosmetyki, pachnące octy i oliwy. Jej specjalność to ziołowe pilingi. Rozmarynowy doskonale znają wszystkie przyjaciółki, rozgrzewa i zwalcza cellulit jak żaden inny specyfik. A gdy zostaje jej jeszcze trochę czasu, szyje, filcuje i robi oryginalną biżuterią. Mocniej od żony z artystyczną duszą stąpa po ziemi Maciek. Nie ma rzeczy, którą by się nie interesował, człowiek orkiestra – mawiają przyjaciele. Marzyć lubią jednak oboje. – Już po cichu myślimy o nowym domu, gdzieś na Warmii, gdzie przestrzeń jest niczym nieograniczona, zioła rosną jak szalone, a powietrze pachnie wiatrem – zdradzają.


Tekst i stylizacja: Joanna Włodarska
Zdjęcia: Rafał Lipski

reklama