#zostańwdomu czytaj e-wydanie - tylko 8,99 zł
reklama

Krajobraz jak z bajki

Ogrody małe i duże

Kto szuka pomysłu na własny ogród, powinien zajrzeć na Dolny Śląsk do Wojsławic. Zobaczy tysiące roślin i gotowych podpowiedzi. Nic, tylko ściągać.

Zaczęło się od pasji pewnego botanika. Fritz von Oheimb pod koniec XIX wieku założył w Wojsławicach wspaniałą kolekcję azalii i różaneczników. Potem pałeczkę przejął jego syn, a ogród – dosłownie – rozkwitał. Do czasu. W PRL-u inwestowano w huty, nie w róże. Dopiero gdy w latach 80. Arboretum zajął się Uniwersytet Wrocławski, wszystko się zmieniło. Dołączono spory teren, posadzono kolejne gatunki – stary park to teraz zaledwie fragment Arboretum (5 z 62 ha). Nowa część rozwija się – jak na ogród – błyskawicznie. Dziś trudno uwierzyć, że była tu zwykła łąka. Ci, którzy odwiedzili Wojsławice kilka lat temu, dziś już tego miejsca nie poznają. Co roku – inne atrakcje.

Ostatnio pojawił się na przykład sad ze starymi odmianami czereśni, a wraz z nim święto czereśni – każdy może przyjść, nazbierać owoców, dowiedzieć się, jak hodować drzewka. Albo powiększająca się ciągle kolekcja liliowców. W pełnej krasie można je podziwiać przede wszystkim w lipcu, choć trzeba się trochę namęczyć. Posadzone są bowiem w dwóch wstęgach biegnących po stoku wzgórza zwanego Golgotą.

Zdobycie szczytu przy 30-stopniowych upałach to spore osiągnięcie – nachylenie stoku jest imponujące. Kolekcja liliowców to w sporej części dzieło pasjonatów – Jolanty Kozłowskiej-Kalisz, która przez lata kierowała działem roślin ozdobnych we Wrocław- skim Ogrodzie Botanicznym (dziś jest na emeryturze, ma więc dużo wolnego czasu, który spędza… w pracy) oraz Jerzego Byczyńskiego – emerytowanego nauczyciela i hodowcy tych kwiatów.

Twórcami i gospodarzami Arboretum są dyrektor Tomasz Nowak i jego żona Hanna Grzeszczak-Nowak. Można powiedzieć, że żyją pracą, tym bardziej że mieszkają na terenie parku, więc wszystkie wolne chwile poświęcają roślinom. Spacer z panią Hanną jest jak wizyta u prawdziwej gospodyni, która dokładnie wie, gdzie jest miejsce każdego drobiazgu i czy ktoś nieuważny nie przesunął go o centymetr – pamięta, gdzie rośnie jaka roślinka. A jest ich kilkaset tysięcy… Nie przeoczy żadnego zakamarka, wie, co trzeba uporządkować, co naprawić.

Pewnie dzięki temu na ogromnym przecież terenie niewiele jest miejsc, które wymagają natychmiastowej interwencji ogrodnika. I choć park cały czas się rozrasta, każdy nowy kącik jest zaplanowany i pasuje do reszty. Na przykład rozległe łany astrów, dzielżanów, rudbekii i traw ozdobnych u podnóża liliowcowego wzgórza. Krajobraz jak z bajki. Zwłaszcza jesienią.

Zdobywanie nowych roślin – co roku przybywa koło tysiąca – to kolejne wyzwanie. Dyrektor wykorzystuje jak może fundusze unijne i… ludzi z pasją. Wielu hodowców jest z Arboretum zaprzyjaźnionych. Przyjeżdżają i pytają: A to już macie? Nie? To przywiozę. Tak jak pewien Holender, Krijn Spaan, który zapragnął założyć tu własną rabatę bylin. Sprowadził z Holandii nie tylko rośliny, ale nawet narzędzia i obornik. Po czym włożył saboty, zakasał rękawy i zabrał się do pracy. Na jego rabatce uwagę zwraca oryginalna kocimiętka – Nepeta kubanica, która nie pochodzi wcale z Kuby, lecz z Kubania w Rosji.

Część roślin znalazła się w Wojsławicach dzięki wymianie z innymi ogrodami i kolekcjonerami, sporo tu prezentów od ludzi zafascynowanych parkiem. Na przykład ozdobne trawy podarował Marek Synowiec, który tak oszalał na ich punkcie, że zwiózł już z zagranicy ponad 200 odmian. Stąd pomysł na kolejny kącik, poświęcony właśnie trawom.

Tłem dla ukwieconych rabat jest stara część Arboretum, z wiekowymi drzewami. Góruje nad nimi piękny mamutowiec olbrzymi, czyli sekwoja. Wprawdzie nie ma jeszcze 100 metrów, tylko skromne 20, ale przecież to dopiero smarkacz – liczy sobie zaledwie kilkadziesiąt lat. Za kilkaset pewnie stanie się królem drzew w okolicy! Inni egzotyczni mieszkańcy?

Kilkunastometrowe sośnice japońskie, szydlice japońskie i okazałe klony palmowe. Rośnie tu też chyba największy w Polsce cedr libański. Rośnie zresztą trochę na przekór dendrologom, bo do niedawna uważano, że cedry w Polsce nie przeżyją. Tymczasem ten wojsławicki ma już za sobą 40. urodziny i dochował się licznego potomstwa.


Tekst: Tomasz Grochowski
Zdjęcia: Lilianna Sokołowska
www.arboretumwojslawice.pl

reklama
reklama
reklama