#zostańwdomu czytaj e-wydanie - tylko 8,99 zł
reklama

Historie ciemnych zaułków

Jacek Rykała wędruje zakamarkami Zagłębia Dąbrowskiego. Szuka wiekowych domów, bram prowadzących do zarośniętych podwórek. Kolekcjonuje wspomnienia zaklęte w starych dzielnicach.

Lubią państwo stare domy? Pewnie tak, skoro czytają państwo „Werandę”. Tym razem jednak nie będzie nic o wysmakowanych i eleganckich stuletnich posiadłościach. Wprost przeciwnie – udamy się na wycieczkę do robotniczych kamienic, zobaczymy poznaczone śladami czasu bramy i podwórka studnie porośnięte chwastami.

Gdybyśmy weszli do któregoś z tych zapomnianych przez ludzi miejsc, ujrzelibyśmy zbutwiałe podłogi i powyrywane zlewy. Typowy widok w opuszczonej ruderze. Jest jednak duże prawdopodobieństwo, że pośród tych śladów rozkładu spotkalibyśmy malarza Jacka Rykałę. On też lubi stare domy. Takie przeznaczone do wyburzenia. W tych ruinach artysta poszukuje inspiracji i śladów obecności człowieka.

Prace Jacka Rykały to połączenie technik malarskich i fotografii. W obrazach pojawiają się także niewielkie przedmioty – klucze, zamki, kawałki framug, tabliczki informacyjne. To „suweniry” zabrane ze starych domów. Bo artysta odwiedza osobiście każde takie miejsce, by potem przenieść je na płótno. – Czasem te wyprawy mogą być niebezpieczne – ostrzega całkiem serio. – Kiedyś pewien zbieracz złomu zaczął mnie dusić, bo myślał, że jestem z konkurencji.

Głównym motywem obrazów Rykały są bramy i przedsionki. – To przejścia z zamkniętych przestrzeni na otwarte, z domu lub podwórka na ulicę. Dla mnie symbolizują połączenie przeszłości z przyszłością – opowiada artysta. – Bramy mają charakterystyczny zapach, przywołujący odległe wspomnienia, dzieciństwo. Są bardzo rzeczywiste, a w tytułach obrazów można czasem znaleźć dokładny adres, pod którym znajduje się ten czy inny zaułek.

Domy Jacka Rykały mają też mieszkańców, choć artysta już dawno temu zrezygnował z malowania ludzkich postaci. Teraz na płótnach umieszcza stare fotografie, czasem znalezione w ruinach. – Ludzie na zdjęciach chcą być lepsi i piękniejsi, choć codziennie żyją zwykłym życiem – zauważa. – A po latach stare fotografie przypominają o przemijaniu.

Artyście zdarzało się umieszczać na obrazach nawet zdjęcia rodzinne. – Teraz przynajmniej wiszą u kogoś na ścianie, a nie leżą w mojej szufladzie – śmieje się. Wbrew pozorom bramy i zaułki na płótnach też wzbudzają u widzów duże emocje.

– Kiedyś po wernisażu w Warszawie podszedł do mnie starszy pan i pogratulował wystawy – opowiada malarz. – Stwierdził, że pięknie namalowałem jego ukochaną Warszawę. Na nic się zdały tłumaczenia, że to bramy sosnowieckie. On widział plac Trzech Krzyży i inne warszawskie zakamarki. Bo takie miejsca są w pewnym sensie uniwersalne, każdy je zna i gdzieś przechowuje w pamięci. – Co ciekawe, w podobny sposób na obrazy reagowali ludzie z różnych stron świata: Francji, Włoch, a nawet Argentyny. W Sosnowcu pozostało coraz mniej takich śladów przeszłości – mówi z żalem Rykała.

W czasach Gierka wyburzono spore fragmenty miasta. Robotnicze dzielnice, w których dawno temu mieszkali wspólnie Polacy, Żydzi i Rosjanie, straciły swój unikatowy charakter. Malarz wędruje więc teraz po pobliskim Będzinie, gdzie zmiany nie są aż tak drastyczne. – Wkrótce wybieram się do Lwowa – opowiada. – Znajomi mówią, że to będzie dla mnie raj. Mnóstwo starych zaułków i podwórek, które można namalować. Artysta nie tylko maluje, pisze także wiersze i sztuki teatralne, które sam reżyseruje.

Zawsze chciał pracować w teatrze i często słyszał, że jego obrazy bliskie są teatralnej estetyce. Pewnie chodziło o tworzenie scenografii, ale Rykała potraktował sprawę o wiele poważniej. – Kiedyś na wernisażu rozmawiałem o tym z Kazimierzem Kutzem – wspomina. – Potem siadłem i napisałem moją pierwszą sztukę. Miała dobre recenzje, do tej pory jest wystawiana. Okazało się, że nie jestem „pterodaktylem”, bo do teatru przychodzą młodzi ludzie i im się podoba – mówi.

Wkrótce powstała druga sztuka „Mleczarnia”, także ciesząca się dużym powodzeniem. Wracając jeszcze do teatralnego debiutu artysty, wspomnijmy jego tytuł: „Dom przeznaczony do wyburzenia”. Nie ma co się dziwić, od odrapanych bram i ciemnych zaułków malarz uciec nie może.


Tekst: Stanisław Gieżyński
Fotografie: katalog wystawy wydany przez Galerię Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach
Kontakt z artystą: www.jacekrykala.com

reklama
reklama
reklama