reklama

Japoński zakątek

Ogrody małe i duże

Kiedyś był tu groch z kapustą. I jeszcze marchewka. Teraz nawet goście z Japonii przecierają oczy ze zdumienia. I niejeden, gdzieś tam pod górą Fudżi, chciałby mieć taki ogród.

Było to trzydzieści lat temu – Edward i Lucyna Majcher odziedziczyli niewielkie gospodarstwo w Jarkowie, niedaleko Kudowy-Zdroju. Taki najzwyklejszy w świecie ogród przydomowy, jakich wiele na polskich wsiach. Może tylko bardziej zaniedbany – chwasty, obok marchewka, kapusta i groch. Świeżo upieczeni ogrodnicy nie zadowolili się jednak doprowadzeniem tego poletka do porządku. Marzyło im się znacznie więcej. Co dokładnie, sami nie wiedzieli.

Musiał nadejść rok 1990 i służbowy wyjazd pana Edwarda do Niemiec. W Heidelbergu po raz pierwszy zobaczył drzewka bonsai i… wrócił odmieniony. Zachwycony japońską kulturą, postanowił stworzyć ogród japoński u siebie.

Od ponad dwudziestu lat gospodarz zrywa się z łóżka wraz ze wschodem słońca i pędzi do ogrodu. Poświęca mu cały swój czas. Ogląda nawet najmniejszą kępkę trawy, pamięta o azaliach, magnoliach i cyprysikach, których są tu setki. Nie mówiąc już o pętaniu drzewek, zmienianiu naciągów lin i obciążników, co wymaga największego mozołu i cierpliwości. – Są tu drzewka, których przekształcanie w bonsai zajęło mi dwadzieścia lat – opowiada.

Żeby zrozumieć pasję Edwarda Majchera, trzeba cofnąć się w czasie. Do jego dzieciństwa, do małej wsi pod Łodzią. Ojciec był w wiecznych rozjazdach, więc chłopiec całe dnie spędzał z mamą, najczęściej na długich spacerach, która pokazywała mu drzewa, krzewy, kwiaty, uczyła, jak je pielęgnować. Pan Edward nie ma dziś wątpliwości: – To właśnie matka zaszczepiła we mnie miłość do przyrody.

Ale nie zawsze było bajkowo. Nieraz ogarniało go znużenie i przygnębienie. Parę lat temu trafił do szpitala i pomyślał, że może czas ogród sprzedać. Zainteresował się nim pewien Niemiec i zaproponował sumę, która wprawiała w przyjemne oszołomienie. – Ale nie potrafiłem tego zrobić. To trochę tak, jakbym chciał własne dziecko sprzedać… – mówi. Dzisiaj swoje dziecko z dumą pokazuje zwiedzającym, od maja do czerwca.

Tekst: Eva Milczarek
Fotografie: Radek Wojnar

reklama
reklama