Tuning mieszkania to ciekawe zadanie – twierdzi architekt Piotr Saladra. Kilka sztuczek i nieduży budżet wystarczyły, by ze smutnego apartamentu zrobić gwiazdę magazynu wnętrzarskiego.

 

Nowoczesny apartament z wiodkiem na miasto


Anna i Damian mają posiadłość w górach, na południe od Wrocławia. On wzięty programista, ona specjalistka od turystyki są w tej świetnej sytuacji, że mogą pracować zdalnie. Jednak od czasu do czasu do miasta wpadają, aby zajrzeć do swojej firmy, spotkać przyjaciół i... popatrzeć w niebo. Dlatego kupili apartament w Sky Tower. Choć był już urządzony, nie sprawiał dobrego wrażenia. Zadzwonili więc do Piotra Saladry, przyjaciela i architekta od spraw trudnych. – Jedyne, co mi się podobało, to widok. Reszta była mętna i bez koloru – opowiada Piotr. Najbardziej po oczach bił powieszony na czarnej płycie, lewitujący gdzieś pod sufitem telewizor, do tego smutna szara kanapa, zabudowy sprawiające wrażenie zdekompletowanych, białe ściany i pustka…

 

Kuchnia w pięciu smakach

 

Najprościej byłoby wszystko wyrzucić, ale architekt miał zadanie trudniejsze: to, co zastał, uzupełnić i podkolorować. Pierwsze, co zrobił, to obniżył sufit nad holem oraz kuchnią i pomalował go na grafitowy kolor. Dzięki temu korytarz z wąskiego zrobił się szerszy, udało się też schować szyby wentylacyjne. Potem uzupełnił meble kuchenne. Do białych frontów na dole dopasował kremowe i czarne szafki w ciągu górnym, a pod fornirowaną palisandrem ukrył okap. Zostawił zwykły czarny blat i pasek zrobiony z tego samego materiału nad nim, ale dołożył mozaikę opalizującą bielą, błękitem, kremem. Znalazł ją na wyprzedaży w Castoramie. Ze zwyczajnego marketu pochodzą też światła – kule wiszące nad stołem. Stół z dębowym blatem i krzesła już były.

 

Kolorowe deski, dodatki i wydruki na ścianach

 

Trochę czerwone i zielone. Niektóre oliwkowe, niektóre wpadające w bordo. W takich nieoczywistych barwach są deski na ścianie w salonie. – Chodziło o to, by stworzyć bazę pod wprowadzenie barwnego dywanu i obrazów – tłumaczy Piotr. – Nawet jeśli właściciele zmieniliby decyzję na rzecz kocich kolorów, to te deski, podświetlone ledami, i tak by się sprawdziły – dodaje. Poza tym dzięki nim udało mu się zmienić proporcje salonu, rozciągnąć go. Zaczęło się coś dziać.

Dzieła dopełniły cztery optymistyczne wydruki na ścianie, dywan w kwiaty i kilka kolorowych poduszek. Architekt wynalazł jeszcze czarno-złote lampy w Agata Meble. – Ciekawych przedmiotów nie trzeba szukać na końcu świata. Można przecież wyposażyć niezłą restaurację, robiąc zakupy w dyskontach – tłumaczy. – Podobnie jest z urządzaniem wnętrz. W marketach dostaniemy wszystko, trzeba tylko wiedzieć, co z czym łączyć.

reklama

 

Po drugiej stronie lustra

 

Wcześniej w sypialni były czarne półki, łóżko i biel. Piotr dodał przydymione lustra, które ładnie odbijają niebo i przedmioty. Powtórzył też grafitowy kolor na ścianie. Ustawił przy niej biurko, które wyszukał w Ikei, prostą lampkę i lustro. Powiesił łańcuch ze świetlnych kul, kupił nową pościel. Na koniec do sypialni wjechał kosmiczny puf polskiej marki Monomoka. – To paranoja mojej żony – śmieje się. – Razem z siostrą robią takie cuda na szydełku z cieniutkiej nitki. Praca zabiera pół roku albo i rok. To prawdziwy unikat i ukłon wobec czerni i bieli, które królowały w tym mieszkaniu – dodaje.

 

Delikatny kamuflaż

 

Najwięcej kłopotu sprawiły agresywne pasy nad wanną. Piotr zastanawiał się, co zrobić, aby były mniej widoczne. Postanowił zrobić grafitowy sufit, tak jak w kuchni i holu, jedną ścianę pomalował na czarno. Łazienka natychmiast złagodniała. Dużo zrobiły wpuszczone w sufit dodatkowe reflektory i plamy światła skierowane na umywalkę czy wannę.


Ale i tak każdy, kto wchodzi do tego apartamentu, od razu idzie w stronę szklanej ściany. Kiedy Piotr nadzorował prace, też od czasu do czasu patrzył na miasto z lotu ptaka. – Czułem się jednak trochę samotny – wyznaje. W Singapurze czy Dubaju zaglądasz w okna innych budynków, a tu widzisz bezkres.


Opowiada także o luksusie Sky Tower. To budynek, w którym mieszkańcy mają wszystko na miejscu. – W kapciach mogą iść do kina czy sklepu, zrobić paznokcie, a nawet operację plastyczną, jest restauracja, a ostatnio powstała szkoła tańca – opowiada. To wielu ludzi bardzo kręci. Ciekawe, jak często patrzą w niebo.

 

Tekst: Beata Woźniak
Zdjęcia: Leo Zappert
Stylizacja: Julka Paluszkiewicz