Upierał się przy betonie, a wybrał kamień. Pociągała go mroczność, a wygrała delikatność. Planował tylko urządzić mieszkanie, a przemeblował całe życie.

 

Szare mieszkanie barwnego człowieka

Michał Tokarz chciał, by jego nowe mieszkanie wyglądało jak undergroundowy berliński klub. Z metalowymi linkami pod sufitem i surowym betonem na podłodze, wymalowanym w pasy jak na lotnisku. – Bój się Boga! – powiedziała architektka. – Jak zamierzasz chodzić po tym boso? Zgodził się więc na zmianę swojej fabryczno-laboratoryjnej wizji (zwłaszcza że architektka obiecała mu „berlińskie detale”).


Mówi się, że mieszkanie pokazuje charakter właściciela. W tym wypadku ta zasada mogłaby wyprowadzić nas w pole. Bo w domu – szarości, beton, szkło, metal, kamień, drewno. A Michał? Wystarczy posłuchać, jak opowiada o swoich podróżach. Historie o większych niż dłonie, kolorowych brazylijskich motylach albo o wodospadach, przy których wrzeszczy się dziko z radości, z chłodem betonu nie mają nic wspólnego.

 

Odważny minimalizm
 

Architektka, Hania Kłyk, która zanim zabierze się za projektowanie, musi najpierw dobrze poznać właściciela wnętrza, zdradza, w czym rzecz: – Michał ma tysiące pomysłów, jest barwny, mieszkanie to po prostu blejtram z płótnem, na którym mogą rozgrywać się te jego kolorowe historie. Jakie? Na przykład party z wyświetlanymi – na zasłonach – filmami dla dorosłych (dopiero po czasie uczestnicy zorientowali się, że taki film widać po obydwu stronach „ekranu”; na szczęście sąsiedzi nie protestowali – widocznie filmy były ciekawe).

Pierwsze ich spotkanie było niezbyt fortunne, o mały włos do współpracy by nie doszło: ona spóźniona i biegnąca na kolejne spotkanie, on naburmuszony, zniesmaczony wybranym przez nią miejscem. Nie przypadli sobie do gustu. Ale szybko zmienili zdanie. Bo on przyniósł ze sobą ze 20 kilo gazet wnętrzarskich z zaznaczonymi zdjęciami i opowiedział o swoich minimalistycznych wizjach. A ona od razu wyczuła, że będzie odważnie. Że będzie się działo – a to lubią oboje.

 

Przeszklona łazienka z obrotowymi drzwiami

Zaczęli od łazienki. Niekonwencjonalnie: dwa betonowe koryta zamiast umywalek, zwykłe ogrodowe krany i kurki zamiast wypasionych baterii, beton na ścianach i wielka tafla szkła (jednocześnie obrotowe drzwi) oddzielająca prysznic od sypialni. – Nawet jak dla mnie było odważnie. Nie każdy zdecyduje się pokazywać sąsiadom pod prysznicem – opowiada Michał.

 

Mała kawalerka z wielkim tarasem

Niewielkie (44 m2) lokum zyskuje dodatkowo jedną trzecią powierzchni (20 m2) dzięki szerokiemu, biegnącemu przez całą długość domu tarasowi. To ważny szlak komunikacyjny, ruch w mieszkaniu odbywa się po okręgu: z pokoju dziennego przez taras do sypialni, z niej, przez szklane obrotowe drzwi, do łazienki i przez drugie, drewniane, do wyjścia. Wiosną i latem, gdy w podświetlanych betonowych donicach kwitną ciemnoróżowe magnolie, ogromne okno stoi otworem, a do mieszkania wdziera się iście „paryski” krajobraz: dachy praskich kamienic. – Nie ma lepszego światła niż wschód słońca o czwartej rano nad Warszawą – twierdzi Michał.

 


Jak urządzić kawalerkę: sprytne schowki

 

Właściciel nie chciał, by mieszkanie przypominało hotelowy apartament (jeśli dużo się podróżuje, na hotele nie można już patrzeć). Nie przypomina. Jedno tylko nie daje spokoju: czy ktoś tu w ogóle mieszka, skoro nie widać żadnych przedmiotów? Michał nie lubi, by cokolwiek męczyło oko, więc wymyślił z Hanią sprytne schowki. W „pustym” dziennym pokoju ogromną szafę cargo schowali za grafitową ścianą, a dwa obłożone dębowym fornirem słupy ukrywają lodówkę i kolejną szafkę.

 

Podobne słupy-szafy stoją w sypialni. A kolejne dwa to rama konstrukcyjna między sypialnią i łazienką. Równie ascetyczny jest aneks kuchenny. Kubiki z białego lakierowanego mdf-u (dobrze odbijającego światło i rozjaśniającego wnętrze), przykryte blatem z czarnego łupka. Nad tym pas betonu.

 

Mieszczański stół na toczonych nogach

 

Główne miejsce zajmuje zaprojektowany przez architektkę stół. Ciężki, na toczonych nogach. Z bielonego dębu. I żeby nie był za konwencjonalny, zbyt mieszczański – z metalową listwą (bednarką) dookoła. Za to całkiem konwencjonalnie stół pełni rolę serca domu. Służy do pracy, układania kwiatów i przyjęć (dla dwóch osób lub dwudziestu). Naprzeciwko dwa czarne fotele Barcelona. Mało miejsca do siedzenia, zważywszy imprezowe zapędy gospodarza, ale Michał uznał, że wszystkich i tak nie posadzi, więc nie ma czym sobie głowy zawracać.

Przygoda z urządzaniem okazała się też początkiem zmian w jego życiu. Znajomość, a później przyjaźń z architektką i ciekawość, jaką wzbudzała praca Hani, sprawiły, że odżyły plany i marzenia z czasów liceum. Wtedy nie poszedł na architekturę, ale teraz… Zabrał się ostro za naukę fachu i zaczął projektować. Zrobił świetny interes – ma niepowtarzalne mieszkanie i nową pracę, którą uwielbia.

Tekst: Michalina Kaczmarkiewicz
Stylizacja: Katarzyna Sawicka
Fotografie: Michał Skorupski
Za pomoc w sesji dziękujemy firmom BoConcept, Rosenthal i Vitra.

reklama