reklama
biała willa z werandą

Elegancja w przedwojennym stylu w willi z ażurową werandą

Rezydencje

Ażurowa weranda, kaflowy piec w salonie, stylowy fortepian i stare meble – choć ten dom jest nowy, ma w sobie przedwojennego ducha. 

reklama
XIX-WIECZNY FORTEPIAN PRZYJECHAŁ Z WIEDNIA DO KRAKOWA, A STAMTĄD DO ICH DOMU; SECESYJNĄ FRANCUSKĄ LAMPĘ, KTÓRA NA NIM STOI, ALEKSANDER WYNALAZŁ NA ALLEGRO W KOMPLECIE Z ŻYRANDOLEM I PLAFONEM DO SALONU

 

Magdalena i Aleksander uwielbiają podróżować po Polsce, a szczególnie zakochani są w Dolnym Śląsku i Sopocie, gdzie najchętniej oglądają przedwojenne poniemieckie wille – podziwiają ich elegancję i misterne drewniane detale. Skąd te zainteresowania? Magda dorastała w Kłodzku w domu z… XVI wieku, a z okna widziała całą ulicę starych rezydencji i zafascynowała ją taka architektura. Swoją pasją zaraziła męża, więc choć zamieszkali w nowym domu, postanowili urządzić go w duchu starej willi. Wybrali gotowy projekt z katalogu, przerobili, a potem urządzili stylizowanymi i starymi meblami, którymi obdarowują się z różnych okazji.

 

Nowy dom, ale urządzony z przedwojenną elegancją 

Dom modułowy miał tę zaletę, że mogli szybko się wprowadzić, a na tym im zależało. Ale od początku wiedzieli, że go przebudują. I że zrobią to sami, bez pomocy architekta, bo oboje – choć ona jest psychoterapeutką, a on dentystą – uwielbiają urządzać wnętrza. Po pierwsze, poprosili producenta o podniesienie sufitów z 2,50 m na 2,70 m. Wstawili okna ze szprosami, a w kuchni zrobili wykusz w amerykańskim stylu. Obok salonu dobudowali ogród zimowy, zaś drzwi frontowe wymienili na drewniane ze stylową pajęczynką na górze – całkiem jak z ukochanego Sopotu. W tym stylu jest też drewniana weranda – także według ich pomysłu. Wyszła bardzo elegancko, a największe wrażenie robi wieczorami, gdy w domu palą się światła. – Przypomina nie tylko nadmorski kurort, ale i stylowe rezydencje z południa Stanów Zjednoczonych – cieszy się Magdalena.

 

Jak za dawnych lat: wnętrze w przedwojennym klimacie

Wnętrze również miało być w klimacie przedwojennym. Dlatego na dole jest ogromna przestrzeń podzielona na część jadalnianą i salonową z pięknym, starym fortepianem w roli głównej (to nie tylko ozdoba – Magda często na nim gra). Jak z niemieckich willi jest też kaflowy piec (choć kupiony w OBI jest bardzo stylowy), w którym Aleksander pali co wieczór. No i oczywiście meble – wiele z nich upolowali na targach staroci albo internetowych aukcjach.

Magdalena szczególnie dumna jest ze stojącego szwedzkiego zegara, który kupiła mężowi na urodziny i wylicytowała w sposób popisowy – przebijając innych w ostatniej sekundzie dosłownie o złotówkę. Nie chodził, ale Olek, majsterkowicz z zamiłowania, naprawił go i wstawił brakującą szybkę. Bardzo lubią też drewnianą supraportę – zwieńczenie drzwi ze starego domu fabrykanta w Jeleniej Górze, która u nich jest podstawą pod obraz.

 

salon i jadalnia w przedwojennym klimacie
ZIELONĄ ARTDECOWSKĄ KARAFKĘ MAGDA DOKUPIŁA DO KIELISZKÓW – PREZENTU OD BABCI. NA STAREJ SUPRAPORCIE OBRAZ NAMALOWANY PRZEZ JEJ TEŚCIA. NA SOFIE PODUSZKI ZE SKLEPU NAP
wnętrza w przedwojennym klimacie
W holu na piętrze Aleksander ma swój ulubiony fotel naprzeciwko biblioteki. Mopsiczka Klementyna, zwana Klusią, lubi leżeć na podnóżku

 

Z salonu przez przeszklone przesuwne drzwi wchodzi się do ogrodu zimowego. – To moje centrum dowodzenia światem – śmieje się Magda – tam mam biurko do pracy i ulubioną zieloną sofę, gdzie siaduję z przyjaciółkami. A obok układają się ukochane psiaki – mopsiczka Klusia i czarna buldożka Tosia.

 

Latem życie przenosi się na werandę

Widać z niej ogród, w którym posadzili drzewa często spotykane w starych ogrodach: platany, robinie akacjowe i lipę. Rośliny były spore i wsadzał je dźwig, dziś wyrosły już na naprawdę wielkie okazy. Jednak kolor. Wprowadzili się siedem lat temu i od tego czasu dom cały czas się zmienia. Z urządzania go mają mnóstwo radości – szukają nowych mebli, a pozbywają się tych niesprawdzonych, bo Magda uważa, że antyki muszą być nie tylko ładne, ale przede wszytskim funkcjonalne. Ostatnio wymienili też wszystkie dwadzieścia osiem okien z plastikowych na drewniane z wiedeńskim szprosem.

 

Szmaragowa zieleń we wnętrzach

Wrócili również do kolorów. W poprzednim domu mieli ich sporo, w tym najpierw wybrali biel i jasne szarości, ale z czasem zatęsknili za wyrazistymi barwami. Ściany w łazience pomalowali szmaragdową zielenią, w oranżerii położyli tapety w tym samym kolorze w kwiatowy wzór, a sypialnia jest teraz niebieska. Mają też plany, by pomalować na zielono werandę, zaś piec w salonie wymienić na secesyjny turkusowy z koroną, tym razem obstalowany przez zduna. A w przyszłości, kto wie, może przeprowadzą się do ulubionego Sopotu? W końcu zmiany to ich żywioł.

 

TEKST: AGNIESZKA WÓJCIŃSKA
ZDJĘCIA: BARTOSZ MAKOWSKI
STYLIZACJA: MAŁGORZATA SAŁYGA-PIETRZAK