Ludwik XV miał takie z żaluzyjkami, Sienkiewicz mahoniowe, Barack Obama pracuje przy ponadstuletnim, dębowym. A jakie biurko podoba się Państwu?

Nigdy nie zapomnę zadymionego gabinetu dziadka z dziwnym meblem, który nazywałam komodą na wysokich obcasach. Ale nie ów dziwny kształt najbardziej fascynował. Gdy tylko udało mi się zakraść do królestwa dziadka, otwierałam drzwiczki tego cuda i stawałam zauroczona – ile tam było przegródek, ile malutkich szufladek! Nigdy nie mogłam się zdecydować, którą otworzyć pierwszą. Po latach dowiedziałam się, że to był kabinet – przodek biurka.

Kabinety pojawiły się już w XV-wiecznych Włoszech, ale najpierw przypominały skrzynie z szufladami do przechowywania kosztowności i papierów, a ustawiano je na stołach i komodach. Ponad sto lat później stały się samodzielnymi meblami – były to jakby szafki (czasem jedna na drugiej) na wyższych lub zupełnie niskich nóżkach z wysuwanym albo odchylanym blatem do pisania.

Należały wówczas do najpiękniej zdobionych i najdroższych mebli. Od szlachetnych materiałów mogło się zakręcić w głowie – heban, laka, złocone drewno, drewno różane, drewno satynowane, inkrustowane kością słoniową, szylkretem, masą perłową, lapis-lazuli..... Pierwszy mebel przypominający współczesne biurka zrobił w II połowie XVII wieku dla „króla Słońce” nadworny ebenista André Charles Boulle. – To tak zwane bureau plat, zresztą bardzo popularne we Francji do dziś – mówi Joanna Hübner, historyk sztuki, właścicielka warszawskiej Galerii Dynasy.

Miał cienkie nóżki w kształcie lir, a pod blatem jedną mniejszą szufladę pośrodku i dwa rzędy szuflad po bokach. Boulle robił je także dla bogatych arystokratów i mieszczan. Jego meble, przeważnie z hebanu, zdobiły markieterie (to inkrustacja kilkoma różnymi materiałami, Boulle najchętniej łączył miedź z szylkretem).

Zaczynał się XVIII wiek. W Anglii pojawiły się „biurka z miejscem na kolana” (między rzędami szuflad wnęka na nogi), a w całej Europie nadchodziły czasy świetności tego mebla. – Wtedy właśnie narodziły się modele żaluzjowe z zamykaną klapką, tak zwane biurka cylindryczne oraz sekretarzyki dla kobiet – dodaje pani Joanna. Te pierwsze, przeważnie prostokątne stoły na wysokich nogach z szufladami i nadstawą, zamykane były pokrywą chowającą się do wewnątrz mebla, drugie nawiązywały do kabinetów i różniły tym, że blaty do pisania były tylko odchylane. – Biurka zdobiły malowidła, bogate intarsje, grafiki i brązy, cenne kamienie – opowiada pani Joanna.

Do tego miały mnóstwo skrytek: szuflady z podwójnym dnem, w ten sam sposób robione blaty czy boki biurka, w końcu schowki ukryte za ruchomymi elementami dekoracyjnymi. Wszystko zmyślnie się otwierało. – Zamaskowane mechanizmy bywały zaskakująco nowoczesne.

Wystarczyło na przykład lekko przycisnąć blat nad szufladą, żeby ta sama się wysuwała – podkreśla historyk sztuki. W II połowie XVIII wieku pojawiły się jeszcze kantorki – biurka do pisania na stojąco. Niewygodnie? Skądże! Przy kantorkach powstawały najsłynniejsze powieści, jak choćby sześciusetstronicowa „Komu bije dzwon” Ernesta Hemingwaya. Autor twierdził podobno, że na stojąco pisze krócej i zwięźlej.

Zdarzało się, że te najbardziej drogocenne biurka głowy państw dawały sobie w prezencie. Piękny kabinet, który dziś możemy podziwiać w krakowskim kościele kapucynów (jeden z czterech autorstwa słynnego Giacomo Hermana), to dar papieża Innocentego XI dla Jana Sobieskiego. Z kolei w Białym Domu biurko, przy którym urzędują kolejni prezydenci USA, królowa Wiktoria sprezentowała ówczesnej głowie państwa Rutherfordowi Hayesowi. Zostało zrobione z drewna XIX-wiecznego brytyjskiego żaglowca „Resolute”, który Amerykanie ocalili, gdy utknął w krze, a potem zwrócili Anglikom.

Najbardziej kunsztowne biurka kosztowały oczywiście majątek, ale tak jest i dziś. Słynny mebel od Pininfariny (na deskach kreślarskich tej firmy powstawało Ferrari Testarossa, Maserati Quattroporte czy Alfa Romeo Brera) kosztuje bagatela... 13 000 dolarów! Solidna szklana tafla wspiera się na aluminiowej nodze lakierowanej na czarno lub czerwono.

W Polsce w cenie jest klasyka – za prawdziwe rarytasy trzeba zapłacić nawet 30 tys. zł. Jak mówi Joanna Hübner, najpopularniejsze są biurka artdécowskie. Pasują także do wnętrz minimalistycznych. I nawet laptop się z nimi nie gryzie. – Taki mebel, wykończony okleiną orzechową, palisandrową lub z hebanu makassar, to przy okazji świetna inwestycja – podkreśla. – Ale spójrzmy też życzliwiej na meble z lat powojennych. Ostatnio, na zagranicznych aukcjach zawrotne ceny osiągają biurka z lat 50. i 60. – zaznacza.

Co zrobić, żeby gabinet, do którego wstawimy takie cudo, nie był sztampowy? Nie przysuwajmy biurka do ściany (światło powinno padać na nie z lewej strony) i nie poprzestawajmy na tradycyjnych zestawach gabinetowych – bibliotece oraz stoliku z krzesłami. – W latach międzywojennych, gdy ukształtował się termin „gabinet”, popularne były kilimy na podłodze i na ścianie.

Ciekawie wyglądały powieszone na nich drzeworyty – podpowiada Hübner. – Do tego można dobrać kolumnę z kamienia lub drewna i ustawić na niej rzeźbę, wtedy wnętrze nabierze prestiżu. Rzecz u nas rzadka, a niesłychanie modna we Francji, to dekoracyjne podpórki do książek, z figurami zwierząt lub kobiet z brązu – wylicza. – Nie może zabraknąć też barku ze stylową karafką i zestawem kieliszków, a dla pasjonatów – karciaka albo stolika do gry w szachy.


Tekst: Katarzyna Sadłowska-Kittel, Monika A. Utnik
Fotografie: archiwa firm

reklama