reklama

Święta w starym dworze

Klasyczne

To już szóste święta Joanny w tym stuletnim domu. Ale dopiero teraz wpadła na pomysł, by napisać o nim książkę.

Joanna energią zaraża wszystkich. W swoim blogu opisuje perypetie rodziny (rok temu 2plus4 wygrał konkurs Blog Roku w kategorii „Ja i moje życie”). Właśnie ukazała się jej pierwsza kulinarna książka dla dzieci „Piramida w kuchni” – trochę rad, jak zdrowo jeść, plus kilkadziesiąt przepisów na smaczne śniadanie, obiad i kolację dla małych kucharzy. Otworzyła sklepik szkolny ze zdrowym jedzeniem (w menu są kanapki z łososiem, paluszki warzywne, grahamki). Organizuje warsztaty i wykłady, bierze udział w kampaniach społecznych. Do tego ma czwórkę dzieci i prowadzi dom otwarty.

No właśnie, dom. – Został zbudowany w 1926 roku. Chciałabym przejść się po sąsiadach, niektórzy są w sędziwym wieku, więc na pewno niejedno pamiętają, i pospisywać ich wspomnienia – opowiada. – Na razie wiem tyle, że przez jakiś czas był rezydencją rządową. Okoliczni mówią na niego dom Kwacha, bo to tutaj podobno Aleksander Kwaśniewski oblewał szampanem zwycięstwo w wyborach prezydenckich.

– Zawsze chciałam mieć stary dom – wspomina. – Taki jak moja babcia. Z piwnicą, w której stały przetwory. Ze strychem, gdzie dzieciaki bawiły się w chowanego. Z tajemniczymi przejściami i zakamarkami. Z kuchnią pachnącą białym serem na sitku. Z wielką rodziną, która zjeżdżała na obiady.

Kiedy sześć lat temu na świat przyszedł czwarty syn Joanny i Maćka, stwierdzili, że czas na kolejny etap w życiu – trzeba zapuścić korzenie. Dwór pod Warszawą najpierw zobaczyli z lotu ptaka, na zdjęciach, które znaleźli w internecie. I od razu się w nim zakochali. W tydzień sprzedali mieszkanie na Saskiej Kępie, w ciągu kolejnych trzech się przeprowadzili. Dom był idealny: z wymarzoną piwnicą, półokrągłym oknem na strychu i pokojami w amfiladzie. Urządzali go powoli, zachowując wiele z dawnego wystroju: okna z wewnętrznymi okiennicami i niskimi parapetami, dwuskrzydłowe drzwi, kominek. Stanowcze „nie” powiedzieli tylko ciężkim gdańskim meblom po dawnych właścicielach. – Czułam się jak w muzeum, jakbym zaraz miała dostać filcowe kapcie. Było ciemno. A przecież po salonie przez cały dzień pięknie wędruje słońce – mówi Joanna. – W tym czasie mój znajomy urządzał sobie mieszkanie całe na biało, a wtedy biel nie była jeszcze taka modna. Pomyślałam: „Chcę tak samo”. Wybrała więc bielone meble francuskie i beżowe obicia.

Najbardziej cieszy ją ogromna jadalnia, bo nareszcie ma gdzie urządzać ze znajomymi ulubione obiady. – Spotykamy się w dwie, trzy rodziny i razem gotujemy. Jej specjalność: sałatka a la Jaśka (bo tak mówią na nią przyjaciele). Podstawa to lodowa sałata. Smak ostrej rukoli równoważą suszone pomidory, a pleśniowego sera – słodkie winogrona. Do tego dressing z oliwy i octu balsamicznego. – Moim kulinarnym guru jest Jamie Oliver. Gotuje prosto, szybko i zdrowo. A ja jestem maniaczką zdrowego jedzenia – tłumaczy Joanna. Jej ulubiona potrawa: okoń lub dorada. – Nacinam skórę ryby i smaruję marynatą: oliwę mieszam z balsamico, czosnkiem, chili i miodem, piekę. Do tego warzywa z grilla: cukinia, papryka, pieczarki. Dodaję czosnek, świeży rozmaryn i wrzucam do mocno rozgrzanego piekarnika. Pyszne!

Tymczasem dzwoni minutnik. Joanna biegnie do kuchni i wyjmuje blachę z owsianymi ciasteczkami. Smakowite zapachy błyskawicznie zwabiają Antka, Jaśka, Staśka i Maćka. W końcu mama wie, co dzieciaki lubią najbardziej, napisała przecież o tym książkę.

Tekst: Monika Utnik-Strugała
Stylizacja: Katarzyna Sawicka, www.katarzynasawicka.pl
Zdjęcia: Aneta Tryczyńska
Za pomoc w sesji dziękujemy kawiarni słodki słony – za ciasta, bukieciarni – za wianki, home sweet home, decolor, bb home, house & More, almi dÉcor, meubles de charme, decor living home.

reklama
reklama