Niełatwo kupić kamienny dom w Pirenejach. Te najładniejsze przechodzą z pokolenia na pokolenie, a jeśli już bywają na sprzedaż, to wieść roznosi się pocztą pantoflową i trafiają w ręce znajomych. Do tego posiadłości – niestety – nadają się zazwyczaj do generalnego remontu. Tak było i w tym przypadku.
 

Dom Julii i Daniela stał na uboczu, daleko za wsią, w której kończyła się asfaltowa droga. Dalej trzeba było pokonać krętą szutrówkę, w czasie deszczów zamieniającą się w strumień. To dlatego przez lata nikt tam nie docierał. Nowi właściciele na szczęście mieli terenówkę. Gdy stanęli na błotnistym podwórku po raz pierwszy, zobaczyli mocno podniszczony rozłożysty, niski dom z poczerniałymi ze starości kamieniami. W środku wyglądał znacznie lepiej – całkiem nieźle zachowane okazały się terakotowe płytki na podłodze i drewniane belkowanie sufitu. Ale najbardziej urzekła ich cisza panująca wokół domostwa.

Na co dzień mieszkali w Barcelonie, która pęka w szwach i nie ma w niej spokoju nawet nocą. Wolne zawody pozwoliły im wynieść się na czas jakiś za miasto i popróbować życia na prowincji. Ale najpierw czekał ich solidny remont domu w stylu rustykalnym.

 

Remont kamiennego domu


Najtrudniejsze okazało się podniesienie dachu; dzięki tej operacji udało się zyskać więcej przestrzeni. Łatwiej poszło z powiększeniem okien i przeszkleniem ściany w salonie. Kamienie zostały wypiaskowane, a zaprawa między nimi uzupełniona. Efekty ciężkiej pracy Julię i Daniela zaskoczyły, nie spodziewali się, że dom będzie tak dobrze wyglądał.

reklama



Teraz można już było zabrać się do urządzania. Ona marzyła o stylu cottage, on o loftowym. Kiedy wydawało się, że nie znajdą porozumienia, postanowili zatrudnić rozjemcę, czyli Elenę Lopez Balsells, znaną dekoratorkę z Girony. Polecili ją znajomi jako specjalistkę od spraw beznadziejnych, zakochaną w kamiennych domach, lubiącą mieszać style i rzeczy.

Gdy pojawił się kominek obłożony stalą, a potem przemysłowe stoliki na metalowych kółkach i pofabryczne lampy w jadalni, Daniel był bardzo zadowolony. Kiedy w salonie stanęła lniana kanapa obłożona haftowanymi poduchami i skórzane tradycyjne fotele, uśmiechnęła się Julia.


Idąc tym tropem, żona wybrała finezyjne zagłówki do sypialni, kamionkowe naczynia w róże i patchworkową narzutę. Potem mąż wypatrzył jeszcze na starociach metalowe krzesła, a Elena porozstawiała tu i ówdzie wiklinowe kosze. Na koniec między salonem i gabinetem, jak w hali produkcyjnej, pojawiły się drewniane drzwi zawieszone na metalowej listwie i łaciaty skórzany dywanik jakby przeniesiony z angielskiej prowincji.


Obydwoje byli zachwyceni. Elena dokonała cudu, łącząc rzeczy z pozoru do siebie niepasujące. Ale wszystkie najlepszej jakości, zrobione ze szlachetnych naturalnych materiałów. W domu króluje kamień, jest sporo stali, olejowanego drewna i terakoty. Miękkości dodają lniane zasłony, bawełniana pościel, jesienią pojawiają się wełniane poduszki i kaszmirowe pledy, aby się nimi otulić.


W wolnych chwilach właściciele domu a to idą w góry, a to gotują albo patrzą przez okno. Są szczęśliwi i uważają, że przeprowadzka na wieś to była najlepsza rzecz, jaka mogła im się przydarzyć.


Ostatnio on kupił jej kryształowe finezyjnie szlifowane kieliszki. W rewanżu dostał konsolkę na spawanych nogach jak ze ślusarskiego warsztatu. O dziwo, pasują do siebie jak ulał.

Obejrzyj również: Dom w stylu prowansalskim – stworzony z pasją.


Tekst: Beata Woźniak
Zdjęcia: Carlos Muntadas/Rba Images
Stylizacja: Gaby Conde/Rba Images