Z lampami w domu jest jak z grą w kasynie. Można dużo wygrać albo dużo stracić. Idealnie dobrane światło zdziała cuda, nietrafione wszystko zmarnuje.

Im jaśniej, tym lepiej

I tego musimy się trzymać, planując światło. Potrzebujemy wielu lamp. Nie znaczy to jednak, że włączymy je wszystkie naraz! Nastrój budujemy wedle potrzeby – inaczej na rodzinny obiad, inaczej na spotkanie z przyjaciółmi. Jak poradzić sobie z wyborem tylu żyrandoli, kinkietów i lampek, aby wnętrze nie przypominało sklepu?

– Żeby doradzić klientom, muszę zobaczyć ich meble, tkaniny, poczuć klimat. Nie wyobrażam sobie wybierania oświetlenia z katalogu – tłumaczy Anna Rusiecka-Kiełczewska z salonów Goemi w Warszawie. Nie rozumie klientów, którzy żyrandol dopasowują do zawiasu w drzwiach. Bo wszystko polega na ładnym mieszaniu – stylu, formy, koloru, wielkości.

Jeśli w kuchni dominują kubiki z mlecznego szkła, dołóżmy do nich kulę. Do salonu z klasycznym oświetleniem wstawmy stojącą lampę nadnaturalnej wielkości. W lofcie obok surowych świetlówek sprawdzi się kryształowy kandelabr.

Co jest modne

Oczywiście szklane cuda z wyspy Murano. Intrygująco wygląda rozpięty podświetlony materiał czy cięty finezyjnie metal, jak żyrandole z włoskiej fabryki Masca. Pani Ania zachęca też do eksperymentów ze światłem „płynącym z dziury”. Wystarczy jedna szalona lampa, a pozostałe ukryte w podwieszanych sufitach.

Wariacje na temat światła nie są dla wszystkich. Raczej ulegają im ludzie młodzi. Większość opowiada się za tradycyjnym żyrandolem. A z tej większości większość marzy o takim z kryształami. Ale jest z nim sporo kłopotów. Jak dobrać do oświetlenia a` la Maria Teresa pozostałe źródła światła?

– Często proponuję klientom miedziane lampy. Wyszukuję je w sklepach ze starociami – podpowiada Romana Bielecka-Krupa, która urządza domy w stylu klasycznym. – Do żyrandoli z kryształami dobieram zwyczajne kinkiety, potem kupuję kryształki i wieszam po kilka na druciku. Lampy nie muszą być z jednej kolekcji, elementem łączącym jest miedź.

Do klasycznych wnętrz pasują też halogeny, ale w miedzianych oprawach albo schowane pod witrażami. Dają wtedy ładne rozproszone światło. Przy bogato zdobionym żyrandolu boczne światła mogą być zupełnie niewidoczne, schowane za gipsowymi kinkietami albo sztukateriami. – Często za gzymsami ukrywam ledowe listwy – zdradza pani Romana. Są też pewne tricki, która sprawiają wrażenie, jakby lamp było więcej. Kinkiety wieszamy na lustrach albo gipsowych medalionach pokrytych stiukiem.


Tekst: Beata Woźniak
Fotografie: archiwa firm

reklama