Ma domy w różnych częściach świata i w różnych stylach. Do wszystkich dopasowuje obrazy. Loft w rodzinnym Poznaniu WOJCIECH FIBAK urządził Tarasewiczem, Berdyszakiem, dorzucił Pągowską i Abakanowicz i stworzył wspaniały apartament w nowoczesnym stylu.

 

Przez 20 lat Wojciech Fibak mieszkał w Nowym Jorku i pomyślał, że swój poznański apartament urządzi jak na Manhattanie, w loftowym klimacie. Do dyspozycji miał prawie 200 metrów powierzchni i ponad trzy metry wysokości. Marzył nie tylko o wygodnym domu, kiedy przyjeżdża do rodzinnego miasta, ale też o miejscu, gdzie dobrze będą wyglądały obrazy. Pan Wojciech znalazł apartament w City Parku. Uważa, że to unikatowe osiedle. Lubi nowoczesną architekturę z elementami szkła, kamienia, drewna i zieleń, która wchodzi do wnętrza. Podoba mu się elegancka recepcja i basen, a nawet szersze niż zazwyczaj miejsca parkingowe. Dosłownie obok domu ma restaurację z pysznym sushi. Nie bez znaczenia jest to, że osiedle zapewnia prywatność. No i leży na centralnie położonym Grunwaldzie.

 

Za mieszkaniem rozglądał się przez dłuższy czas. Szczęśliwie udało się kupić apartament z widokiem na park. – Klimaty były mroczne, włącznie z czarnymi sufitami – opowiada. Wiedział, że czeka go wielki remont, do współpracy zaprosił więc architektkę Agnieszkę Tymę. Wyburzyli wszystko, co można było wyburzyć, zdjęli nawet podwieszane sufity, odsłaniając betonowe stropy z plątaniną kabli. Apartament zrobił się ogromny. Pomysł był taki, by tę przestrzeń zachować. Drzwi prowadzą jedynie do sypialni z łazienką i garderobą, do toalety i małego gabinetu. – Mamy tu sporo okien, ale wszystkie wychodzą na park. Z drugiej strony brak ostrego słońca służy obrazom – tłumaczy Agnieszka.

 

Aby było bardziej świetliście, zaproponowała białe ściany, ale nie takie deweloperskie, tylko złamane beżem, ciepłe. Ta biel wchodzi gdzieniegdzie na sufity fantazyjnie podwieszane w holu i całkowicie zasłaniające strop w łazienkach. – Najtrudniejsze było rozplanowanie żyrandoli i kinkietów – wyznaje architektka. – Kable mogliśmy przeciągać jedynie tam, gdzie łączą się żelbetonowe płyty. Stąd pomysł na reflektory umieszczone na szynach, które można dowolnie przesuwać i kierować snopy światła na obrazy. – Specjalnie do tego loftu kupiłem trzy prace Tarasewicza, ogromne, dwa na trzy metry – opowiada pan Wojciech. – Pasowały przy przejściu z jadalni do salonu. Brakowało nam tylko ściany. Architektka dobudowała po 30 centymetrów z każdej strony. Potem były jeszcze ceregiele z wniesieniem tak wielkich prac. Osiem osób zręcznie manewrowało nimi na klatce schodowej. – Najwięcej mam obrazów Jana Berdyszaka, to większość geometrycznych – mówi pan Wojciech. Wybrałem je, bo to artysta ważny, związany z Poznaniem – wyjaśnia. Powiesił też Wojciecha Fangora, Teresę Pągowską. W salonie ustawił dwie rzeźby Magdaleny Abakanowicz. Do łazienki trafiły fotografie Marka Straszewskiego. I tu też trzeba było mocno walczyć o miejsce. Domowa galeria szybko się zapełniła, więc pan Wojciech wyszedł ze sztuką poza własne ściany.

 

Obrazy z kolekcji Fibaka wiszą też przy recepcji i w holu. Cały czas rozgląda się za nowymi miejscami. – Codziennie coś kupuję. Wczoraj Teresę Pągowską, we wtorek Jacka Malczewskiego... Na rynku sztuki jest eldorado, brakuje mi tylko miejsca – wyznaje kolekcjoner. Jest więc częstym bywalcem galerii, a od czasu do czasu inwestuje też w design. Tak było z czarnym żyrandolem. – Po wielu latach oczekiwania w garażu wreszcie mógł zabłysnąć w jadalni. Powstał w latach 50. specjalnie do wysokich wnętrz na ul. Żurawiej w Warszawie – opowiada. Zaprojektował go architekt Zbigniew Ihnatowicz, ten od rozebranego właśnie domu towarowego Smyk. – Do żyrandola dorobiliśmy wielki stół i wielką kanapę, aby zachować proporcje – śmieje się architektka. Jest też dumna z kuchni firmy Zajc. Zrobiono ją z porządnej brzozy. Za białymi, takimi jak kolor ścian, smukłymi drzwiami pochowane są wszystkie sprzęty, bo przecież nie one są tu najważniejsze. Pan Wojciech lubi supernowoczesne wnętrza, ale zawsze dodaje do nich stare elementy. Tu pasował mu, także oczywiście słusznych rozmiarów, dywan perski tabriz z 1910 roku. – W XVIII-wiecznym pałacyku myśliwskim w Paryżu mam XVIII-wieczne meble i prace Wojciecha Fangora czy Jana Lebensteina. A w apartamencie przy Park Avenue na Manhattanie, umeblowanym secesją wiedeńską, powiesiłem Andy’ego Warhola i Jeana Michela Basquiata. Monotonia mnie nudzi – wyjaśnia.

 

Architektka: Agnieszka Tyma Urządza wnętrza tak, by nie wyglądały na zaprojektowane. Tak samo ważne są dla niej najnowsze trendy, jak i rodzinne pamiątki. Zwolenniczka indywidualnego podejścia, naturalnych materiałów i ponadczasowych rozwiązań. tymaprojekt.pl.

 

Rekst: Beata Woźniak
Zdjęcia: Leo Zappert
Stylizacja: Julka Paluszkiewicz

reklama