Fotografie Clementiny Maude

Podobno od przybytku głowa nie boli. Niestety, bogactwo nie gwarantuje dożywotniej beztroski. Trzeba toczyć zajadłą walkę z inflacją, kryzysami gospodarczymi, wahaniami na rynku i tym podobnymi. Dlatego właśnie każdy, kto miał szczęście znacznie przekroczyć najwyższy próg podatkowy, rusza na poszukiwanie Idealnej Inwestycji, wymarzonej lokaty kapitału, która jego górę kasy pomnoży albo przynajmniej uchroni przed topnieniem.

Załóżmy więc, że mają Państwo ten mityczny milion dolarów – plus zmysł estetyczny i fantazję. Pozwólmy sobie na odrobinę „gdybania” i pobawmy się rozważaniami, na której aukcji i przy jakim obiekcie warto by podnieść numerek.

19 marca w Londynie na aukcji Bonhams zlicytowany zostanie rarytas – licząca 37 odbitek kolekcja zdjęć autorstwa Clementiny Maude, lady Hawarden, pionierki fotografii, tworzącej na przełomie lat 1850. i 60. Pani Maude jako jedna z nielicznych kobiet ery wiktoriańskiej zdecydowała się stanąć po drugiej stronie obiektywu.

Ta pochodząca z bogatej rodziny żona oficera i matka dziesięciorga dzieci, zamiast ślęczeć nad tamborkiem, eksperymentowała z fotografią – wtedy jeszcze nową dziedziną sztuki. Najpierw w rodzinnej posiadłości w Dundrum, potem we własnym studiu w londyńskiej dzielnicy Kensington tworzyła nastrojowe zdjęcia (modelkami były głównie jej córki), eksperymentowała z użyciem naturalnego światła i pokazywała kobiecość w nowatorski sposób. Bohaterki jej zdjęć są melancholijne, ciche, a jednocześnie swobodne, subtelnie zmysłowe. Z dala od mężczyzn, w swoim intymnym, zamkniętym świecie, skąpane w ostrych promieniach słońca i plamach cienia, są tak piękne, że aż nierzeczywiste.

Clementina nie robiła zdjęć „do szuflady”. Pokazała je na wystawie londyńskiego Towarzystwa Fotograficznego (które z miejsca wciągnęło ją na listę członków) w 1863 roku i odniosła sukces. Zdobywała nagrody i medale, wysłuchiwała prawionych publicznie komplementów największych fotografów epoki. Niestety, jej karierę przerwała śmierć – Clementina zmarła nagle, w 1865 roku, ledwo przekroczywszy czterdziestkę.

Już samo pojawienie się zdjęć lady Hawarden na aukcji jest sensacją. Około 90 procent jej dzieł znajduje się w zbiorach Victoria and Albert Museum (podarowane w 1939 roku przez wnuczkę artystki), a na resztę składa się kolekcja pięciu fotografii znajdująca się w USA oraz pojedyncze odbitki rozproszone po europejskich muzeach.

Kupienie którejkolwiek z nich graniczy z cudem. A tu proszę – zbiór 37 odbitek, pochodzących z jednego albumu (najprawdopodobniej dawnej własności którejś z córek artystki), na dodatek w świetnym stanie, z drobnymi tylko uszkodzeniami. Zdecydowana większość to zdjęcia do tej pory nieznane, niezdublowane w kolekcji V&A. Zbiór uzupełnia 15 odbitek towarzyszących (kilka prawdopodobnie autorstwa Clementiny) oraz dwa szkice ołówkiem. Dom aukcyjny przewiduje, że całość sprzeda się za mniej więcej 150 tysięcy funtów (ok. 720 tysięcy złotych).

Bonhams to jeden z najstarszych domów aukcyjnych na świecie. Założony w Anglii w roku 1793, początkowo zajmował się głównie handlem grafiką – dziś sprzedaje wszystko, co podpada pod definicję dzieła sztuki lub antyku: od instrumentów muzycznych po skamieliny, od whisky i motocykli po zabawki i sztukę Aborygenów. Za jego pośrednictwem właściciela zmieniły takie perełki, jak listy Mao Tse-tunga, rękopisy Oskara Wilde’a, odnaleziony po wiekach leżenia na zagraconym strychu „Portret mężczyzny” Velázqueza (4,5 miliona dolarów).

Bonhams sprzedał też najdroższy samochód świata (rolls-royce z 1904 roku poszedł za siedem milionów dolarów z hakiem) oraz kilka oryginalnych samochodów z filmów o agencie 007 czy pierścionek Bulgari z błękitnych diamentów (prawie trzy miliony dolarów), ogromnym wzięciem cieszą się murale Banksy’ego.

Aukcje domu Bonhams prowadzone są w 25 krajach, a kryzys najwyraźniej się go nie ima, skoro rok 2012 był jednym z najbardziej udanych w historii firmy (ponad 30 rekordów aukcyjnych!). 2013 także zapowiada się kolorowo – licytacja kolekcji Clementiny Maude to dla Bonhams nie tylko spory zarobek, ale także reklama i kilka dodatkowych punktów prestiżu.

Tekst: Weronika Kowalkowska
Zdjęcia: www.bonhams.com