Choć styl gustawiański ma monarszy rodowód, to nie jest nadmiernie bogaty. Za to dekoracyjny i prosty, piękny i skromny.


Proste meble, wypłowiałe kolory

Swoją nazwę styl zawdzięcza Gustawowi III i jego podróży do Wersalu. Król miał wtedy 25 lat i chłonął świat. Pałac młodziutkiego Ludwika XVI zrobił na nim ogromne wrażenie. Postanowił więc neoklasycystyczne mebelki wstawić do swojej rezydencji pod Sztokholmem. A że na Północy jest mało słońca, kazał je rozbielić i uprościć: ciężkie ozdoby zastąpiły delikatne girlandki, żłobienia czy gzymsy.

Ważne też były pozostałe kolory we wnętrzu. Na ścianach, podłogach, tkaninach pojawiły się spłowiałe błękity i szałwiowa zieleń, pastelowe róże, beże. Z czasem styl gustawiański porzucił kolory na rzecz bieli i szarości.

Królewskie pomysły szybko podchwycili biedniejsi, tym bardziej że robione z taniego drewna sosnowego meble były też praktyczne. Rozkładane stoły, wysuwane blaty czy podręczne szuflady to szwedzkie wynalazki.

reklama



Naturalne tkaniny oraz stałe dodatki: lustro, żyrandol i zegar 

Do rozświetlonych wnętrz pasowały surowe obicia kanap, najczęściej lniane, bawełniane, jedwabne w naturalnych kolorach, nieraz z pasami, kratą albo delikatnymi kwiatami.

Marmurowe posadzki zastąpiły bielone deski, a freski na ścianach – biała czy kremowa farba. Wszędzie wieszano lustra i kryształowe żyrandole.

Obowiązkowy był też zegar Mora (od nazwy miasteczka w środkowej Szwecji). Okoliczna ludność zajmowała się rolnictwem, a kiedy przychodziły chude czasy, brała się do robienia zegarów. Pierwszy skonstruował zegarmistrz Krång Anders Andersson w 1792 roku. Mora produkowane są do dziś, a sam styl nie stracił na uroku.

opracowanie: Beata Woźniak 
zdjęcia: Rafał Lipski, Dariusz Radej, Aneta Tryczyńska, materiały prasowe