Facebook Google plus Dodaj do ulubionych Drukuj Email Małe litery Średnie litery Duże litery

Poddasze jak w Paryżu

Salon Metalowe ażurowe schody (Atrium) składają się jak wachlarz. Zdjęcia: Aneta Tryczyńska, Stylizacja: Anna Olga Chmielewska  
 
 

Na ten temat:

Nie wiesz, w co oprawić łazienkowe lustro albo jaką położyć podłogę? Fachowcy znowu spaprali robotę? Zawsze możesz zadzwonić do zaprzyjaźnionego fryzjera.

 

Jak urządzić mieszkanie? Zapytaj.

Dobry fryzjer jest na wagę złota. To facet trochę jak barman; nie tylko miesza i polewa drinki, ale również z anielską cierpliwością wysłuchuje przydługich i nie zawsze szczęśliwych historii życia.


Piotr pomiędzy ciachnięciem grzywki albo wycieniowaniem bokobrodów doradza. Niekoniecznie w sprawie fryzur. Zasiadasz w jego salonie przy ulicy Wilczej 18 w Warszawie i czekasz, aż zmieni cię w bóstwo. Przy okazji opowiadasz o sobie, domu, ot, choćby że szukasz fajnego mebla, lodówki czy desek na podłogę w kuchni i nie możesz znaleźć. On, sprawnie manipulując nożyczkami, pomaga rozwiązać problem.

 

Pomysłowe aranżacje wnętrz


Pomysłów ma mnóstwo. Wystarczy spojrzeć na jego mieszkanie. Ni to polska wieś, ni skandynawska, ni francuska.

reklama
Jasne, wysokie wnętrze pełne mebli z drewna i metalu. – Moja dziewczyna Ania i ja bardzo lubimy takie miksy. Dobraliśmy się jak w korcu maku – mówi Piotr, głaszcząc Cookie. Popijamy kawę z mlekiem w kuchni, a szczeniak próbuje zwędzić ze stołu kokosankę. – Chłodne lśnienie i matowe deski sprawiają, że nie mamy tu starej stodoły, tylko ciepłe wnętrze, domowe, ale z odrobiną szaleństwa.

 

Styl eklektyczny, czyli sztuka miesz(k)ania


Trudno ten styl nazwać. Podnosi do rangi sztuki przedmioty, które ktoś inny dawno wyrzuciłby na śmietnik. Miesza odrapane mieszczańskie antyki i mocno przykurzony luksus z meblami, które stały kiedyś w fabrykach. Zamiast porcelanowej cukiernicy – malowana puszka, zamiast kryształowego żyrandola – żarówka na ozdobnym kablu. Taka recyklingowa moda, na punkcie której oszalał świat. – Byłem ostatnio w Lucernie – opowiada Piotr. – Mają tam bzika na punkcie starych, odzyskanych mebli. Są wyjątkowe.


On i Ania też takie lubią. W pokoju stoi na przykład taborecik, któremu na grzbiet kapał niejeden deszcz, stolikiem kawowym jest lekko nadgryziony rdzą kufer podróżny, biurko udaje konsolka, odmalowana farbą olejną. – Skrzynia to antyk z 1900 roku. Znalazłem w środku napisy i stemple cyrylicą. Rosjanie wozili w nim zegarki na światową wystawę do Paryża – opowiada Piotr. – Kupiliśmy ją z Anią na Kole.

 

Z bazaru staroci przyjechała też metalowa szafka na narzędzia – ostatni nabytek. Gdzieniegdzie wgnieciona, lecz odczyszczona na wysoki połysk wygląda rewelacyjnie. Stała kiedyś we francuskim warsztacie samochodowym na przedmieściach Paryża. Bardzo podobne meble fabryczne, z grubymi spawami na wierzchu, pokazywała na ostatnich targach w Mediolanie firma Diesel – kolekcję vintage do salonu zrobiła wspólnie z dizajnerskim Moroso. Na swój czas czeka teraz u rodziców Piotra w Lwówku Śląskim kolejny staruszek – magiel, wciąż na chodzie. – Na razie potrzebujemy jednak biurka, bo Ania studiuje, a na maglownicy nie da się rozłożyć książek.

 

Fryzjer od mebli


Jak to się stało, że specjalista od włosów zabrał się za meble? – Kupiliśmy za bezcen chałupę do rozbiórki, a że salon fryzjerski mam z kolegą Kamilem, a jego tata jest stolarzem w Bielsku Podlaskim, zaczęliśmy projektować meble. Chcieliśmy, żeby były takie grubo ciosane, mocne, jak te deski ze starej chałupy. I naturalne – jeśli w drewnie jest jakaś skaza, niech zostanie, taka jego uroda.


Gdy babcia Kamila zobaczyła te nasze meble, załamała ręce: „Toż to na opał dobre, nie do domu”. Nic dziwnego, że narzekała. Wcześniej pan Zbigniew nie miał takich zamówień. ­Szybko jednak wyczuł, o co chodzi. Teraz ma masę roboty, bo meble spodobały się znajomym i klientom, którzy przychodzą się ostrzyc. Do domu ciągle ktoś wpadał, żeby je obejrzeć. – A jak pomalowaliśmy podłogę w kratę a la arlekin, koledzy oszaleli. Wszyscy chcą mieć taką samą i już zaczęli ustawiać się w kolejce.


Mieszkają tu z Anią od roku – wprowadzili się tuż przed Bożym Narodzeniem, 23 grudnia. – Rodzice już dojeżdżali do Warszawy – wspomina Piotr – a ja jeszcze podłączałem piecyk i lodówkę. Na szczęście mama przywiozła całe jedzenie, my je tylko podgrzaliśmy. Ale i tak zrobiło się magicznie.

 

POLECAMY TAKŻE: Energetyczna czerwień: poddasze z kolorem

Tekst: Joanna Halena
Stylizacja: Anna Olga Chmielewska
Zdjęcia: Aneta Tryczyńska
Za pomoc w sesji dziękujemy firmom: NAP, Secret Life, Reset, Likus Home

Weranda - marzec 2013

Zobacz również:

Archiwum na rok 2016
Numery z:
Okładka numeru.
  • Wilki budzą w nas lęk, ale to my jesteśmy dla nich zagrożeniem. ADAM WAJRAK opowiada, dlaczego nie musimy się ich bać.

    zobacz więcej »
Copyright © 2016 Weranda   |   Wydawnictwo Te-Jot Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością Spółka komandytowa