Mieli sobie zrobić przerwę od życia na szybko. Tymczasem na drugim końcu świata zaczęli nowe życie – w starym riadzie w Marrakeszu.

 

Los Angeles. Pięć lat temu

 

Caitlin pracuje w PR dużej firmy architektonicznej. Samuel jest filmowcem. Obydwoje odnoszą sukcesy, zarabiają spore pieniądze, tylko brakuje im czasu na ich wydawanie. Są zmęczeni, dopada ich stres. Zaczynają fantazjować na temat życia w jakimś egzotycznym miejscu gdzieś w świecie. Dlaczego nie zrobić sobie przerwy od zbyt szybkiej codzienności? – pytają.

 

Marrakesz. Cztery lata temu

 

Caitlin i Samuel Dowe-Sanders szukają domu do wynajęcia. Im dłużej nie mogą go znaleźć, tym bardziej marzą o własnym. Chcą, żeby wciśnięty był między inne budynki medyny, najlepiej z wewnętrznym dziedzińcem i własną historią. I co najważniejsze, musi ich czymś zachwycić. Wpada im w oko pierwszy dom, który oglądają – riad z niezwykłą mozaiką na dziedzińcu, ale to niemożliwe, aby od razu trafić w totolotka. Odwiedzają kolejne, mniejsze, większe, zazwyczaj kompletnie zrujnowane. Wracają do tego z mozaiką.

 

Riad

 

Płytki na dziedzińcu są czarno-białe, wokoło ciągnie się pas geometrycznego wzoru. Zachwyca ich prosta architektura i symetria budynku – stajesz w dowolnym miejscu, patrzysz i masz gotowy obraz, z powtarzającymi się łukami, oknami albo rysunkiem schodów. To typowy otwarty dom. Wokół patio jest krużganek. Na parterze kuchnia, salon, łazienka, pomieszczenia gospodarcze. Na piętrze trzy sypialnie i schody na dach. Wszystkie wąskie i bardzo wysokie.
 

Meczet

 

Zbudowany w 1790 roku riad jest częścią meczetu. Mieszkali w nim kolejni imamowie, potem muezini, wreszcie robotnicy. Budynek czasy świetności ma dawno za sobą. Dowiadują się, że nazwano go „Dar Noury”, „noury” oznacza po arabsku „eksplozja światła”. Rzeczywiście, dziedziniec przez cały dzień tonie w słońcu. Niezwykły jest też głos muezina dobiegający z minaretu przyklejonego do ściany riadu. Odbija się od patio, zwielokrotnia. Aż ciarki przechodzą po skórze. Święty dom, święte miejsce.
 

Różowe miasto

 

Caitlin i Samuel dobijają targu, a restauracja domu staje się ich obsesją. Oglądają stare zdjęcia marokańskich domów, albumy, wertują fachową literaturę. Patrzą, jak inni obcokrajowcy dostosowali swoje riady do współczesnego życia. Ten typ budynków cieszy się popularnością wśród przybyszy nie tylko w Marrakeszu, ale i w Fezie czy Casablance. Kluczem do urządzenia całości staje się mozaika na patio. Chcą, aby dom był biały, zdobić go mają jedynie graficzne elementy. Poza tym potrzebują wytchnienia od wszechobecnego w mieście różu. Tutaj wszystkie budynki, mury i murki są w tym właśnie kolorze. W różowym mieście będzie biały dom z graficznymi dekoracjami.
 

Uliczka rzemieślników

 

Coraz lepiej poznają miasto. Meble wynajdują w sąsiadujących z ich domem sklepikach. Aby nie było zbyt „marokańsko”, Samuel bierze się za projektowanie. Jego stoliki kawowe łączące drewno z chromem czy kanapy obite kilimami nie są żadnym wyzwaniem dla lokalnych rzemieślników. Riad pięknieje z dnia na dzień. Muszą jeszcze uzupełnić popękane cementowe płytki. Zaczynają wędrówkę po malutkich manufakturach w poszukiwaniu czegoś, co będzie pasowało. Odkrywają stare wzory – niebieskie i żółte, czerwone i białe, zielone i czarne. Jakież one są niezwykłe. Nigdy czegoś takiego nie widzieli.
 

Świat. Trzy lata temu

 

Caitlin i Samuel otwierają studio Popham Design, w którym projektują wzory cementowych kafelków. Produkują je we własnej manufakturze. Dom kupiony dla starych płytek na patio i same płytki podsunęły im pomysł na biznes. Znają ich już na całym świecie. Koło się zamknęło.

 

Tekst i Stylizacja: Amelie Grönholm/ House of Pictures
Tłumaczenie: Beata Woźniak
Fotografie: Katarina Malmström/ House of Pictures
 

reklama